OFICJALNY BLOG Zuzanny Boruckiej

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

tak typowo - agonistycznie

bardzo fajnie się czyta przy tej : muzyce
proszę włączyć
Jak opisać to, żeby nie było zbyt przekolorowane...
Jak napisać żeby zabrzmieć mądrze...
Jak ująć, żeby nie zniechęcić...
Jak nie pokazać bólu, kiedy jest tylko on?

Ja i ból znamy się od dziecka.
W dzieciństwie...
kiedy normalne dzieci dostawały lody to cieszyły się, że jedzą coś słodkiego.
Mi brakowało... posypki, czekolady, owoców... może trochę miłości i wsparcia?
Nie...
przecież mówimy tylko o lodach.


Każdy ma inne uczucia i emocje. Moje uczucie i emocje są tak z kosmosu.
"A NIE MYŚLAŁAŚ ŻEBY SIĘ ZMIENIĆ?"
"A NIE CHCESZ CZEGOŚ Z TYM ZROBIĆ?"
"A MOŻESZ TAK NIE MIEĆ?"


Jasne. Już idę po miłość, zaufanie, wsparcie, opiekę i szczęście... czyli to czego całe życie mi brakuje. To czego całe życie szukam...
Lecę kupić trochę cech, emocji i wartości.
Dziury w sercu zalepiam troską.
Dziury w ciele zalepiam odwagę i siłą.
Dziury w mózgu zalepiam opanowaniem.


Masz 18 zł i musisz przetrwać... Kupujesz wodę za 1,99, bułki za 3,54, latarkę za 10,50 zł i zapalniczkę za 1,97 zł.

Ja kupuję kawę ze Starbucksa za 18 zł,
bo nie lubię w życiu się z czymś pierdolić. CHCĘ - ROBIĘ. PRAGNĘ - BIORĘ. MAM.


Żyję marzeniami... wyobrażeniami... Jestem naiwna i nierealna.
Lubię rzeczy które nie istnieją. Marzę o...
w sumie to...

świat dał mi po ryju i już zrozumiałam, że
nie mogę marzyć
nie mogę być dzieckiem
nie mogę się śmiać
muszę się zachowywać.

Nie mogę żyć w swojej głowie.
Nie mogę wymagać od ludzi takich emocji jak ja.
Nie umiem patrzeć na świat w zwykły sposób...
w sumie to
nie umiem żyć.

ŻYCIE! DZIĘKUJĘ ZA PLASKACZ W RYJ KTÓRY MI DAJESZ! DZIĘKUJĘ ZA KILKA CENNYCH RAD CO ZMIENIĆ I JAKA BYĆ. DZIĘKUJĘ, ŻE CODZIENNIE KOPIESZ MNIE PO TWARZY I MÓWIĆ, ŻE NIGDY NIE BĘDZIE TAK JAK W MOICH MARZENIACH.

ROZUMIEM.

Naprawdę...

powoli rozumiem, że... życie to nie bajka...
że nie jestem królewną i że chmury nie są z waty cukrowej...
Ciężko mi to zrozumieć, bo
lubię odrealnione, głupie, pochopne i nieprzemyślane decyzje.
Biegać nago i krzyczeć 'penis'. Lubię śmieć się i krztusić jedzeniem.
Lubię płakać i tańczyć. I tęsknić i kochać. I umierać. I rodzić się na nowo...
Lubię żyć. Lubię te tryliony emocji, które dostarcza mi mój mózg.
Lubię to wszystko.




ale nie każdy mnie taką lubi...
i nie każdy mnie taką rozumie...





najbardziej pęka serce, że w gronie tych osób są wszyscy moi bliscy.
Nie jestem do końca sama... bo spotykam często osoby podobne.
I kocham ludzi którzy są dobrzy. W oczach widać, że są jak promyki słońca.
Śmieją się tak jak ja - po prostu.
Szczerzy, wyluzowani, prawdziwi. Normalni...

Tylko jest ich mało.

Nie lubię mieć znajomych, bo wymaga to ode mnie udawania, że kogoś lubię.
Nie lubię ludzi.
Są nudni, przeciętni, stereotypowi i poważni.
Są gburowaci, smutni i normalni...
Nudni...

Zuzanna Borucka 

wtorek, 8 sierpnia 2017

    



"

- weź szklankę.
- wziąłem i co ?
- upuść ją.
- rozbiła się, co dalej ?
- teraz ją przeproś i zobacz, czy się znowu pozbiera.

     "







Stracone zaufanie tak trudno odbudować.
Czasami myślę, że przyzwyczajanie się do czegoś dobrego jest złe, bo zaraz i tak będzie zjebanie.

Nie chce mi się już siebie zawodzić... I nie chcę zawodzić nikogo.

Pękło mi już serce i teraz...
Śmieję się, wygłupiam, chodzę na spacery, oglądam, czytam, wymyślam,
ale nic nie ma sensu.
po prostu


Z.

piątek, 4 sierpnia 2017

Konflikt międzypokoleniowy...

Oj tak.. wiem... Rodem z rozprawki z języka polskiego. "Konflikt międzypokoleniowy "
to brzmi zbyt poważnie, ale ten post w sumie będzie poważny.
Nie wiedziałam czy napisać o prywatności czy raczej o relacjach ze starszymi, ale trudno. BĘDZIE O WSZYSTKIM.
Mój mózg musi się oczyścić.

Ktoś wychowany i żyjący w innym wieku może nie rozumieć tych czasów.
Ja sama nie rozumiem właśnie tych starszych lat i szczerze... chyba mi z tym dobrze.
Coraz częściej się przekonuję, że w latach PRLu ludzie żyli tylko i wyłącznie w fałszu.
Niestety nadal w starszych osobach zostało to, aby grać, aby udawać... aby pokazać się przed innymi.

Uważam, że nasze czasy dają dużo możliwości i piękna.
Otwartości.

Zawsze nienawidziłam XXI wieku i gdzieś w moich marzeniach, aby być księżniczką na koniu z łukiem... Aby urodzić się w innej epoce. Aby po prostu ŻYĆ w innych czasach, bo tych teraz nienawidzę. Myliłam się.
Teraz jest zjebanie. trochę strasznie i conajmniej połowy rzeczy nie rozumiem, ale...

MOŻNA BYĆ SOBĄ.

Homoseksualiści szukający akceptacji.
Artyści chcący pokazać sztuką co czują.
WOLNOŚĆ która jest najważniejszą wartością.

Jesteśmy w czasach kiedy każdy MOŻE MIEĆ SWOJE 'JA'.
Żyjemy i możemy żyć po swojemu. Możemy ubierać się jak chcemy.
Nie patrzymy na swój wygląd i pochodzenie jak na wyrocznię.
Wkurwiają mnie starsze osoby, które patrzę pryzmatem pochodzenia i nazwiska.

Jeśli kiedyś było tak, że to "skąd pochodzisz" znaczy "kim jesteś"... TO CIESZĘ SIĘ, ŻE ŻYJĘ W XXI wieku.
TOLERANCJA, AKCEPTACJA, MIŁOŚĆ, WOLNOŚĆ

Dlaczego starsze osoby mają zazwyczaj tak inne spojrzenie na świat?
Dlaczego udają i wiecznie zakładają swoje perły, aby poczuć się LEPSZYM?
Czemu wyznaczają swoją wartość tym czy ktoś chodzi czy nie do kościoła?

PO CO?

Kiedy będę stara też pewnie nie zrozumiem tego co się dzieję. Już nie rozumiem niektórych rzeczy.
Ale po co tak bardzo emanować swoim niezrozumieniem do świata.

Obstawiam, że za 40 lat, gdy będę miała 61 lat...
i będzie rok 2057...
no może i będą ludzie chodzili nago po ulicy i będzie moda, aby mieć przebite metalem pół swojego mózgu, ale...

chuj mnie to

Nie interesuje mnie czy ktoś będzie miał przebity ten mózg. Jego sprawa. Nie chcę się wtrącać do czyjegoś życia. Szanuję sobie to, że ja to ja, a ty to ty.
Potrafię tolerować wszystko, bo jeśli nie nie narusza mojej strefy komfortu - PROSZĘ BARDZO.

Mam tatuaże i często słyszę od starszych, że powinnam nosić długie rękawy.
Na jakiś uroczystościach rodzina błaga, żebym założyła długi rękaw.
Serio?
Przecież to tylko TATUAŻE.
Czy moje tatuaże robią Wam krzywdę...? To, że jest to ŚREDNIO akceptowane przez SPOŁECZEŃSTWO. I mi jako kobiecie średnio wypada mieć DZIARY...\
Bo przecież kiedyś ślub, a Panna Młoda w białej sukni i tatuażach... CO JA SOBIE MYŚLĘ?

POZWÓLMY SOBIE WSZYSCY ŻYĆ.
PO PROSTU.


I tym ładnym sposobem przejdę do prywatności... bo widzę, że wielu osobom moje 'prawie' ryczenie na Snapchacie, że nie ma nikt przychodzić do mojego domku się nie spodobało.
Hmmm..
W sumie... mam świadomość jak bardzo było to żałosne.
Chwila słabości.
Zdarza się.
Jestem tylko człowiekiem, a nie marionetką Internetu jak niektórzy myślą.

Jako, że 'winny się tłumaczy'... to nie będę chyba tego rozwlekać. I tak wszyscy nie zrozumieją.
Powiem tylko tak:

W życiu waszą największą wartością jest spokój i prywatność.
Dziwnym trafem waszym zawodem jest pokazywanie trochę tej prywatności...
Pokazujecie tylko deserki, zwierzątka i tatuaże... Nikt nic o Was nie wie. (no chyba, że czyta tego bloga ;))
Żyjecie sobie z tego pokazywania słodkich rzeczy i mówienia co myślicie.
Niektóre osoby myślą, że pozwala to im (jako że znają mnie super z Internetu)
wchodzić mi na działkę i zaskakiwać w każdym momencie
siadać przede mną w restauracji jak jem i gadać
krzyczeć na mnie w sklepie, gdy kupuję masło, bo JESTEM OSOBĄ PUBLICZNĄ.
Czy będąc uwalonym, brudnym, bez makijażu...
Czy chcielibyście, aby ktoś obcy Was widział i pragnął zdjęcia z Wami....?
Czy....

Czy robiąc domek...
Domek w którym chcecie spokoju. Wydajecie całe pieniądze, aby ten jebany spokój uzyskać.
Czy gdyby ludzie robili z tego cyrk...
Jeździli co 20 minut obok domku zwalniając i gapiąc się na Was.
Pukali w szyby.
Siedzieli godzinami pod działką z karteczkami po autografy.
Łaknęli WIĘCEJ.
Podglądali.
Chcieli każdą cząstkę ciebie, prywatności... nagości... uczuć. TYCH MOCNYCH KĄSKÓW.
TYCH PLOTEK
czy chętnie przyjmowalibyście do siebie na podwórko dzieci po autograf i zdjęcie...
gdzie zaraz zrobi się zlot fanów i przyjdzie cała klasa i każdy z tego małego miasteczka będzie trąbił i buchał i przyjeżdżał...

czy...

Czy byłoby Wam z tym fajnie?



po prostu.
Byłoby?


Zuzanna Borucka


poniedziałek, 24 lipca 2017

Nie wiem gdzie jestem

TEN ROK...
TO JAKAŚ 
TOTALNA KATASTROFA.....

Styczeń wjechał tak traumatycznie i źle, że aż lepiej nie mówić...
Największy ból w moim życiu.

Luty...
przeprowadziłam się do Poznania
najgorsze urodziny w moim życiu...
najsmutniejszy miesiąc w moim życiu...

Marzec... Kłótnie! Krzyki! Gniew! Stres! Ból! Osamotnienie!

Kwiecień.
Koniec przyjaźni która trwała 8 lat. Szok. Wielkie rozłamy.
Sama. Nienawiść do siebie, mieszkania, ludzi.

Maj. ja i ty. 
Nasze problemy, kłótnie, ale i szczęście.

Czerwiec.
Rozchwiana, smutna, wiecznie zawiedziona... Szukam czegokolwiek...
gdziekolwiek.. Chcę cofnąć czas. Ból.

Lipiec.
Rozczarowania.. jedno po drugim... 
Problemy ze zdrowiem, rodzinom, życiem.
Codzienny ból... i nadzieja... na lepszy miesiąc...
...

No to minęło pół roku.
Gdyby nie moje koty, Iwona i seriale... czy ja wiem... To było najgorsze pół roku w moim życiu.
Strasznie się boję kolejnej polówki. Nie chcę jej.
Nie wiem gdzie teraz jestem.

Wchodząc do mieszkania w Poznania widzę te okropne gęby, które tutaj były.
Wchodząc do pokoju u mnie na wsi... widzę tylko wspomnienia i siebie sprzed 2 lat.
Czuję się taka pokonana przez świat.

DOBRA. Ten rok oficjalnie będzie najgorszym w moim życiu. No nie wiem czy nawet ten drewniany domek to wyrówna. 
To jest taka ilość smutku do pokonania... Masakra.

Płyta Marsów jeszcze wyjdzie... i zima!




Na szczęście jestem OPTYMISTKĄ. Ugh... 
Wiem, że to tylko nie moje miesiące i czekam kiedy minie ta zła passa. 
Przepowiadam dalszą część roku miło:


sierpień 
cudowny domek nad jeziorem. Pierwsze ogniska i urządzanie swojego kąta. 
Pierwszy roczek Lukrecji i Ryszarda. Oficjalny koniec z lekami. 
Sama ze sobą, ale dzielna i wytrwała. 
wrzesień
Spokój, cisza, koty.
październik
koniec baru - rodzice wracają <3 Liście, jesień, wieś.
listopad
Coraz zimniej. Piękne filmy i zdjęcia.
grudzień
MÓJ MIESIĄC!
styczeń
Szczęście.
W małym oszronionym, drewnianym domku z ogniem w kominku i kotami.
Czytam książkę i idę na łyżwy. Gotuję ciepły obiad i robię najlepszą herbatę w moim życiu.
Oglądam serial i w najgrubszych kocach idę na ganek. Lasy w śniegu, zamarznięte jezioro i ja.
Razem z moimi kotkami coraz starsza. Wzdycham, tęsknię i rozmyślam, ale nie cierpię. Już nie boli. Jestem spokojna i nie pamiętam tamtego roku, tamtego stycznia. 
Jestem silną kobietą i kocham swoje życie. Lubię żyć.


Zuzanna Borucka


piątek, 21 lipca 2017

Chester Bennington [*] 20.07.2017

moja ulubiona


tak mi przykro, bo
kocham od zawsze LP i miałam bardzo dużą więź emocjonalną z Chesterem.
i w sumie mieliśmy takie same problemy.

Serduszko mi pęka...

Tyle stresu, bólu... No nic. Już nic się nie cofnie. Nic nie zmienimy. Najgorsze, że każdy wiedział, a i tak nikt nic nie zrobił. Wszyscy wiedzieli... Pewnie był trudny w domu. Miał nastroje, totalne dołki.
Trzeba było z nim spać i patrzeć jak na zwierzątko. Trzymać go i nie pozwolić, żeby sobie coś zrobił.
Przecież zawsze mógł rzucić wszystko w pizdu i pojechać z kimś na wyspę i olać cały biznes.

Musiał być bardzo zdesperowany, albo bardzo spokojny na to samobójstwo.

Biedny. Zaplanował to. Chciał wydać płytę, ale nie dał rady wytrzymać presji.
Od lat był bardzo emocjonalny jeśli chodzi o jego muzykę. Zawsze był zły, gniewny i wrażliwy.

Wszystko musiało go tak boleć.


PRZYKRO MI.
Bardzo się z nim utożsamiam i współczuję ilości cierpienia...

Spoczywaj w pokoju Chester [*]

Zuzanna Borucka

wtorek, 18 lipca 2017

poniedziałek, 17 lipca 2017

Niemoc

Borderline z depresją i stanami lękowymi.
Bezsenność i problemy z sercem.
Wieczny stres, ból i myśli samobójcze.

Jestem Zuzia i...

Codziennie w nocy tracę wiarę co do życia.
Jest 2:00... śpię u Iwony. Pada deszcz.
Byłyśmy w jeziorze... w nogach jest kotek którego uratowałyśmy z kukurydzy...
Jutro buduje dom.
Dlaczego mi źle?
Leżę teraz i piszę to zamiast spać.
Bez nasennej będzie ciężko. Zero melatoniny, a za godzinę wschód.

Walczę... walczę... 
codziennie.

Może ten domek coś zmieni.
Ostatnia szansa...
Może uda się wygrać z chorobom.
Może... jest sens.

W zasadzie to powoli nie mam już siły. Te moje motywacyjne pierdoły to takie gówno. Serio nie wytrzymam tego. Wcale nie jest lepiej. Nic nie pomaga. Nie chce mi się już. Tak strasznie mnie to wszystko boli. Nic mnie nie cieszy. Koty, rodzina... przyjaciele? Co? 
Wszystkich męczę.

Jestem ciężarem i zawsze będę. Dla innych i dla siebie.
Terapia 8 lat? Naprawdę aż tak jestem skrzywdzona..... przecież.... tyle zrobiłam w życiu. Może za dużo.

Nie bójcie się.
Ten post to tylko tak dzisiaj...
Wiem, że chcecie jeszcze mnie nie długo czytać. To nawet trochę motywuje.

A gdyby juz nigdy nie było postów? 


Zuzanna Borucka 


wtorek, 11 lipca 2017

borderline

TO PIERWSZY I OSTATNIO POST O MOJEJ OSOBOWOŚCI typu borderline.

Wstawiłam film na YT, gdzie szumnie ogłaszam, że buduję domek, a na końcu dodaję zdanie typu : 
"jestem zdrowa psychicznie, ale mam borderline"

Dobra...
nie jestem psychologiem, ale potrafię powiedzieć, że:

KAŻDE ZABURZENIE BORDERLINE JEST INNE...
bo uwaga - ludzie są inni.
szok.
Jesteśmy różni. Hurra!

ZABURZENIE OSOBOWOŚCI BORDELINE TO NIE CHOROBA
to nazwijmy....
inny niż przeciętny człowiek układ myśli w mózgu.


"To pewien poziom organizacji psychiki człowieka, na którym integrowane są wpływy czynników biologicznych, psychologicznych i społecznych. Determinują one całościową kondycję psychiczną. Osobowość steruje procesami radzenia sobie. Stanowi o możliwościach psychologicznego przystosowania się lub ich braku."
Jak marzycie o formułkach... 

Jak to działa?
- nie wiem

Jak to działa u mnie...

Jest mi ciężko, bo czuję się nieprzytulona. Zostawiona i odepchnięta.
Walczę z uczuciem pustki, braku akceptacji i miłości.
Mam myśli samobójcze i myślę, że życie to gówno.
Na drugi dzień chcę zrobić wszystko i uważam, że jestem spoko.
Biegam, planuję, walczę, marzę, kocham, czuję szczęście.
Nagle jest noc i mój mózg stwierdza, że fajnie będzie jednak się pociąć.
Wtem myślę sobie, że czas brać leki nasenne w trosce o dobro swojej osoby.
Dlaczego chcę skrzywdzić siebie?
Bo przez ostatnie lata byłam krzywdzona i uważam, że zasługuję tylko na to.
Myślę, że zasługuję na karę, ból i depresję.
Wyszłam już z depresji i naprawdę nie chcę tam wracać.

Jak się teraz czuję?
Spoczko.

(uwaga! teraz... bezsensowna gadka o kotach_
Ryszard całkiem mnie motywuje. Kocha mnie obsesyjnie, więc naturalnie znienawidził nowego gościa.
Amelia była przez pierwszy miesiąc odtrącana, a teraz? Leżą i się tulą.
Zwierzęta pokazują mi jak działa mózg.
Bo w sumie... ludzie to też zwierzęta tylko potrafiący robić sztukę oraz okazywać emocje.
To odróżnia człowieka i zwierzę. Potrafienie przekazania drugiej osobie emocji.

Właśnie pomyślałam, że jestem zbyt ludzka
Poproszę trochę z charakteru kota, okej?
Ja też chce mieć trochę wyjebane!

Bo niestety...
nigdy nie miałam... "wyjebane"
tak to określam.

Kiedy oglądam serial -skupiam się na tym co mówią, ale też na barwach, kadrach, aktorach i emocjach.
Często myślę również o czymś totalnie innym. 
Jakbym miałam 3 nurty myśli.
-dialog serialu
-życie jaszczurek na Marsie
-plany na życie

Spytana o scenę - mówię bezbłędnie co postacie mówiły.
Iwona często myśli, że nie skupiam się na serialu, a ja... 
Po prostu zawsze tak mam.

Zawsze... zawsze jest kupa myśli do zbadania.
Zawsze coś jakby mnie zachwyca, dziwi, pasjonuje, martwi, przejmuje, zajmuje.

Nigdy nie wyłączam mózgu.
No dobra.
alkohol daje rade... chociaż czasami wręcz rozmnaża mi nurty myśli.
Hmm...
Dobra.. teraz też przemyślałam to, że jednak czasami wyłączam mózg w innych sytuacjach, ale
bardzo, bardzo rzadko.


ŻYCIE z tym jest ciekawe i męczące...
Szczególnie dla bliskich mi osób.
Jestem trudna i często to moje najgorsze załamania:
myśli, że jestem tak trudna.

Przez ostatnie 2 lata często wyłączałam kontakt z rzeczywistością.
Moja Pani psycholog nadal nie rozumiem czemu wypieram z siebie, że np. ktoś mnie ranił.
Bronię moich oprawców i kłócę się, że wszystko było okej.
Coś na poziomie -
"ZABIŁ MOJĄ MATKĘ - ALE SPOKO - PRZECIEŻ ON JEST DOBRY"
Strasznie się wkurwiam na samą siebie.
Psycholog zaczyna tłumaczyć mi, że muszę dopuścić do siebie rzeczywistość i prawdę.
Wtedy ja blokuję to i chuja uchylam mojego mózgu. 
no to milczymy do końca terapii, gdzie na końcu wychodzę zła i obrażona.
śmieszne, nie?
Działam jak dziecko.
Tylko kiedy dziecko się wywali krzyczy, że się wywaliło i prosi o pomoc.
Kiedy dorosły się wywali - boi się, że ktoś to widział.

Czy wstyd mi, że upadam?
Nie.

Upadki są ludzkie. 
Porażki są ludzkie.
Problemy są ludzkie.


Cieszę się, że wychodzę na prostą.

Dawno nic nie dawało mi tyle radości ile budowanie tego domu.
To w sumie nie budowa domu...
To budowa życia. Na nowo. Zabita Zuzia w końcu musi powstać czy coś...

Chcę już być silna na tyle, aby odstawić leki.
Marzę o tym... Chcę zasypiać sama... bez nasennych.
Chcę radzić sobie w moim mózgiem.
Chcę być odważna..
I w sumie nie wierzę, że to powiem, ale...
chcę pokochać siebie.
fuj.


Zuzanna Borucka


poniedziałek, 10 lipca 2017

noc


[tryb nocnej wariatki jest włączony więc niektóre rzeczy mogą być bzdurami ale większość powinna być ok] 


opóźniam zaśnięcie
nie biorę leków nasennych
bo tak bardzo nie chcę spać!
Proszę wybaczyć Pani Psycholog, ale mam tyle pomysłów!

Dlaczego o 2:00 w nocy włącza mi się tryb kreatywności?
Od zawsze tworzę w nocy i ta noc...
jest taka inspirująca.
aż się nie chce brać leków nasennych.

Pani bezsenność nadchodzi.

Tak mi teraz dobrze.
Wymyśliłam już milion rzeczy, rozwiązań. Pozałatwiałam wszystkie sprawy.
Zmontowałam film i zrobiłam zakupy.

DLACZEGO TA WENA NIE TRWA ZAWSZE?

Doooobraaaa... już biorę. Muszę wstać o 10:00, aby mieć dosyć normalny tryb.
Były już takie akcje, że przez rok spałam w dzień i buszowałam w nocy.
Urodziłam się w innej strefie czasowej...

mózg się mi wyłącza, a kreatywność nadal rozbudzona...
szok, że czuję się tak bezpiecznie.
wschodzi słońce
już prawie jasno...

noce były zawsze potworne, a ta?
Jestem wolna!

Mam ochotę ...

jak tylko odkurzę mieszkanie zdobędę mury Libanu

<3

Zuzanna Borucka


niedziela, 9 lipca 2017

ja

Jako, że ostatnio mam znowu ostre zrażenie youtubem i ludźmi na youtubie... Oczywiście mam załamanie, aby rzucić w pizdu tego całego YT.
ale
nie mogę.
Powoli otrzepuję się po huraganie, który był w moim życiu i chcę wrócić z moimi filmami.
Mam tysiąc scenariuszy.
Bardzo chcę pokazać jeszcze moje dzieła.
nigdy w sumie nie mogłam się wykazać. Zawsze byłam blokowana.

Czuję się ogólnie gdzieś psychicznie męczona i zastraszana od 2 lat.
Czuję się gorsza.
Zuzia została zabita.
Chyba na Openerze w tamtym roku.. wtedy się pogrzebałam.
Wtedy kiedy cały mój świat powiedział, że jestem męcząca.
bo w sumie...
jestem MĘCZĄCA.
cholernie.

Cieszę się, że moje emocje i plany są aż tak zmienne.
Cieszę się, że mam borderline.
Mogłam dzięki temu przez 21 lat przeżyć tyle emocjonalnych rzeczy co nie jeden 80 latek.
Jestem naprawdę inna...
Czasami to boli, ale
nie jest mi źle, że mam taką osobowość. W sumie jestem z tego dumna.
Kiedy przeciętna osoba myśli o powiedzmy - jakimś miejscu - ja już dawno przemyślałam całe życie spędzone tam.
Kiedy dociera do Ciebie jaki co ma kolor - ja już przeanalizowałam Dlaczego taki kolor? Po co? Czy mi się podoba czy nie? Lubię to? Jak to wpływa na świat? Czy wywołuje to we mnie radość czy smutek?
Trudno Wam wyjaśnić jak działa mój mózg.
Sama dopiero to pojmuje.. Sama dopiero uczę się siebie.
ale...
dzięki temu wszystkiemu choćby słowa wypływają ze mnie tak pięknie
widzę o wiele więcej niż inni
dostrzegam piękno we wszystkim
potrafię jeśli chcę ROZŚWIETLIĆ MROK.

I mimo, że ostatnio jestem tak bardzo wytarta o ziemię...
pewnie dla kogoś normalnego to co jest u mnie byłoby czymś w rodzaju wywalenia się na rowerze.
jesteś mały... masz przetarte kolano i zagoi się za tydzień.
ja niestety...
przeżywam tajfun, huragan, utratę, cierpienie, smutek, ból, śmierć i żałobę.
Czy można nazwać to 'przesadą'?
tak.

Jestem przesadna. Podkręcona. Intensywna.
Jestem emocją.
Ciężko mi się żyje.


Mam w sobie cząstkę destrukcyjną, która zawsze szuka nieodpowiednich ludzi.
Ranię się sama innymi ludźmi.
Nienawidzę siebie od roku, więc ranienie siebie jest dla mnie fajne,
ale już tak nie chcę.

Wiem co mam... Coraz bardziej poznaję siebie.
Nie jestem okropna.
Kiedy przez 2 lata ktoś wmawia Tobie te wszystkie rzeczy...
kiedy rozwala cię... od środka. zabija. niszczy.
Nie ma już mnie.
Ale ciągle walczę o Zuzię.

Wydobędę ją z najciemniejszego zakątka.
Nie chcę już dłużej być krzywdzona.



Zuzanna Borucka

środa, 5 lipca 2017

Mała księżniczka

Nie brzmi to tak spektakularnie jak MAŁY KSIĄŻE...
ale zawsze byłam Małą Księżniczką.

Ten post zainspirowała mnie rozmowa z rodzicami.
Zawsze nie rozumieli moich pomysłów... i zawsze byłam dla nich z innej planety.
Zawsze bali się o mnie, ale i wierzyli we mnie.
Kochają mnie najbardziej na świecie, choć oni wolą mieć normalne, spokojne życie, a ja...

JA CHCĘ ŻYĆ W BAJCE.
Bo nie traktuję życia na serio. To wszystko to taka dziwna gra w której można osiągnąć wszystko.
Można spaść na samo dno i wzbić się na najwyższy ląd.

Gdybym miała żyć racjonalnie i patrzeć mózgiem, a nie sercem.. to..
byłabym dorosła.
a ja jestem dzieckiem...

i zawsze będę.



Ludzie mówią, że jestem straszna, bo mam trzy koty i TO CHORE...
a ja nie oddałabym moich kotów za wszystkie skarby.
Mówią, że nie będę mogła WYJEŻDŻAĆ i jechać na wakacje przez koty...
ale wolałabym zostać w jednym miejscu całe życie i nigdy nogi nie wystawić za granice mojej wsi,
niż zrezygnować z któregoś z moich kotów.

Moje plany są irracjonalne... Moje decyzje są nieprzemyślane.
Jestem chaosem i burzą. Cały czas paplam co innego, a z mojej głowy lecą szczere, mocne myśli.
Zawsze chciałabym być spokojną wodą.
Rozsądną i cichą jak Gandalf.. Chciałam być mędrcem.
Chciałam być... inna.\

ale

JESTEM MAŁĄ KSIĘŻNICZKĄ.
Jestem marzycielką i wizjonerką.
Nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych...
Jestem jedyną osobą w swoim życiu, która to życie może zmieniać.
Która może walczyć.. budować... realizować... tworzyć.
Tylko ja mogę się obronić.
Ja jestem dla siebie... a przynajmniej powinnam.
Być dla siebie wszystkim.
Całe życie żyłam tak, aby KTOŚ był dla mnie wszystkim.
koniec.

Teraz jestem ja.\
Jestem piękna, wyjątkowa, silna i bajeczna.
Jestem inna, bo lekko jebnięta... ze swojej planety...
I ciężka do zrozumienia dla przeciętnego człowieka.
Ale kto by chciał być przeciętny???
Tylko wariaci są coś warci.
Freak, Outsider, Świr.

PIJĘ KAWĘ, ALE JESTEM DZIECKIEM.
JESTEM MAŁĄ KSIĘŻNICZKĄ.

No to buduję ten dom, sadzę maliny i hoduję dzikie koty.
Jebać wszystko.
Jestem niesamowita.

ZROBIĘ TO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!



Zuzia

wtorek, 4 lipca 2017

Iwona

Karma wraca. Kiedy jest się dobrym człowiekiem zawsze wróci dobro.
Ostatnio miałam tyle okropnych rzeczy i nagle wybuch dobroci.
Czuję się silna... czasami aż głupio te słowa przechodzą mi przez usta, ale... czuję się silna.
Iwona zawsze mnie buduje. Zawsze gdy leżę buduje drabinę bym wyszła z dołka... gdy nie mogę chodzić - podaje mi rękę i prowadzi... gdy płaczę, trzyma mnie i ociera łzy.
Jest prawdziwą przyjaciółką.
Często się kłócimy, nienawidzimy i obrażamy, bo jesteśmy ze sobą szczere. Mówię jej najgorsze rzeczy, a ona mówi mi najgorsze... a mimo wszystko kiedy miałam 6 lat i wypadek na sankach. Kiedy sanki rozwaliły mi twarz i leżałam z wielką blizną na policzku.
Ze wszystkich ludzi, którzy przyszli ze wsi mówić mi, że "im przykro"... pamiętam tylko ją. Dała mi kwiatki, które zerwała z ogródka. Powiedziała, że ładnie wyglądam.
Byłam dzieckiem, które ledwo przeżyło i płakało codziennie ze strachu przed śniegiem.
A ona kochała zimę.
Dzięki niej nawet dzień nie miałam traumy. Tydzień po wypadku biegałyśmy po lodzie, zjeżdżałyśmy na skrzynkach ( sedesowe aniołki dla wtajemniczonych Haha )
I nawet poszłyśmy... na sanki.
Nie bałam się z nią niczego.
Niczego.
Z nią jestem wzmocnioną siłą.
Jestem wulkanem, żywiołem, siłą.
Mamy po 21 lat, a ona nadal jest taka sama.
Cudowna, odważna, szczera, niesamowita.
Codziennie przychodzi do mnie.
Kiedy miałam depresje.. wkładała mnie w fotel, żebym układała puzzle. Budziła mnie kawą, żebym w ogóle wstała,
Kiedy umierałam - wskrzeszała mnie.
Całe zło i dobro jest od niej.
Największe smutki i szczęście. Największe zło i dobro.
Ona.
Jest niesamowitą przyjaciółką.

Iwona, dziękuję.



Zuzia

sobota, 1 lipca 2017

Życie

Już to zaplanowałam,
z dokładnością atomowej sekundy...
Wiem gdzie i jak.
Jestem tchórzem.
Robię dwa kroki do przodu i dwadzieścia do tyłu,
Ale...
Jestem pewna czego chcę.
To wszystko długo trwało, ale...
Już wiem!


Zuzia

czwartek, 29 czerwca 2017

do nieprzyjaciół

Przez lata pracy w Internecie zrozumiałam, że lepiej niektóre tematy omijać, bo choćby wtedy nie promujemy idiotycznych myśli innych ludzi.
Dlatego nie powinnam teraz pisać, ale chcę przekazać tylko wszystkim, którzy czytają mojego bloga z zawiścią, nienawiścią.
Pogardą do mojej choroby czy też chęcią utrudnienia mi życia- przestańcie.
Nie karmcie się kłamstwami.
Często myślałam, aby zablokować tutaj komentarze, bo zwyczajnie mam gdzieś opinie innych na mój temat, ale nie zrobiłam tego..
Bo wiem, że pomimo tych toksycznych osób tutaj- jest tu większa grupa osób, które mnie kochają.
Czytam wasze komentarze/ te które podnoszą mnie na duchy i czuję od was ciepło.
Wiem, że nie odpisuje, ale dobrze wiecie co bym powiedziała. dziękuję
Komentarze na insta, fb, asku są toksyczne- a tutaj jako, że naprawdę garstka oddanych czytelników od kilku lat jest ze mną. Czuję moc jaką dają Wam moje słowa. Tutaj wszyscy jesteśmy szaleni, co nie?
Piszę posty od 11 roku życia... od 10 lat miałam zawsze bloga, gdzie szczerość była podstawą.
Nauczyłam się pisać tak, aby ukrywać fakty i przytaczać tylko moje uczucia.
Jeśli będziecie chcieli interpretować moje słowa, wiersze, teksty... przemyślcie to
Szczególnie mówię do ludzi, którzy piszą bzdury Igorowi. Wiem, że nienawiść karmi głodnego pustym talerzem... i to nic Wam nie da.
Po co wtrącać się do czyjegoś życia? Po co śmiać się z tego, że ktoś chodzi do psychologa? Po co kogoś niszczyć?
Chyba nigdy nie zrozumiem ludzi.
Ja żyję w pewnej... wiecznej ciekawości.. co zaraz ludzie zaczną o mnie wymyślać. Jest to okropne, ale umiem już z tym walczyć.
Wyobraźcie sobie, że CHOĆBY WASZ PIES RODZI. Ludzie zaczynają pisać swoje zdanie na temat tego czy dobrze rodzi, czy powinien rodzic, czy szczeniaczki zdrowe, pseudo hodowla, czy mam godność człowieka i czy nie chce się zabić, bo sądzą, że jestem kurwą.
Rozumiem- jest wiele osób, które mnie nienawidzą, ale chce tylko powiedzieć, że nie mam Wam tego za złe. Lubię Was. Dobrze jest rozładowywać swoją złość. Niektórzy na worku treningowym, w sztuce czy w komentarzach na portalu znanej osoby.
Pomyślcie tylko.. jak to by było żyć z wiecznym ocenianiem każdego twojego kroku? Pomyślcie o uczucie, kiedy chcecie prywatności, a ludzie śledzą was na ulicy. Pomyślcie, że wchodzą Wam do domu i męczą waszą mamę czy tatę- a wy nie możecie ochronić rodziny. Pomyślcie, że chcą wiedzieć każdy szczegół waszego związku. Pomyślcie...
Czy łatwo byłoby Wam żyć?
Tak wiem- wybrałam sobie taki los. Jestem tylko publiczną osobą, która ma robić wszystko co chce tłum. Jestem małpką w zoo. Ludzie wchodzą mi do dupy z taką ciekawością i ekscytacją, że niedługo wybuchną jak zetnę, a potem przedłużę włosy.
Mam teraz przepraszać i pisać jak bardzo dziękuje i cieszę się, że jestem popularna?
Mam się wić i płakać, bo wybija mi milion subow. Przestańmy.
Kocham świat, ludzi, dobro.
Moje życie jest toksyczne, ale chcę walczyć każdego dnia o to, aby znaleźć spokój.
W świecie gdzie jestem JUTUBERKĄ - chce tez być Zuzią.
Czy mogę to robić tutaj? Na moim blogu... który prowadzę całe życie, pozwala mi ułożyć myśli i jest formą autoterapii.
Czy pozwalacie?
Czy mogę być sobą?
Dajecie mi pozwolenie?
Czy mogę przedłużyć włosy?
Czy mój pies może urodzić?
Proszę, pozwólcie.

Ostatnio na festiwalu kilka osób mnie dotykało, łapało za włosy, tyłek, plecy... bałam się, a usłyszałam "JESTEŚ OSOBĄ PUBLICZNĄ, a taka NIEDOTYKALSKA"
Ostatni byłam w sklepie i kupowałam bułki. Usłyszałam "WRÓĆ DO SZALONEJ ZUZI!!! Obiecałaś NAM!!!!!"
Kiedy wytłumaczyłam, że jestem teraz zwykłym człowiekiem, który kupuje bułki usłyszałam "ale jesteś jutuberka- przyzwyczaj się, że ludzie podchodzą"

Czy osoba "popularna" znaczy dziwka? Czy muszę was wszystkich przytulać, dotykać, kochać, rozmawiać i lizać dupę...
Gdy sama ledwo żyje, bo boje się wyjść z domu?
Proszę tylko o trochę prywatności..
Spróbuj mnie zrozumieć i jeśli czytasz tego bloga, żeby rozpuszczać plotki...
Proszę, daj mi chociaż tutaj być sobą.
Daj mi chociaż tutaj żyć.
Pozwól mi żyć.

Dziękuję,

Zuzia

Wartość siebie

Moim planem jest być sobą.
Nie chce być kobieca tak jak dyktuje świat.
Włosy, depilacja, paznokcie, sukienki.
Nie mogę udawać po to, aby podobać się innym.
Wracam do szalonych włosów, skromnych ubrań, obgryzionych paznokci i walki z kobiecością.
Świat nie jest warty tego bym była taka jak chce.
Długo zajęło mi szukanie siebie. Nadal szukam.
Moimi priorytetami jest sztuka, dom, koty, przyjaciele i szczęście. 
Wracam do pracy nad działką i unikam ludzi, którzy nie są mnie warci.
Terapia, spokój, przyjaźń.
Omijam imprezy i Warszawę.
Cieszę się, że mój szybki mózg wolno, ale jednak w końcu coś zrozumiał.
Jestem warta więcej niż to jaki widzą we mnie ludzie.
Tyle jest bodźców i czynników zewnętrznych, że mój mózg nie potrafi skupić się na mnie. Wiecznie patrzę pryzmatem CZEGOŚ. Nigdy siebie. Moje potrzeby są jakby nie moje. 

Wracam do domu.

5425C3DE-4FCC-4152-BBC2-572533554861-1-2048x1536-oriented.png

wtorek, 27 czerwca 2017

4 rano

Najgorsze są te dni kiedy jestem sama.
Wracam o 4:00 do hotelu i nie wiem co ze sobą zrobić.
Miałam zamykać serce jak muszelka, ale ono jest bardzo otwarte.
Męczy mnie już ujadanie i płakanie pod prysznicem.

Walczę ze sobą, aby nie dzwonić.
Walczę, by nie błagać o pomoc...
Bo duszę się sobą, moim życiem i tym co teraz się dzieje.

Zawsze więcej piszę na blogu gdy jestem w rozsypce.

Szukanie siebie nie jest łatwe.
Jeżdżę moim błękitnym rowerem na terapie.
Robię obiad, karmię koty.
Piję ze znajomymi.

I czuję pustkę.
Nie chce już się leczyć.
Nie chcę już nic.
Udaję odważną, a mój stan psychiczny się pogarsza.
Topię smutki w czymkolwiek się da.
Płaczę.

Wiem, że już nic nie chcę.
Wszystko co było dla mnie ważne jakby... umarło.

I wiem, że normalni ludzie pocieszają się zdrowiem, rodzinom i przyszłością,
ale

ja już nic nie chcę.



chociaż...
wyobrażam sobie, że jest zima.
Siedzę w swoim drewnianym domku na wsi z moimi kotami.
Oglądam seriale i pije czekoladę z piankami.
Nie jestem szczęśliwa.
W sumie płaczę.
ale z drugiej strony...

to co przeżywam teraz... to nie jest płacz... to nie jest ból. to nie smutek i nie cierpienie.
To znowu stracenie siebie.  To znowu śmierć.
Jakby mnie nie było.

Nie chcę jutro wstać.
Najgorsza myśl to fakt, że jutro wstanie słońce.

Z.

sobota, 24 czerwca 2017

Życie

Podobno wszystko nas buduje i wzmacnia. 
Każde doświadczenie życiowe jest wartościowe.
Z każdego zła można wyciągnąć naukę.
Blizny budują nasz tron czy coś...?
Jesteśmy silni przez ból który nas spotyka.
Uczymy się na błędach.
Całe życie to lekcja.

Kto przeżyje to cierpienie wygrywa...? Może jest jakimś superbohaterem albo jest nieśmiertelny?
No mam nadzieję, że tak.

Bo jak już wyjdę z tego to naprawdę chcę dostać pączki albo nagrodę dla dzielnych Skautów. 
Puchar czekolady. Kwiaty, złoto czy nieśmiertelność.
Złoty znicz czy puchar Hogwartu. Wiatraczek jak u dentysty czy ciasteczko jak u logopedy.
Chcę magnes z gwiazdeczkę na lodówkę i odznakę super- harcerza. 
Jakiś medal za 3 miejsce w skoku w dal. Albo chociaż dyplom z napisem "ona dała radę". 


No mam nadzieję, że po tym gównie czeka mnie cokolwiek.
Jak nie...
to po co?

Zuzanna Borucka

piątek, 23 czerwca 2017

Zgubilam siebie

Umarłam już 5 razy.
Tyle razy już ktoś złamał mi serce.
W trakcie zgubiłam już siebie i odnalazłam.
Teraz?
Jestem słaba.
Naprawdę okruchy mnie.
Czekam aż w końcu wróci ta Zuzia, - gdy ktoś ją udrapnął kazała spierdalać.
Obecnie ktoś kroi mi twarz nożem a ja nic nie robię.
Pluje mi na twarz, a ja płaczę zamiast się bronić.
Po wszystkim gotuję obiad i przepraszam.
Czemu mi to robią? Bo otwieram serce dla każdego i wierzę, że ludzie się zmieniają.
Akceptuję innych, bo sama nie jestem akceptowana.
Mam w sobie cząstkę destrukcji, która chce tego ranienia. Jak tlenu.
Smutek nieodłącznym elementem.
Nigdy nie było dobrze.
Od dziecka zawsze coś mnie raniło.. Ktoś lub ja sama.
Moje serce nie jest zbyt mocne, bo nie umiem go chronić.
Nie umiem zamykać go dla złych ludzi.
Bo na nikogo nie patrzę jak na złego.
Problem pojawia się, gdy ważna dla mnie osoba naprawdę krzywdzi innych.
Ja wtedy milczę. Nie potrafię odejść choć nie wiem czemu jestem z kimś kto robi tak złe rzeczy.

Nie powinnam być taka słaba.

Kiedyś ktoś mnie udrapnął, a ja odeszłam.
Teraz ludzie mnie tną, a ja zostaję.
Co ze mną nie tak? Ludzie rzucają sobie mnie od ściany do ściany.
Muszę poszukać w sobie szacunek, wartość i miłość do samej siebie.

Lecę na dno, bo na dnie są ludzie, którzy mnie krzywdzą.
Po co chcę iść do nich? Przecież sama nadal mogę lecieć do góry.
Chcę się odbić i być szczęśliwa.
Wiem, że nigdy nie będę całkowicie, ale chociaż nie będę skrawkiem siebie.
Tej silnej, niezależnej, odważnej.
Tej która broniła siebie.
Już siebie nie bronię. Nie lubię siebie. Nie ma mnie.
Chcę znowu być sobą.
Tą która nie dawała sobą pomiatać i walczyła o to, aby być wszystkim. By wierzyć w siebie.

Zuzannna Borucka

wtorek, 20 czerwca 2017

warto

Mam Amelię od 10 dni.
Codziennie razem śpimy.
Dzisiaj pierwszy raz widziała jak płaczę.
Pierwszy raz zwierzę tak bardzo cierpiało na widok mojego smutku.
Wtuliła się we mnie i piszczała. Lizała moje łzy. Wtulała się bardziej.
Amelia... jest cudowna. Chciała pochłonąć mój smutek.
10 dni było dobrze
w świecie tego kociątka...
Przez te 10 dni byłam uosobieniem miłości, a kiedy zobaczyła moje łzy
nie wiedziała co się dzieje.
Płakałam kilka godzin...

Co tu dużo pisać.
Ostatnie miesiące to katastrofa.

Jak u mnie? Psychika się trzyma, ale serce... Jakie serce? To tylko kawał mięsa.
Zgasły właśnie światła na ulicy. Uznałam, że to piękne.
Moje nasenne nie działają. Przestały.
Nigdy nie mogłam spać przez myśli, ale leki usypiały je i spałam.
Teraz jakby ilość emocji i myśli jest zbyt duża.

Czy przyjaciółka ruchająca twojego chłopaka i były przyjaciel trzymający za niego kciuki to dobry powód by się zabić? Chyba nie. To przecież tylko ilość cierpienia dolana do mojego dzbanka.
Jest przepełniony, ale znosiłam więcej tragedii. Teraz gdy już każdy kto mógł wyruchał mnie emocjonalnie.
Sama nie wiem. Jakoś tak może raźniej mi.
Boli w cholerę. Wiadomo.
Nie jestem zabawką. Przynajmniej Pani psycholog mówi, że jestem "silna babka" i, że pokonamy razem całe zło, które ludzie walą mi w twarz.
Kolejne rozstania i kolejne powroty. Ciągłe niestabilne relacje z ludźmi którzy chcą mnie albo wykorzystać albo wyciągnąć ze mnie jak najwięcej dla siebie.
Ludzie wyciągający mnie ze mnie.

Kiedy zdejmę ten cały syf. To zło, smutek i płacz... Jestem tam ja...
Leżę skulona i marzę o akceptacji, miłości i wsparciu.
Nikt nie umie mi pomóc, bo mam zbyt poważne ukąszenia węża.
Za duże rany... Za mocno bolą.
Czasami zaburzają mój plan.:
Wstaję rano na wsi - jak zaplanowałam. Jestem bezpieczna i szczęśliwa. Jem pyszne rzeczy. Są zwierzęta i dobre seriale. Jeżdżę na desce i wskakują do jeziora.
Idealnie...
by nagle o 3 nad ranem... myśli chciały mnie zabić. Wykończyć. Myśli i ból który prosi, aby wszystko skończyć. Amelia, która próbuje ten ból przejąć. Cisza, bo wszyscy śpią. Wschodzi słońce.
Ten dzień będzie lepszy. Przecież nie można żyć latami ze smutkiem jak narkotykiem.

Jestem silna...
Tylko codziennie walczę ze sobą.
walczę o życie i o to czy warto

teraz nie jestem zbyt optymistyczna na warto.
No, ale idę spać.
Pojutrze terapia. Nie chce zawieźć leczenia mojej Pani psycholog.
Tak się stara, a co tydzień dostaje jeszcze większą kupę gówna imieniem Zuzia.

Dobranoc

Zuzanna Borucka



poniedziałek, 12 czerwca 2017

Nazywam się niebo

Wzięłam do ręki dziś moja rękę
Myślałam ze to za tobą tęsknie
Ale się okazało ze jednak nie
Tak bardzo brakowało mi mnie


Nazywam się niebo
Mam wszytko co trzeba
To ja jestem księżyc i słońce


Natalia Przybysz - Nazywam się niebo

czwartek, 8 czerwca 2017

opieka

Zawsze miłość była dla mnie opieką.
Zawsze chciałam żeby ktoś się mną opiekował.
Zawsze chciałam żeby ktoś mnie kochał.

Najgorsze jest sprawienie by cała siła opieki była tylko w tej osobie.
Kiedy opieka się kończy nie ma już nic.
A przecież powinniśmy kochać samych siebie, wierzyć w samych siebie.
Powinniśmy opiekować się nami samymi.

nie potrafię tego, ale będę się sobą opiekować.
Nie mogę czekać aż ktoś mnie przytuli.
Muszę sama siebie przytulić i zapomnieć o smutku.
Zapomnieć o tym, że nikt się mną nie opiekował.
przecież
chyba nie jestem taka zła

może jestem..

dlaczego w siebie nie wierzę?

Gdzie ta 16 latka która osiągnęła wszystko co chciała i spełniła największe marzenia.
Gdzie moja odwaga?

dzisiaj przytulę sama siebie
zaopiekuję się mną
pokocham siebie i przestanę nienawidzić wszystkiego
zaczęłam nienawidzić siebie dopiero gdy cały mój świat zaczął mnie nienawidzić

powinnam być całym światem sama dla siebie

już nigdy nie zaufam
nigdy nie oddam siebie
nie stracę wiary i miłości do życia
będę
dbała
o mnie.


Zuzanna Borucka

wtorek, 23 maja 2017

dom

Jestem zmienna... Dlatego kocham rzeczy stałe.
Zadałam sobie teraz pytanie : Czego chcę w życiu?

milczenie...

po chwili pomyślałam o mojej regułce, którą zawsze recytuję ludziom, gdy pytają lub sama sobie, gdy o tym myślę:

"Chciałabym rozwijać moje pasje. Spełniać moje marzenia. Najpierw podróże. Długie - po całym świecie. Potem szalone pomysły. Dzieci po 40 albo wcale. Mieszkanie w różnych miastach i doświadczanie! Testowanie! SNIĆ!"


Ale tak naprawdę.... To już dawno jest nieaktualne.
Od paru lat to było moje główne marzenie, a teraz zrozumiałam, że chce rzeczy stałe.

Lubię coś co nie mija i coś co jest pewne. Lubię czuć stabilizację.
Lubię mieć dom, rodzinę, zwierzęta. Lubię coś co trwa i nie boję się, że się skończy.
Teraz śmiało mogłabym powiedzieć, że podróże chcę dopiero jak będę miała dom.
Chcę w końcu odnaleźć miejsce.
Już dokładnie 6 osób powiedziało mi, że nie zrobię się nagle szczęśliwa i spełniona, bo zmienię miejsce zamieszkania.
A ja głupia nadal w to brnę.
Czy boję się, że gdy zbudują wymarzony dom nagle stwierdzę, że "tutaj jest źle"?
Nie.
Do Wrocławia wprowadziłam się z myślą "to pierwszy przystanek, czekam na kolejne"
Do Poznania wprowadziłam się z myślą "oby to na krótko".

ale...

Wiem, że dom to będzie coś innego - coś czego nie chcę sprzedawać. Nie kwestionuje tego ile to jest warte. Nie myślę czy jest to "INWESTYCJA" i czy to się opłaca kupić.
Nie traktuję tego jak "ulokowanie pieniędzy" czy tego, że mam stąd bliżej do głupiej Warszawy.
nie.
Dom budowałabym z inną myślą.
Z myślą, że jest to NA CAŁE ŻYCIE.
ŻE JEST TO MOJA PIERWSZA PEWNA, STAŁA RZECZ.
Wiem już, że chcę być blisko rodziny.
Wiem, że chcę być blisko mojej wsi, mojego jeziora.

Wszędzie indziej czuję się nieswojo. Lubię miejsce gdzie spędziłam 20 lat. Kocham moją rodzinę.


Gdy mieszkasz w mieście wyjście na zakupy nie jest już wyjątkowe.
Wyjście do kina nie jest tak podniecające.
Przesyt.
Piękne było w moim życiu, że jechało się do większego miasta i spędzało cały fajny dzień tam.
Teraz to miasto jest... cały czas. Nie jest to wyjątkowe. Miasta są specyficzne.
Piękne na chwile.
Na dłużej - tracą urok.

Mieszkałam w 3 dużych miastach i niestety... wszystkie blakły bardzo szybko.
Moje miasteczko zawsze było, jest i będzie piękne.

Co dziwne... wieś nigdy nie traci uroku. Jak może się znudzić jezioro i las? Nieznane polne drogi i natura obok. To powietrze... Ten oddech, który się tutaj bierze jest piękny. Czysty.
Ten spokój.
Ten brak tempa i to piękno.
Życie na wsi jest takie cudowne.
Dziękuję, że wychowałam się tam gdzie się wychowałam.

Miasto nie jest piękne.
nie dla mnie

Chyba dzisiaj zrozumiałam jak ważne jest w życiu dla mnie... zrobienie miejsca, które będę czuła. Które będzie tym spokojnym, idealnym, bezpiecznym miejscem.
Dom.

Nigdy nie miałam tego idealnego domu. Chcę go stworzyć sama.
I fizycznie i psychicznie. I dla kogoś.
Chcę ludzi, zwierzęta, naturę i drewno.
Chcę żeby ktoś z rodziny zaskakiwał mnie w obiad by wprosić się na kawę.
Chcę żeby ktoś przychodził.
Chcę mieć podwórko, żeby wypuścić psa.

Nie chce mieszkać w klitce w środku miasta. Nie chce mieszkania.. Chcę dom

Dzisiaj zaczynam największy projekt mojego życia.
Budowa domu. Na całe życie.
Najpierw jednak długa droga przede mną, ale marzę o tym.
Cieszę się, że już wiem.
Zuzia


czwartek, 18 maja 2017

koniec



Wszystko się zmienia... Z każdym rokiem każdy jest inny.
Idziemy w swoją stronę. Nasze drogi się rozchodzą.
Złość.
Zawód.
W sumie myślę sobie... kiedy tak naprawdę się to skończyło?
Chyba już dawno.. może nawet kilka lat temu.
Całe życie razem by teraz nauczyć się samemu.














DOBRA. JUŻ NIE CZYTAM PORADNIKÓW "JAK SIĘ POZBIERAĆ"
TO JEST TOTALNIE ŻAŁOSNE.
Idę zjeść ciastko czy coś.

Dobranoc.

Zuzia

niedziela, 7 maja 2017

5:55

5:55
Obudziła mnie dziwna chęć na... kakao.

Wstałam i poszłam do kuchni.
Wzięłam mleko z lodówki.
Czekajcie, czekajcie.
Lodówkę mam w salonie.
Cofnęłam się do salonu.
Sięgnęłam po mleko i moje niemieckie kakao.
Podgrzałam w mikrofali, bo przecież na kacu nie będę włączać płyty elektrycznej.
TAK. Nie mam na gaz - MAM PŁYTĘ ELEKTRYCZNĄ.
We wcześniejszym domu miałam ogień. Prawdziwy ogień.
Jajecznica zawsze smakuje lepiej z ognia, niż z tej okropnej płyty grzewczej, gdzie jakieś ciepło czuje się tylko na numerze 9.
Nieważne.
Nie rozmawiajmy o tym gdzie gotuję makaron, podgrzewam sos czy smażę jajko.
to nie o tym post.
Post jest o KAKALE.

Popijam właśnie moje kakao z ogromnego, niebieskiego kubka. Umila mi to pisanie tego posta.
Lusia leży mi na łokciu i mruczy.
DZISIAJ.
Dopiero kiedy schlałam się na komunii kuzyna - zrozumiałam.

ZROZUMIAŁAM...

kota.

O tak. Zrozumiałam kota.

Na trzeźwo bym chyba nie dała rady.
Tak naprawdę - to nie kakao obudziło mnie o 5:55. To był Ryszard.

Nie rozumiałam dlaczego od kilku dni - właśnie o tak wczesnych porach - Ryś daje mi plaskacza. Wygląda to dokładnie tak, że śpi wtulony we mnie, a nagle jego łapka ląduje na moim policzku i wysuwa pazurki.
Okropny ból temu towarzyszący wkurzał mnie co ranek.
DZISIAJ.
Fakt, że chyba jeszcze napita - ZROZUMIAŁAM GO.
Zrozumiałam mojego kota.
Wiem, że brzmi to absurdalnie, ale tak było.
Mój kot zawsze rano ma włączony tryb polowania.
Skoro mnie obudził tym soczystym plaskaczem jak zawsze, a ja byłam pijana to tym bardziej stwierdziłam - DZISIAJ - TO JA ZAPOLUJĘ NA NIEGO.

Był zdziwiony.
Zawsze to on szukał okazji by wbić pazury w moje stopy wystające spod kołdry.
Dzisiaj to ja wbiłam pazury w jego kark.
Jak mu się to podobało...
Nie umiem Wam opisać pasji w jego oczach jak dałam mu gryźć rękę i drapać łokieć.
Odpychał się z całej siły tylnymi łapkami, mimo, że wcale go nie trzymałam.
On jednak pedałował conajmniej jakbym chwyciła go za łapki z całej siły.
Pewnie wyobrażał sobie wtedy, że jakaś sprytna i zwinna puma trzyma go w uwięzi i musi się wydostać.

Ryszard był dzisiaj szczęśliwy.
Miał równego sobie przeciwnika.
Powiem Wam, że zawsze o 6:00 budził mnie wkurw, bo kot mnie drapał w stopy.
DZISIAJ ZROZUMIAŁAM.
On zawsze o 6:00 idzie na polowanie.
Nie podoba mi się, że poluje na moje stopy. Muszę chyba skołować do domu jakieś antylopy czy coś, ale nieważne. Ryszard wydał mi się dzisiaj bardzo intrygujący.
Mimo, że mam podrapaną rękę to BYŁO WARTO.


I w sumie nawet gdy otwierałam nowe kakao zębami. Dopiero po chwili, gdy zęby mnie bolały spojrzałam na opakowanie. Znalazłam strzałeczkę i okazało się, że otwieranie jest całkiem proste.
Jednym ruchem można było otworzyć to cholerstwo, a ja zębami chciałam jak królik to wygryźć. Ach. Człowiecze instynkty. Najpierw siła, potem mózg.

Ryszard bacznie obserwował jak idiotycznie się zachowuję.
Gdy wyszłam z kuchni machnęłam nogą w jego drapaczkę.
Przyglądał się.
Odeszłam.
A on NAGLE ruszył wydrapać swoją drapaczkę jak nigdy.
INSTYNKT.
TAKI JEST WŁAŚNIE RYŚ.
RZĄDZĄ NIM ŻĄDZE.

Lusia jest spokojną księżniczką, a Ryszard jako przedstawiciel kociego, leśnego, syberyjskiego odcienia rasy - DZIKI JAK ICH MAŁO.

Wkurwiał mnie do dzisiaj.
Dopóki nie zrozumiałam, że moje stopy o tej 5:55 są dla niego jak dla tygryska bieganie za antylopą po pustyni.
Być może nadal nie będę chętnie wystawiać gołych stóp spod kołdry, ale...
ale już rozumiem!
Rozumiem mojego kota.


Ryszard - jeśli to czytasz...
JESTEŚ KOZAK, ale
ZACZEP MNIE JESZCZE RAZ O 5:55 NAD RANEM, A ZGINIESZ.



Zuzanna Borucka

czwartek, 6 kwietnia 2017

Jak nie być samotną kupą?

Dzisiaj pomogę Wam z tematem samotności.
Co musicie zrobić, aby nie być samotnym?

ZACZNIJMY:



  1. KUP KOTA
  2. Kup kolejnego kota
  3. Trzeci kot maksymalnie
  4. Dobra - 4 koty wystarczą
  5. Kup psa (NIE MÓW RODZICOM!) - jak się nie zgadzają to zrób to szybko :B
  6. Kup łyse świnki
  7. Nagrywaj filmy na jutjubie
  8. Odpisuj wszystkim
  9. Zmuszaj ludzi żeby z Tobą wychodzili *jak nie chcą wyjść to: ZAGRÓŹ IM, ŻE SIĘ ZABIJESZ I MAJĄ Z TOBĄ WYJŚĆ NA KAWĘ BO JAK NIE TO TA KAWA IM WYPARZY OCZY I KUR*A LEPIEJ ŻEBY WYSZLI Z TOBĄ.
  10.  Zamieszkaj z kimś kogo nie znasz
  11. Kłóć się z kimś kogo nie znasz
  12. Głaskaj koty... dużo kotów
  13. Pisz posty na blogu. Rób zdjęcia. Baw się sama ze sobą.
  14. Kup kota
  15. Rośliny to przyjaciele, więc kup rośliny
  16. Jak ci smutno nadal to kup kolejną roślinę
  17. Wciągnij się w wir pracy!
  18. pisz na anonimowym czacie o swoich problemach
  19. Umów się do psychologa
  20. Gadaj ze sobą


Jeśli nadal czujesz się samotnie to ja już nie wiem co jest z Tobą nie tak.
Chyba zawsze już będzie uczucie pustki i samotności. Pogódź się z tym. Włącz fajny film i zjedz coś. Będzie miło - nadal będziesz sama z kotami, ale OGLĄDAJ I JEDZ. Spoko pomysł.


Zuzanna Borucka

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Mam 21 lat

...

(nie dokończę, że piję kawę hihi)

Mam 21 lat i...
CHCĘ BYĆ GŁUPIA!
Nie chcę być ładna, kobieca i poważna.
Chcę bekać,
śmiać się najgłośniej jak mogę,
gadać głupoty,
żałować,
pierdolić głupoty,
być brzydka,
nie malować się,
tańczyć,
pić,
mieć przygody,
robić wszystko na co mam ochotę,
nie hamować się,
żyć.


Zuzanna Borucka

niedziela, 26 marca 2017

zżycie

pośrodku tego wszystkiego
znowu odnalazłam ukojenie

dawno tego nie czułam
uczucia
gdy zasypiasz pełen nadziei na jutro
mam znowu sens

boję się że raz jeszcze wszystkie gwiazdy runą z nieba
powtórzy się ten ogień który spalił mi serce
od nowa zacznie się ból
i tęsknota
za Tobą

pozwolę Ci odejść
ale
nie idź już nigdzie
bo z nikim innym nie chcę
świata
tylko z Tobą jest on pasjonujący
wszystko co szare zmienia się w niezwykłe
i nawet pomidory nie smakują źle

razem jesteśmy spójni, nienaruszalni i symetryczni
jakby ktoś to wyrzeźbił
odkuł z identycznego materiału

bliskość
jedność
porozumienie

tylko tego chciałam
Ciebie

torso głupi korso

Zuzanna Borucka



piątek, 17 marca 2017

To pierwszy post pisany o 4 nad ranem w wannie.


Łóżko mnie dusiło. Nawet nie wiem kiedy postanowiłam wstać i wziąć długą kąpiel.
Wino nie jest dobrym wyborem w przeziębienie. Głowa boli podwójnie.
Nadal czuje pulsowanie w skroni. Oczy wyparzyła mi sól łez, a nos chusteczki od kataru.
Czy może być piękniej?
Tak!
Byłam dzisiaj na pierwszej wizycie mojej długoletniej terapii.
Dlaczego długoletniej?
Wydaje mi się, że Pani psycholog była lekko przerażona i sama zawahała się czy da radę mi pomóc. Myślała, że przyjdę z jednym problemem, a ja strzelałam jak z karabinu. Prawie każdy aspekt życia.
Nie nadążała notować, a jak już minęła godzina... przeprosiłam ją.
Stwierdziłam, że praca psychologa jest cholernie ciężka. Jak można godzinę wysłuchiwać mnie i jeszcze nie wyjść z siebie?
Chyba moi przyjaciele wiedzą najlepiej...
Jak już kiedyś pisałam: nie czuję własnej wartości. 
"Jakieś niby tam sukcesy, lecz to wszystko w sumie pic."
Tak naprawdę "choroba psychiczna" brzmi bardzo groźnie, a przecież każdy ma swoje problemy. Każdy ma psychikę... do psychologa powinien chodzić każdy- nawet kiedy wydaje mu się, że wszystko jest okej. 
Ja za długo trzymałam wiele spraw. Żałuję, że nie poszłam wcześniej. Zaufanie do ludzi muszę budować od nowa... w sumie... siebie muszę zbudować od nowa.
Nie "mnie" jako postać. Nie jako jedno z moich twórczych wcieleń... nie taką dla widzów.. nie taką z Internetu. Po prostu siebie.
Dlatego właśnie - długoletnia terapia. Wydaje mi się, że nawet gdyby cudem za rok się ułożyło to chciałbym nadal chodzić do psychologa i układać sobie w głowie.
Leczenie słowami.
Czasami nieświadomie przyjaciel jest dla Was prywatnym psychologiem.
Zawsze warto z kimś rozmawiać. Nie warto zamykać się na ludzi.
Ludzie są źli, ale chyba 
w końcu

Czas

Przekonać się


Do nich.

Zuzanna Borucka

czwartek, 9 marca 2017

Ryszard

Dzisiaj bardzo przyjemną sesję miał Ryszard.
Pozował jak jeden z najlepszych modeli na świecie.
Pierwsze zdjęcie to próba jego pierwszej kawki - niestety nie smakowała.
Potem Ryś chciał skosztować sok pomarańczowy i również klapa.

Kocham zdjęcia z interakcją. Lusia i Rychu sami pozowali i byli przesłodcy.
Mimo trudnej sesji ze zwierzętami uważam, że zdjęcia są piękne! <3


MOJE SŁOŃCA NAJKOCHAŃSZE!



A to ostatnie to takie 'mroczne'
Rysiu na nim tak jakby chciał opowiadać straszną historię.


Zuzanna Borucka