OFICJALNY BLOG Zuzanny Boruckiej

wtorek, 23 maja 2017

dom

Jestem zmienna... Dlatego kocham rzeczy stałe.
Zadałam sobie teraz pytanie : Czego chcę w życiu?

milczenie...

po chwili pomyślałam o mojej regułce, którą zawsze recytuję ludziom, gdy pytają lub sama sobie, gdy o tym myślę:

"Chciałabym rozwijać moje pasje. Spełniać moje marzenia. Najpierw podróże. Długie - po całym świecie. Potem szalone pomysły. Dzieci po 40 albo wcale. Mieszkanie w różnych miastach i doświadczanie! Testowanie! SNIĆ!"


Ale tak naprawdę.... To już dawno jest nieaktualne.
Od paru lat to było moje główne marzenie, a teraz zrozumiałam, że chce rzeczy stałe.

Lubię coś co nie mija i coś co jest pewne. Lubię czuć stabilizację.
Lubię mieć dom, rodzinę, zwierzęta. Lubię coś co trwa i nie boję się, że się skończy.
Teraz śmiało mogłabym powiedzieć, że podróże chcę dopiero jak będę miała dom.
Chcę w końcu odnaleźć miejsce.
Już dokładnie 6 osób powiedziało mi, że nie zrobię się nagle szczęśliwa i spełniona, bo zmienię miejsce zamieszkania.
A ja głupia nadal w to brnę.
Czy boję się, że gdy zbudują wymarzony dom nagle stwierdzę, że "tutaj jest źle"?
Nie.
Do Wrocławia wprowadziłam się z myślą "to pierwszy przystanek, czekam na kolejne"
Do Poznania wprowadziłam się z myślą "oby to na krótko".

ale...

Wiem, że dom to będzie coś innego - coś czego nie chcę sprzedawać. Nie kwestionuje tego ile to jest warte. Nie myślę czy jest to "INWESTYCJA" i czy to się opłaca kupić.
Nie traktuję tego jak "ulokowanie pieniędzy" czy tego, że mam stąd bliżej do głupiej Warszawy.
nie.
Dom budowałabym z inną myślą.
Z myślą, że jest to NA CAŁE ŻYCIE.
ŻE JEST TO MOJA PIERWSZA PEWNA, STAŁA RZECZ.
Wiem już, że chcę być blisko rodziny.
Wiem, że chcę być blisko mojej wsi, mojego jeziora.

Wszędzie indziej czuję się nieswojo. Lubię miejsce gdzie spędziłam 20 lat. Kocham moją rodzinę.


Gdy mieszkasz w mieście wyjście na zakupy nie jest już wyjątkowe.
Wyjście do kina nie jest tak podniecające.
Przesyt.
Piękne było w moim życiu, że jechało się do większego miasta i spędzało cały fajny dzień tam.
Teraz to miasto jest... cały czas. Nie jest to wyjątkowe. Miasta są specyficzne.
Piękne na chwile.
Na dłużej - tracą urok.

Mieszkałam w 3 dużych miastach i niestety... wszystkie blakły bardzo szybko.
Moje miasteczko zawsze było, jest i będzie piękne.

Co dziwne... wieś nigdy nie traci uroku. Jak może się znudzić jezioro i las? Nieznane polne drogi i natura obok. To powietrze... Ten oddech, który się tutaj bierze jest piękny. Czysty.
Ten spokój.
Ten brak tempa i to piękno.
Życie na wsi jest takie cudowne.
Dziękuję, że wychowałam się tam gdzie się wychowałam.

Miasto nie jest piękne.
nie dla mnie

Chyba dzisiaj zrozumiałam jak ważne jest w życiu dla mnie... zrobienie miejsca, które będę czuła. Które będzie tym spokojnym, idealnym, bezpiecznym miejscem.
Dom.

Nigdy nie miałam tego idealnego domu. Chcę go stworzyć sama.
I fizycznie i psychicznie. I dla kogoś.
Chcę ludzi, zwierzęta, naturę i drewno.
Chcę żeby ktoś z rodziny zaskakiwał mnie w obiad by wprosić się na kawę.
Chcę żeby ktoś przychodził.
Chcę mieć podwórko, żeby wypuścić psa.

Nie chce mieszkać w klitce w środku miasta. Nie chce mieszkania.. Chcę dom

Dzisiaj zaczynam największy projekt mojego życia.
Budowa domu. Na całe życie.
Najpierw jednak długa droga przede mną, ale marzę o tym.
Cieszę się, że już wiem.
Zuzia


czwartek, 18 maja 2017

koniec



Wszystko się zmienia... Z każdym rokiem każdy jest inny.
Idziemy w swoją stronę. Nasze drogi się rozchodzą.
Złość.
Zawód.
W sumie myślę sobie... kiedy tak naprawdę się to skończyło?
Chyba już dawno.. może nawet kilka lat temu.
Całe życie razem by teraz nauczyć się samemu.














DOBRA. JUŻ NIE CZYTAM PORADNIKÓW "JAK SIĘ POZBIERAĆ"
TO JEST TOTALNIE ŻAŁOSNE.
Idę zjeść ciastko czy coś.

Dobranoc.

Zuzia

niedziela, 7 maja 2017

5:55

5:55
Obudziła mnie dziwna chęć na... kakao.

Wstałam i poszłam do kuchni.
Wzięłam mleko z lodówki.
Czekajcie, czekajcie.
Lodówkę mam w salonie.
Cofnęłam się do salonu.
Sięgnęłam po mleko i moje niemieckie kakao.
Podgrzałam w mikrofali, bo przecież na kacu nie będę włączać płyty elektrycznej.
TAK. Nie mam na gaz - MAM PŁYTĘ ELEKTRYCZNĄ.
We wcześniejszym domu miałam ogień. Prawdziwy ogień.
Jajecznica zawsze smakuje lepiej z ognia, niż z tej okropnej płyty grzewczej, gdzie jakieś ciepło czuje się tylko na numerze 9.
Nieważne.
Nie rozmawiajmy o tym gdzie gotuję makaron, podgrzewam sos czy smażę jajko.
to nie o tym post.
Post jest o KAKALE.

Popijam właśnie moje kakao z ogromnego, niebieskiego kubka. Umila mi to pisanie tego posta.
Lusia leży mi na łokciu i mruczy.
DZISIAJ.
Dopiero kiedy schlałam się na komunii kuzyna - zrozumiałam.

ZROZUMIAŁAM...

kota.

O tak. Zrozumiałam kota.

Na trzeźwo bym chyba nie dała rady.
Tak naprawdę - to nie kakao obudziło mnie o 5:55. To był Ryszard.

Nie rozumiałam dlaczego od kilku dni - właśnie o tak wczesnych porach - Ryś daje mi plaskacza. Wygląda to dokładnie tak, że śpi wtulony we mnie, a nagle jego łapka ląduje na moim policzku i wysuwa pazurki.
Okropny ból temu towarzyszący wkurzał mnie co ranek.
DZISIAJ.
Fakt, że chyba jeszcze napita - ZROZUMIAŁAM GO.
Zrozumiałam mojego kota.
Wiem, że brzmi to absurdalnie, ale tak było.
Mój kot zawsze rano ma włączony tryb polowania.
Skoro mnie obudził tym soczystym plaskaczem jak zawsze, a ja byłam pijana to tym bardziej stwierdziłam - DZISIAJ - TO JA ZAPOLUJĘ NA NIEGO.

Był zdziwiony.
Zawsze to on szukał okazji by wbić pazury w moje stopy wystające spod kołdry.
Dzisiaj to ja wbiłam pazury w jego kark.
Jak mu się to podobało...
Nie umiem Wam opisać pasji w jego oczach jak dałam mu gryźć rękę i drapać łokieć.
Odpychał się z całej siły tylnymi łapkami, mimo, że wcale go nie trzymałam.
On jednak pedałował conajmniej jakbym chwyciła go za łapki z całej siły.
Pewnie wyobrażał sobie wtedy, że jakaś sprytna i zwinna puma trzyma go w uwięzi i musi się wydostać.

Ryszard był dzisiaj szczęśliwy.
Miał równego sobie przeciwnika.
Powiem Wam, że zawsze o 6:00 budził mnie wkurw, bo kot mnie drapał w stopy.
DZISIAJ ZROZUMIAŁAM.
On zawsze o 6:00 idzie na polowanie.
Nie podoba mi się, że poluje na moje stopy. Muszę chyba skołować do domu jakieś antylopy czy coś, ale nieważne. Ryszard wydał mi się dzisiaj bardzo intrygujący.
Mimo, że mam podrapaną rękę to BYŁO WARTO.


I w sumie nawet gdy otwierałam nowe kakao zębami. Dopiero po chwili, gdy zęby mnie bolały spojrzałam na opakowanie. Znalazłam strzałeczkę i okazało się, że otwieranie jest całkiem proste.
Jednym ruchem można było otworzyć to cholerstwo, a ja zębami chciałam jak królik to wygryźć. Ach. Człowiecze instynkty. Najpierw siła, potem mózg.

Ryszard bacznie obserwował jak idiotycznie się zachowuję.
Gdy wyszłam z kuchni machnęłam nogą w jego drapaczkę.
Przyglądał się.
Odeszłam.
A on NAGLE ruszył wydrapać swoją drapaczkę jak nigdy.
INSTYNKT.
TAKI JEST WŁAŚNIE RYŚ.
RZĄDZĄ NIM ŻĄDZE.

Lusia jest spokojną księżniczką, a Ryszard jako przedstawiciel kociego, leśnego, syberyjskiego odcienia rasy - DZIKI JAK ICH MAŁO.

Wkurwiał mnie do dzisiaj.
Dopóki nie zrozumiałam, że moje stopy o tej 5:55 są dla niego jak dla tygryska bieganie za antylopą po pustyni.
Być może nadal nie będę chętnie wystawiać gołych stóp spod kołdry, ale...
ale już rozumiem!
Rozumiem mojego kota.


Ryszard - jeśli to czytasz...
JESTEŚ KOZAK, ale
ZACZEP MNIE JESZCZE RAZ O 5:55 NAD RANEM, A ZGINIESZ.



Zuzanna Borucka

czwartek, 6 kwietnia 2017

Jak nie być samotną kupą?

Dzisiaj pomogę Wam z tematem samotności.
Co musicie zrobić, aby nie być samotnym?

ZACZNIJMY:



  1. KUP KOTA
  2. Kup kolejnego kota
  3. Trzeci kot maksymalnie
  4. Dobra - 4 koty wystarczą
  5. Kup psa (NIE MÓW RODZICOM!) - jak się nie zgadzają to zrób to szybko :B
  6. Kup łyse świnki
  7. Nagrywaj filmy na jutjubie
  8. Odpisuj wszystkim
  9. Zmuszaj ludzi żeby z Tobą wychodzili *jak nie chcą wyjść to: ZAGRÓŹ IM, ŻE SIĘ ZABIJESZ I MAJĄ Z TOBĄ WYJŚĆ NA KAWĘ BO JAK NIE TO TA KAWA IM WYPARZY OCZY I KUR*A LEPIEJ ŻEBY WYSZLI Z TOBĄ.
  10.  Zamieszkaj z kimś kogo nie znasz
  11. Kłóć się z kimś kogo nie znasz
  12. Głaskaj koty... dużo kotów
  13. Pisz posty na blogu. Rób zdjęcia. Baw się sama ze sobą.
  14. Kup kota
  15. Rośliny to przyjaciele, więc kup rośliny
  16. Jak ci smutno nadal to kup kolejną roślinę
  17. Wciągnij się w wir pracy!
  18. pisz na anonimowym czacie o swoich problemach
  19. Umów się do psychologa
  20. Gadaj ze sobą


Jeśli nadal czujesz się samotnie to ja już nie wiem co jest z Tobą nie tak.
Chyba zawsze już będzie uczucie pustki i samotności. Pogódź się z tym. Włącz fajny film i zjedz coś. Będzie miło - nadal będziesz sama z kotami, ale OGLĄDAJ I JEDZ. Spoko pomysł.


Zuzanna Borucka

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Mam 21 lat

...

(nie dokończę, że piję kawę hihi)

Mam 21 lat i...
CHCĘ BYĆ GŁUPIA!
Nie chcę być ładna, kobieca i poważna.
Chcę bekać,
śmiać się najgłośniej jak mogę,
gadać głupoty,
żałować,
pierdolić głupoty,
być brzydka,
nie malować się,
tańczyć,
pić,
mieć przygody,
robić wszystko na co mam ochotę,
nie hamować się,
żyć.


Zuzanna Borucka

niedziela, 26 marca 2017

zżycie

pośrodku tego wszystkiego
znowu odnalazłam ukojenie

dawno tego nie czułam
uczucia
gdy zasypiasz pełen nadziei na jutro
mam znowu sens

boję się że raz jeszcze wszystkie gwiazdy runą z nieba
powtórzy się ten ogień który spalił mi serce
od nowa zacznie się ból
i tęsknota
za Tobą

pozwolę Ci odejść
ale
nie idź już nigdzie
bo z nikim innym nie chcę
świata
tylko z Tobą jest on pasjonujący
wszystko co szare zmienia się w niezwykłe
i nawet pomidory nie smakują źle

razem jesteśmy spójni, nienaruszalni i symetryczni
jakby ktoś to wyrzeźbił
odkuł z identycznego materiału

bliskość
jedność
porozumienie

tylko tego chciałam
Ciebie

torso głupi korso

Zuzanna Borucka



piątek, 17 marca 2017

To pierwszy post pisany o 4 nad ranem w wannie.


Łóżko mnie dusiło. Nawet nie wiem kiedy postanowiłam wstać i wziąć długą kąpiel.
Wino nie jest dobrym wyborem w przeziębienie. Głowa boli podwójnie.
Nadal czuje pulsowanie w skroni. Oczy wyparzyła mi sól łez, a nos chusteczki od kataru.
Czy może być piękniej?
Tak!
Byłam dzisiaj na pierwszej wizycie mojej długoletniej terapii.
Dlaczego długoletniej?
Wydaje mi się, że Pani psycholog była lekko przerażona i sama zawahała się czy da radę mi pomóc. Myślała, że przyjdę z jednym problemem, a ja strzelałam jak z karabinu. Prawie każdy aspekt życia.
Nie nadążała notować, a jak już minęła godzina... przeprosiłam ją.
Stwierdziłam, że praca psychologa jest cholernie ciężka. Jak można godzinę wysłuchiwać mnie i jeszcze nie wyjść z siebie?
Chyba moi przyjaciele wiedzą najlepiej...
Jak już kiedyś pisałam: nie czuję własnej wartości. 
"Jakieś niby tam sukcesy, lecz to wszystko w sumie pic."
Tak naprawdę "choroba psychiczna" brzmi bardzo groźnie, a przecież każdy ma swoje problemy. Każdy ma psychikę... do psychologa powinien chodzić każdy- nawet kiedy wydaje mu się, że wszystko jest okej. 
Ja za długo trzymałam wiele spraw. Żałuję, że nie poszłam wcześniej. Zaufanie do ludzi muszę budować od nowa... w sumie... siebie muszę zbudować od nowa.
Nie "mnie" jako postać. Nie jako jedno z moich twórczych wcieleń... nie taką dla widzów.. nie taką z Internetu. Po prostu siebie.
Dlatego właśnie - długoletnia terapia. Wydaje mi się, że nawet gdyby cudem za rok się ułożyło to chciałbym nadal chodzić do psychologa i układać sobie w głowie.
Leczenie słowami.
Czasami nieświadomie przyjaciel jest dla Was prywatnym psychologiem.
Zawsze warto z kimś rozmawiać. Nie warto zamykać się na ludzi.
Ludzie są źli, ale chyba 
w końcu

Czas

Przekonać się


Do nich.

Zuzanna Borucka

czwartek, 9 marca 2017

Ryszard

Dzisiaj bardzo przyjemną sesję miał Ryszard.
Pozował jak jeden z najlepszych modeli na świecie.
Pierwsze zdjęcie to próba jego pierwszej kawki - niestety nie smakowała.
Potem Ryś chciał skosztować sok pomarańczowy i również klapa.

Kocham zdjęcia z interakcją. Lusia i Rychu sami pozowali i byli przesłodcy.
Mimo trudnej sesji ze zwierzętami uważam, że zdjęcia są piękne! <3


MOJE SŁOŃCA NAJKOCHAŃSZE!



A to ostatnie to takie 'mroczne'
Rysiu na nim tak jakby chciał opowiadać straszną historię.


Zuzanna Borucka



poniedziałek, 6 marca 2017

wrażliwość

Dzisiaj usłyszałam, że najpiękniejsza we mnie jest moja wrażliwość.
To dziwne, bo ta sama wrażliwość jest przyczyną moich największych problemów.

Czy to źle, że taka jestem?


Czuję za mocno, ale coraz lepiej mi idzie hamowanie.
Mówił, że w mojej wrażliwości jest odpowiedzialność, dojrzałość i miłość.

Cieszę się, że taka jestem.
I jednocześnie mi z tym trudno.


Myśl, że będę musiała tyle mówić na terapii jest dla mnie wkurzająca.
Ja nie chcę mówić, rozpamiętywać i płakać.
Już powoli zalepiłam rany.. tylko zalepiłam je milczeniem.

Tak się nie wychodzi z problemów. Powinnam z otwartością mówić o tym co mnie zniszczyło i bez większych emocji akceptować przeszłość. A ja?
Unikam tematu, bo wiem, że jak wróci to mnie rozwali.
Wiem, że ona będzie pytała. Dużo pytała. Będzie chciała wiedzieć wszystko - to co ukrywam najbardziej.
Nie mogę zamiatać prawdy pod dywan. Co się stało to się stało.
Rozwiązaniem nie jest nienawiść, milczenie czy zapomnienie.
Rozwiązaniem jest akceptacja.

Niestety mam w sobie za dużo złości i bólu, aby zaakceptować.

Czuję się jak matka, której mówią, że im szybciej zaakceptuje śmierć swoich dzieci - tym szybciej będzie dobrze i ułoży sobie życie.
Ja to rozumiem. I chcę oczyścić umysł, ale...
nie widzę teraz końca węża, który oplótł moją szyję. Widzę początek, ale nie koniec. Jest za długi by z łatwością go odwiązać.

Kiedy ogarnę już smutek z ostatniego roku - przyjdzie mi się zmierzyć z jeszcze większym - tym zbieranym latami.
Mój paniczny strach do ludzi.
Moja niechęć do ludzi.
Mój ból, który mi ludzie zrobili.

Zaufanie?

Jeśli nauczy mnie zaufania to będzie cudotwórcą.

Znam ludzi. i tych co w Internecie czują się bezkarni i wylewają na innych swoje frustracje, aby było im lepiej.
Znam ludzi z Internetu- tych, którzy komentują ze znieczulicą - uczucia i życie innych.
Znam ludzi tych w życiu, którzy jedzą z tobą owoce w białej czekoladzie, przesiadują na rozmowach godzinami, zwierzają się, odwiedzają twoją rodzinę, a potem..
jak gdyby nigdy nic. koniec. Jakby to było dla nich proste i jakby nowe znajomości mogły zalepić rany.
JA TAK NIE MAM.
Mnie boli. Mnie kurewsko boli.
Boli.
Kiedy już za bardzo pokocham, wtedy sie komplikuje. Jak mogę tak z miesiąca na miesiąc nie myśleć o wspólnie jedzonej pizzy i grach planszowych? Jak mogę nie myśleć o wspólnych kawkach i zwierzaniu się? O śmiechu przy głupich filmach na yt. o tym wszystkim.

Wmawiam sobie, że teraz każdy się zmienił i już nie jest sobą. Że ludzie mają wady i staram się skupić na tych wadach. Usiłuję myśleć ŹLE, ale w środku jest tylko tęsknota.
Nawet złe rzeczy bledną przy mojej tęsknocie. I wiem, że powinnam po prosty zapomnieć i skończyć pewne etapy, znajomości i przeszłość. Zamknąć to po prostu, ale...

znowu siedzimy w piątek wieczorem przy winie. Znowu śmiejemy się opowiadają o życiu.
Gotujemy w mojej małej kuchni i tak do późnej nocy.

To jak mi jest przykro. To jaki ból czuję do tego, że to się skończyło... to...

Siedzę teraz w wannie z laptopem. Woda z kąpieli łączy się z moimi łzami. Już nie wiem, ile jest łez, a ile wody.
Tylko po co płakać? Po co tak cierpieć?
Wystarczy zamknąć rozdział. Niestety nadal nie chcę tego robić.
Może jeszcze coś napiszmy. Dokończmy to tak z happy endem i wtedy przejdę na stronę dalej.

Dopiszmy kilka stron.
Mieli mnie tutaj odwiedzać.

Miał być kontakt.
Miały być choć małe rozmowy co jakiś czas.

Miał być telefon i rozmowa co u nas.

Miało być cokolwiek.


a teraz pustka.
tęsknota


i ja

sama z tymi uczuciami wypalającymi serce i oczy



Dobra. W przyszłym tygodniu mam wizytę. Niech nauczy mnie zapominać.
Niech nauczy mnie myśleć tak, aby nie cierpieć.



Zuzanna Borucka




piątek, 3 marca 2017

Niesamowite.

W ostatnich dniach spłynęła na mnie fala cudownych wieści.
SAMA JESTEM W SZOKU.

Ale się układa.
Aż za dobrze.


Stwierdziłam, że chcę się bardziej rozwijać, a że mam milion artystycznych pomysłów - POTRZEBUJĄ PRACOWNIĘ. I co cudowne - znalazłam bardzo szybko, bardzo blisko - miejsce, gdzie mogłabym się realizować.
Już chcę robić tam remont. Malować na biało. Tworzyć i kupować sprzęt. Zawsze o tym marzyłam i chyba w końcu będę mieć STUDIO.
Piękne.

Kolejna sprawa to wyjazd do Stanów. Okazuje się, że być może uda mi się odwiedzić LA. Nie chcę zapeszać, ale jeśli się uda to, aż nie wierzę w moje życie. Jak bajka.

To takie cudowne... tyle dostaję od świata. Pociesza mnie to, bo udowadniam sama sobie, że ciężką pracą i determinacją można spełniać marzenia. Tyle lat na tym Youtube. Tyle startej psychiki. Tyle stresów, rozpraw.
a teraz...

wszystko jakby wraca.

DOBRA KARMA

DOBRO WRACA

HAHA i te czy inne frazesy. Cieszę się! Układa się wam powiem. Układa, nawet - JA UKŁADAM.
Wszystko mam pod kontrolą. Pierwsza wizyta na terapie już umówiona.
Jeszcze tylko parę brudów przeszłości muszę zmyć i wakacje będą cudowne.
Nadal jest we mnie smutek.. Nadal mam ból do ludzi, którzy mnie oszukali, ale walczę z tym.


Bo smutek ze mną zawsze,Smutek jak narkotyk, 
Ktoś potruł wszystkie koty
Bo smutek jednocześnie 
Dobry (zły) jak antybiotyk

Swiernalis - Sierść





Mimo wszystko - wiem, że będzie dobrze.
Czuję powiew wiosennego ciepła.
o tak.
Ja - Pani Zima - kochająca chłód - CZUJĘ CIEPŁO.

Zuzanna Borucka

czwartek, 2 marca 2017

MOJA PRACA JEST DOBRA.



W końcu doceniam moją pracę! Dzisiejsze zdjęcia wyszły tak dobrze. Aż sama jestem w szoku.
Dałabym je na okładkę płyty czy inne szczególne miejsce.

DUMA



Nie jestem jak wszyscy, nie zakładam nigdy, że jutro jest pewne
Co nie znaczy, że myślę o śmierci, że krąży wokół codziennie
Choć wątpliwości każdej wiosny kwitną we mnie namiętnie
To rzadko schodzę na ziemie, jak kocham to każdą cząstką siebie
Lubię czuć, nawet ból, cały świat to grząski grunt
Każdy ruch, wydech/wdech, ściąga nas odrobinę w dół
Dlatego życie jest piękne, tak polotne permanentnie
I tak naprawdę ważne jest tylko z kim idziesz przez nie za rękę
Czyj uśmiech z rana sprawia, że ten świat jest tak zajebiście Twój
I nawet jak jutro Ci spadnie na głowę, wiesz, że warto to czuć
Małe rzeczy mają wartość, dużo większą niż te większe
Siedzę w oknie, patrzę w niebo, myślę o niej, pisze wiersze

Kuba Witek x Szatt - Nie mam dzwonka do drzwi




AŻ TYLE GŁUPICH MINEK WYBRAŁAM.
A teraz muszę wybrać jedno.
pierwsze pójdzie na tło na fanpage Facebooka, a kolejne... Muszę coś na Instargam dodać. MYŚLĘ.




Zuzanna Borucka

środa, 1 marca 2017

blog

Zanim zacznę terapię - bardzo pomaga mi wygadywanie się tutaj w postach.
I wiem, że ostatnio namieszałam z za dużą szczerością, ale teraz będę po prostu uważać.

Lubię mojego bloga.

Niesamowicie uspokaja mnie pisanie moich postów. Układa mi myśli.

Jeden z moich ulubionych motywów - człowiek przytulający dom.

Czy umiem pisać mniej emocjonalnie, szczerze, uczuciowo?

Nie wiem.

Zawsze tak pisałam. Od kiedy miałam 12 lat. Już wtedy prowadzenie bloga było dla mnie formą terapii i ochłonięcia. Czy obchodzi mnie, że ktoś to czyta?
Nie musi.
Naprawdę nikt nie musi tego czytać. Nawet nie chcę. Cieszę się, że jest tutaj tak mało osób. Niech będą tutaj tylko osoby którym pomagają moje wpisy. Niech czytają to zagubione dusze jak moja.
Smutne jak ja. Potrzebujące mnie.

W komentarzach robicie syf. Po co?
Będę usuwała głupoty, bo niektóre z waszych wywodów wprowadzają ZAMĘT. a tutaj nie ma być zamętu. Postarajmy się o harmonię, okej?
Odwalcie się od szczegółów mojego życie prywatnego.
  Poczytajcie teraz co czuję, bo daję Wam siebie, moje emocje na tacy, ale nie idźcie dalej z tym zainteresowaniem.
Ciekawość.
Rozumiem, że w niektórych z Was jest ciekawość, a w innych po prostu chęć głębokiej interpretacji mojego życia. Przestańcie.


Chcę tutaj pisać, aby
dzielić się inspiracjami,
sobą,
uczuciami,
życiem.


Nie chcę dram, kłótni i cyrku. 


***

Chcę po prostu układać siebie, a w tym momencie nie mam częstej terapii, tylko wizyty raz na miesiąc. Zanim będę wygadywać się Pani psycholog - pozwólcie iż wygadam się tutaj.


Zuzanna Borucka

poniedziałek, 27 lutego 2017

lubię elegancję

edit.
;)
Piszę tego posta, bo wydaje mi się, że kiedyś byłam BUNTOWNICZKĄ. Pozerem.
I przeżywałam coś takiego bardzo krótko, bo szybko zrozumiałam, że to nie ja.
Byłam w liceum i ubierałam się specjalnie brzydko i podkreślałam jakiej to ja sztuki nie robię.

Potem zaczęłam nagrywać filmy. Niech ludzie mówią jak bardzo infantylne... to mimo wszystko kiedy rozmawiałam z moimi równieśnikami - oni chcieli szlugi i piwko, a ja...

ja chciałam czegoś więcej.


I wiedziałam, że będę robić wszystko, aby osiągnąć cel. Kręciłam, pracowałam, pisałam. 
MARZENIE.
Zbudowałam studio. Robiłam moje programy. Było to dla mnie całym światem. Wyszłam z tego idiotycznego pozerstwa i mimo, że wpadłam w infantylizm to nie wspominam tego źle.
Nadal lubię te wszystkie słodkie rzeczy. Te kiczowate zabawki i słodycze. Babeczki i dziecinne stroje.
Nadal jestem dzieckiem. Lubię mieć pastelowe tło i kwiatka we włosach.

Teraz już odeszłam od tego lukrowego świata, ale czułam się w nim bezpiecznie. 
Robienie czegoś dziecinnego przychodziło mi z łatwością, bo sama jestem dzieckiem. I to dużym dzieckiem! A bycie dzieckiem oznacza wolność. Oznacza coś pięknego.
Dzieci nie palą i nie pozują na głupie, niegrzeczne nastolatki.  Dzieci robią film o swoich zwierzętach, bo kochają je nad życie. Nie są to filmy dla zgorzkniałych dorosłych.
to jest nasze
nasz świat
tworzymy
Jak mały książę. 
To jest ważne, aby nie stać w miejscu. Zamrozić tysiąc kostek lodu i zrobić lodowe intro.
Kupić kostium królika za 7 stów i nakręcić o nim film. 


Cieszę się, że mimo mojej wyobraźni i pasji - jestem dojrzała.
Nie robię już tamtego formatu, ale bardzo chcę pogłębiać ten nowy.
bo wiecie, że...


Jestem elegancka.

Kocham kwiaty.
Ostatnio wydałam ogrom pieniędzy na bukiety.
Okazuje się, że jest tyle fascynujących roślin.


Florystyka jest taka delikatna.
Te róże się tak pięknie zwijają.
Zachwyca mnie ten układ. 




W moim nowym filmie pokazuję siebie. 


taki osobisty.

Teraz będę więcej takich tworzyć. Uwielbiam tworzyć kadr. Kiedy to się obrabia i jest się zadowolonym, że samemu coś się stworzyło.

Zawsze uwielbiałam robić kolaże.

Pomagają mi one zrozumieć jaka jestem.

tyle osób teraz inspiruje się nagością. Emanuje papierosami i jednocześnie udaje retro, starość.

Stare czasy mają klimat. Mają duszę. I tu nie chodzi żeby ubrać melonik do swoich sportowych butów czy bluzy.
To wszystko jest po coś. Ma ten unikalny klimat.
Ja kocham tą epokę i nie lubię nastolatków, którzy inspirują się tym w złą stronę.


Zrobiłam sobie kolaż który jest dla mnie bardzo aktualny i uważam, że mnie opisuje.

Nawet gdy człowiek jest zagubiony - najważniejsze to odnaleźć siebie.
Ja lubię elegancję i koty.
Chcę podróżować.
Chcę rozpieszczać Lusię i Rysia.
Chcę mieć szczerych przyjaciół.
Chcę grać w gry i ograniczać się do lampki wina.
Chcę być bezpieczna i szczęśliwa.
Chcę być dzieckiem.
Chcę żyć marzeniami.
Chcę być sobą.

Zuzanna Borucka

poniedziałek, 20 lutego 2017

Załamanie?

edit.
zmieniam posta, bo uraziłam kilka osób.
Przepraszam, choć mój "atak" na tym blogu, którego nikt nie czyta - to nie atak.
Rozumiem - nazwanie ludzi "fałszywymi" po tym jak mnie zostawili - nie jest okej.
Mimo wszystko, zostawiam akapit z tym, że moje byłe przyjaźni były toksyczne.
Ludzie którzy wybierają to co jest dla nich łatwiejsze i zrywają kontakt mimo wcześniej budowanej relacji.
Czuję się oszukana - po prostu. Jakby 2 lata życia to był żart i to kogo się poznawało, ufało, czuło jakby teraz było gównem. tyle.



tumblr.

Załamanie?


Teraz mam dobry humor, ale jednocześnie aż głupie byłoby napisać, że nie.
Co ja mogę powiedzieć?
Może lepiej nic. 
Tyle się w tej głowie u mnie wali myśli.
Przewracają się i jedna o drugą się ociera.

Jutro zaczynam terapię i będzie dobrze.

Psychiatra, psycholog... oby pomogło. Obecnie pomagało.
Było już dobrze, ale to rozstanie i potem to wszystko. Ten cyrk. 
Zniszczył mnie.

Ja za to sobie radzę! Mam nowego przyjaciela. Jeśli widzieliście go na snapie - to nie srajcie, że nowy chłopak. Przyjaźnimy się i cieszę się, że mi bardzo pomaga. To dobra relacja w przeciwieństwie do tych toksycznych jakie miałam. 
 Symbioza. 


Ja oczywiście z tej całej przewrotki życia wychodzę ZMIANAMI.
Przeprowadziłam się, zmieniłam włosy, kupuję kota.
Jak dziewczynka, która myśli, że serce naprawi nowa lalka Barbie.
Ale jakoś muszę żyć.
Być może nigdy nie będę szczęśliwa. Zobaczę wady we wszystkim. Nikogo nie docenię.
I będę wieczną egoistką na tyle pięknych rzeczy jakie mam.

Tyle dobrych ludzi, a ja myślę o tych co mnie zranili. Razem z nim -  odeszli jak bojące się deszczu zwierzęta. Uciekli. Zostali tam gdzie im cieplej. Bliżej ogniska.
Tak ciężko zaufać komuś. Otwierałam serce i wpuszczałam ludzi, a potem oni polali tam benzynę i rzucili zapałkę. 
Będę próbować zaufać.
Zaufanie jest trudne. 


Teraz robię film. Zatapiam się w tym. Samemu jest trudno, ale chcę sobie udowodnić, że czuję to.
Od dziecka to kocham. Czuję kadr. Czuję film. To moja pasja.
Coś tam sobie grzebię. I jestem dumna z moich małych kroczków.



tylko aż chore jak bardzo widać cierpienie w moich pracach.
postaram się zmienić ten film na mimo wszystko pozytywny.


Ale paradoks.

Dziewczyna z depresją będzie uczyć szczęścia jakieś 900 000 osób.
Dzięki za tą liczbę. Wybiło tyle ostatnio. Chyba miłe.

Dziękuję.

Zuzanna Borucka


środa, 15 lutego 2017

jestem gównem

Jestem ciężarem dla moich przyjaciół. Potrafię przygnieść ich moimi problemami.
Nie wiem kiedy ja to ja - a kiedy mój wrodzony smutek…
Kiedy to coś pode mną, podskórnie, we mnie - to coś co siedzi i mówi, aby wszystkiego nienawidzić.

Czego ja chcę? Czego potrzebuję?

Nie plątam się w myślach. Jest ich za dużo, ale je ogarniam,  Plątam się w uczuciach.

Mój psychiatra mówi, że jest tylko jedna rzecz nad którą mam kontrolę.

Nie jest to ból - bo boli niewyobrażalnie. Boli tak, że traci to już wartość słowa „cierpienie”. 
To coś mocniejszego. I fizycznie i psychicznie. To stan w którym zamykam się ze sobą w głowie.
Jestem tam i siedzę. Widzę pustkę i tylko boli.

Nie jest to miłość - bo kocham niewyobrażalnie. Kocham tak, że traci to wartość słowa „miłość”.
To coś mocniejszego. I fizycznie i psychicznie. To stan w którym czuję, że ta osoba jest całym moim światem,
Jestem z nią i nie mam umiaru. Chcę tylko tego. Chcę, kocham, pragnę. Nie umiem przestać.

Nie jest to szczęście - bo jestem szczęśliwa niewyobrażalnie. Szczęście tak mocne, że traci to już wartość słowa „szczeście”. 
To coś mocniejszego. I fizycznie i psychicznie. To stan w którym śmieję się jak małe dziecko. Skaczę i śpiewam. 
Wkurzam wszystkich, ale nie widzą oni, że to właśnie oni wywołują to we mnie. Tą euforię.

Nie mam kontroli nad emocjami.
Ból, miłość, szczęście.


Rozczarowanie jest tak mocne. Strach jest tak silny. Jakby ktoś mi podkręcił wszystkie guziki.
To wszystko takie mocne. Wszystko takie silne. Tak mocno mnie zniewala z nóg.
Cała jestem w emocjach. Jestem emocją i słowem.
Czuję i mówię.
Jestem gównem moich problemów.

Ciężko mi ze sobą żyć i ciężko układać coś tak strawionego przez przestrzeń. 
Cały czas daję sobie szansę, a jednak cały czas się sobą rozczarowuję. 
Bo

jestem gównem.


Zuzanna Borucka