OFICJALNY BLOG Zuzanny Boruckiej

środa, 14 sierpnia 2019

no jak z tym borderem co....

Ostatni post miał być ostatni- taki happy end.
I w sumie jak tak sobie go czytam to wiadomo - faza zakochania wchodzi w miłość i jest wszystko skomplikowane, ale nadal piękne i nadal dodaje mi w sumie największej motywacji do życia.

Trochę plany i całość mi się w ostatnich tygodniach zawaliła.
Jakieś takie głównie... plany no. Kilka osób mnie zawiodło co zaprzepaściło marzenie ze sklepem i w sumie jedna klapa zapoczątkowała serię klap... ale spokojnie, spokojnie.

Dzisiaj miałam pomysł na ten post, ale jakoś tak chyba zbyt psychiczny byłby, chociaż.. cholera.. i tak zaraz będę wjeżdżać z buta w problemy psychiczne... DORBA. Walić.
Post miał być taki:


Siedziałam w mieszkaniu i czułam, że łzy napływają mi do oczu. Normalna osoba po prostu by płakała. Łzy są potrzebne, oczyszczają. No właśnie NORMALNA osoba. Zawsze bawi mnie to, że jestem inna i mówiąc tak jakby sama tą swoją odmienność kwestionuję, ale - ej, nie wiem czy normalne było moje zachowanie, słuchajcie. 

Siedziałam w mieszkaniu i czułam, że łzy napływają mi do oczu. Wiem, że mój mózg działa w sposób typowo border - GÓRA, DÓŁ. Poczułam dosłownie, że lecę w dół... Pomyślałam sobie "ZUZIA, jak chociaż jedna łza spadnie to się wkurwię." I nagle z etapu SMUTNA, ZAGUBIONA... doszłam do etapu MAM WYJEBANE.  I w ten oto sposób poszłam do hotelu. Tak mam mieszkanie i biorę hotel w tym samym mieście. No trudno. 

"MAM WYJEBANE"...
dosyć specyficzne, że JA dosłownie wkurwiłam się na to, że wiem, że bez mojej zgody zaraz zacznie się we mnie gotować tsunami smutku. Jestem często bezpośrednia i SERIO nie chciało mi się znosić drugi raz w miesiącu jakiegoś tsunami. Co ja jestem do cholery? Ile mogę znieść?
no ale znowu jestem dla siebie mega agresywna
ale no nic.
ZUZIA, jak chociaż jedna łza spadnie... SKOŃCZ JUŻ KU*WA SIĘ UŻALAĆ. PRZESTAŃ WYĆ. NIE MA OPCJI NA ŁZY. W tym momencie wypie*dalaj sobie gdzie chcesz, ale nie męcz mnie kolejną DRAMĄ. Przestań mnie męczyć. Nie mam siły na takie zachowania nie mam siły na mnie. Nie chce znowu tego bólu. Nie dzisiaj. NIGDY. Nie pozwalaj się rozje*ać. Nie rób tego. MOŻESZ TERAZ - zanim zaczęłaś - po prostu IŚĆ . przed siebie. 



Siedzę teraz na 6 piętrze, widzę nocną panoramę mojego miasta i piszę...
No szkoda, że to hotel, bo papierosa nie zapalę.
A papieros dodałby mi chyba już +100000 do bycia jak taka filmowa pisarka.
haha


Lecimy dalej...

JAK TO JEST ŻYĆ Z BORDERLINE?
Jak gówno.


NO.

to sobie wyjaśniliśmy...

Ogólnie nie jest to prosta sprawa. W momencie kiedy jakieś 2 lata temu dostałam taką diagnozę - pomyślałam, że GORZEJ być nie może... Ale potem miałam zapalenie skóry na całe życie, więc może :) HAHAHAH.
No nieważne.

"Zuzia masz osobowość BORDERLINE, nie bój się, nie panikuj - to nie choroba.. to jakby ukształtowanie twoich myśli.. pewien kod po którym się poruszasz... nie czytaj nawet co to jest, ale ogólnie masz Bordera"

Mogłam spytać czy to może jakiś ku*wa piesek? ale nie... to nie piesek.
Border... to nie piesek.


Jak z mojej dzisiejszej nocy widzicie - jak czuję dołek to umiem zaradzić. Gorzej jak czuję górę... Nad górą nie lubię panować. Lubię górę. Uwielbiam odfruwać.
No super... czy mogłabym wyjść bardziej psychiczna w tym poście?

tak serio.. każdy za nas ma psychikę i w zasadzie W PEŁNI ZDROWYCH psychicznie ludzi nie ma... ale dużo osób ma to w dupie lub nawet brak tej kontroli nie wpływa jakoś na innych i życie.

no ze mną wiadomo...

mój brak kontroli wpływa na moje życie MOCNO.
I na tyle jestem samotnikiem, że potrafię się aż tak "odpalić"... że no np.
uzbieram sobie 1000000 widzów i będę żyć z pasji. Spoko sprawa - chyba.
Widzę zatem DUŻO plusów bordera.

Bali się ostatnio, że przez moje wnioski o byciu OPANOWANĄ i mniej impulsywną.. stanę się taka... i w sumie stałam się, bo zaczęłam uważać na słowa.
HAHA - TAKA PROSTA ZASADA - UWAŻAJ NA SŁOWA.
Dla mnie naprawdę... trudna.

No i bali się, że przestanę być taka "zuziowa"  - usłyszałam określenie.

ja na to zaczęłam się śmiać.
Kontrola nad "zuziowością"... to nie jest prosta sprawa.



SKĄD TEN MÓJ BORDERLINE,

hmmm?
- za mało uwagi rodziców jak byłam mała

ale to nie koniec, bo gdyby to był jedyny problem w moim życiu to BAJABONGO jestem w domu.
tak się akurat stało.. że w tym momencie myślę, że taki problem jak  "za mało uwagi rodziców jak byłam mała" TO JEST NIC.

NIC.

NIC.

NIC.

TO CO SIĘ MOGŁO STAĆ GORSZEGO?

Na szczęście "uważam na słowa" i nie napiszę, ale NO kilka rzeczy mogło się stać.

kilka.

kilka..

kilka...

albo taki.......

ocen...

Ocean pie*dolonych spraw, które na samą myśl sprawiają, że mięknę. Tych wspomnień które robią mi te chore akcje. Boję się panicznie tych obrazów. Nagle zakradają się do mojej głowy... te osoby, te miejsca, te słowa, te czyny, ten czas, to życie.

I tak sobie myślę... co ja tutaj jeszcze do cholery robię?
No i wtedy znajduję odpowiedź na to cholerne psychologiczne pytanie

PO CO?

No i mam po co... chyba powinnam zbierać do takiego koszyczka rzeczy "PO CO"... tylko są oczywiście momenty kiedy nagle koszyczek jest jakby niewidzialny.
moje 'po co żyję' robi się takie kruche... ale potem w myślach mam ludzi którzy mnie kochają... czyli  tylko jedną osobę...

i mamy tyle rzeczy do zrobienia
i tyle wszystkiego..  i tęsknię, bo kocham...

A dosyć oschło... miłość drugiej osoby nigdy nie jest pewna, ale z drugiej strony dopóki JA kocham... staję się nieśmiertelna... a kocham i to bardzo... i kiedy ja w to wierzę .. i kiedy walczę.. to nie ma zła. jestem najsilniejszą osobą na świecie...

tylko potem znowu po moich przejściach włącza się "hej, hej, hej... Zuzia. Uważaj.. to się powtórzy" (typowy BORDER) strach przed odrzuceniem... i jakby w związku daję już czasami to takie... 100% aż nagle tak cholernie się boję tego mojego zatracenia. boję się znowu zaufać.. boję się... i to tak cholernie się boję, że myślę "nie będę żyć w takim strachu.. więc powinnam JA to skończyć"...
a potem znowu jak już ułożę myśli...
"hej.. ale czemu On ma Ci to zrobić....? to że wszystkie osoby w twoim życiu się Tobą bawiły to nie znaczy, że On też..."

yhym...


Jak sami słyszycie. logiczne to się nie wydaje... ale miłość nie jest logiczna... i muszę przestać układać w głowię BRAMĘ... bramę do mojego szczęścia.
Muszę w końcu znowu niewinnie zaufać... ale jak zaufam.. będę taka bezbronna.... boję się. nie chcę.
Tak to już chyba wyszło.
Wiem, że nie ma limitów na zaufanie.. i ufam mu w 100%.. ale żyjemy w jakiś czasach gdzie mówisz TAK... a w każdej chwili możesz stwierdzić sobie, że "A JEDNAK NIE"... więc po ch*j to wszystko.

zawsze byłam słowna.. dlatego tak długo żyłam z ludźmi którzy mnie wykorzystywali.. miałam jakąś wizję DAŁAM SŁOWO PRZYJAŹNI, WIĘC TAK MUSI BYĆ.... i co do cholery z tym?
oni mówili sobie NIE co roku...
nadal to robią.
ludzie mają w dupie TAK i NIE... ludzie są ludźmi.
a dla mnie tak... to... tak.... i to chyba mój błąd.

 przykro mi się zrobiło...

Piszę tego posta i coraz bardziej rozumiem jak działa mój borderline.

Czyli limit zaufania jest?

ach.

Chyba podoba mi się wizja traktowania wszystkiego biologicznie.
Kiedy wchodzę w sprawy mega oschło, na zimno.
Kiedy patrzę na ludzi jak na jednostki.
Powinnam całe moje poetyckie uczucia odstawić.


Jestem jednostką.
Jestem człowiekiem... jestem kobietą. Jestem na Ziemi i tutaj żyję.
Chcę być zdrowa, aby długo żyć i chcę czerpać z tego co mi oferuje życie na Ziemi.
Chcę dbać o swoje dobro, bo jestem jedyną osobą, która kieruje mną.
To co robię... sprawia co czuję... co mam i co się dzieję.
Powinnam dbać o siebie jako, że jestem JEDYNYM żyjącym domem dla swojej duszy na tej planecie.
Powinnam dbać o ten dom i powinnam patrzeć na rzeczy jeszcze zimniej.
Romantyczna miłość to potrzeba, a nie... niezbędnik.

nie można przecież żyć dla miłości...
jestem beznadziejną romantyczką
żyję miłością, a to ona sprawiła, że jestem tak bardzo zagubiona
żyję uczuciami, a to one doprowadziły mnie do chaosu...
żyję...
i powinnam w końcu żyć czymś innym niż
uczuciem i emocjami, a to, że nie widzę sensu w rzeczach, które nie wywołują we mnie emocji to już mój problem - WODA, DIETA, RUCH  - to są prawdziwe POTRZEBY.
BO WIECZNA potrzeba kochania.. to zachcianka.

Z.

sobota, 15 czerwca 2019

Zakochana i szczęśliwa - wesoły post- nowość

Co u mnie?



Wszystko co się stało.
musiało się stać
całość
PRZESZŁOŚĆ
była idealna
Wszystko doprowadziło mnie do Ciebie kochanie.

Na studniówkę zaprosiłam dwie osoby...
jedna miała egzamin,
przyjechała ta druga.

Byłam z nim bardzo długo i cieszę się,
bo boję się, że mogłabym zepsuć ten start z Nim...
A On... jest teraz...
taki cudowny...

Dorósł....

Nie mogę się napatrzeć, nacieszyć i zrozumieć, 
że ideały istnieją.

Jest taki dobry.

Nie umiem w związkach być tą o którą trzeba się martwić.
Ostatnie pół roku robiłam za matkę Teresę....
a teraz...
ktoś chce się mną zająć
opiekować się
troszczyć....

ach dobra.
TO NIE MIAŁ BYĆ ROMANTYCZNY POST
ale co ja tam....
muszę się pochwalić, 
że ten jedyny istnieje i że nigdy
nie czułam czegoś takiego

Nigdy nie zrobiłby mi krzywdy...
Nigdy nie doprowadziłby mnie do łez...
Sama myśl, że jesteśmy razem mnie
pociesza... dodaje siły,
motywacji do życia
i chęci do działania.




OKEJ.


Co u mnie? U mnie nowość! Dbam o moje paliwo... o to co wkładam do pyszczka. Czuję jak odzwyczajam się od cukru. Cieszę się. Byłam blisko cukrzycy - jestem taka słodka, wiem wiem.

Ogólnie lubię nowy styl życia. Czuję, że poznaję nowe smaki i te wszystkie witaminki już działają
na moją główkę i pokrowiec na duszę.

JEST PIĘKNIE

Teraz tylko muszę to utrzymać.

a nie mam zamiaru puszczać wolno czegoś co sprawia, że żyję
Jestem silna i zdeterminowana.
Chcę walczyć o moją przyszłość.
Pracuję nad dwoma ogromnymi rzeczami.

JESTEM ENERGIĄ <3


Z.

wtorek, 28 maja 2019

ten ból

podzielę się z Wami moim bólem.
nie wie tego nikt...

nikt się nie domyśla

przyjaciele nigdy ode mnie tego by nie usłyszeli,
ale...



SKĄD SIĘ WZIĄŁ MÓJ BÓL?


Dlaczego od pół roku zachowuję się jak głupia, wredna imprezowiczka i suka?


Będę naprawdę szczera...


Będąc w związku tyle lat z osobą którą kochałam...
Miałam wizję naszego życia.
Jechałam na statek i robiliśmy pierwszy raz coś dla NAS.
Nigdy nie zapomnę tego uczucia.
To było piękne.


Już wybaczyłam i zrozumiałam,
że po prostu... On chciał czegoś innego.

Skręcił, wybrał inną drogę.
Już się z tym pogodziłam.



Skąd ten ból?
Skąd to zagubienie.... ?

Dlaczego tak ciężko mi być sobą?




Chyba za bardzo nastawiałam się, że w 2019 roku dostanę pierścionek...
hehe
WIEM. głupie babsko
kobiety...
naiwna.....
idiotka...

sama na tyle kochałam, że to nawet i ja mogłabym dać taki pierścionek. ; )

MIAŁAM WIZJĘ RODZINY....

Chciałam do naszej kociej ferajny maluszka.
Tak.
Chciałam w 2020 roku wziąć ślub i mieć dziecko.
Tak.


Czułam, że poradzimy sobie ze wszystkim, bo już za nami to co najgorsze...
okazało się, że najgorsze dopiero przede mną............................


Ból.



Chciałam być teraz żoną i matką, a jestem imprezującą singielką z bólu po stracie
czegoś
czego nigdy

nie miałam.




Z.

poniedziałek, 27 maja 2019

ludzie bez terminu ważności

Od ostatniego posta zmieniło się... wszystko.
Jeden tydzień.
a zrobił ze mnie potwora.


Jestem w szoku, że moje życie tak gna.
Już dawno w tym pociągu straciłam kontrolę.
Jedzie...
szybko...
przechodzę z wagonu do wagonu... i wszędzie jest to samo...


Wierzę w spokój ducha, święty spokój, harmonię, duchowość... ale...
bardzo często mam stany MANI... jak to typowy border.
Często osoby, które lubię we mnie bardziej LĘKI/NERWICĘ... mani się po prostu boją.
Ostatnio te moje DOŁY i WYSOKOŚCI są na najwyższych skalach.
ale tak naprawdę mam kontrolę.
wiem ... nielogiczne.

Będąc z innymi często siebie tracę,
ale SAMA ZE SOBĄ jestem sobą.
to najważniejsze.


ten tydzień był pełen bodźców
wszystkie osoby z którymi przez ostatnie miesiące spędzałam czas... zniknęły



DOSŁOWNIE po dłużej spędzonym czasie ze mną...
ludzie najpierw myślą SPOKO.. a potem jest STRACH i coś na zasadzie:
"co ja robię?...... było mi tak dobrze, ale w sumie jak tak można...
jaka ona jest... co ona robiła... jak ona się zachowywała...
masakra.. wychodzę... straszna kobieta."

a ja


ja sobie myślę
"ale czasami.świrowałam.. Hardkor, że aż tak mi huśtawka się bujała...
ale ogólnie SPOKO
BYŁO SPOKO
BYŁO FAJNIE.
LUBIĘ TEN WYJAZD.
OKEJ.
NIE MAM JAKIŚ NEGATYWNYCH ODCZUĆ"....

I to jest problem.
Pewnie muszę być naprawdę straszna,
ale w momencie MANI potrzebuję raczej uspokojenia, a nie gnojenia "CO TY ROBISZ?????"
A pod lupę idzie tutaj PO PROSTU ...
zachowanie w miejscach publicznych.
zbyt szalone pomysły
głupie gadki
szybkie teksty i szybkie decyzje...
moja spontaniczność.



Pamiętam siebie w różnych okresach mojego życia.

Chyba najbardziej mnie rozwala wizja mnie w domu.... jako Pani domu...
jako : pierwsze mieszkanie.... w lodówce zawsze mleko....
ogólnie pełna lodówka, zapasy jedzonka...
cudowny chłopak
mieszkanko razem i granie słodko w gry... albo kreatywne myśli i plany..
jakie to wszystko było B A J K O W E...
Nawet robiłam te obiadki i dbałam o wszystko.


TERAZ...
no przeciwieństwo.


wszystko
runęło....



Conajmniej żałosne... bo upadłam dlatego, że nie mam dla kogo walczyć.
Chciałabym mieć tyle miłości do siebie,  aby walczyć dla siebie... ale nie mam..
Będę się starać.

Szukam miłości na siłę...

bo chcę po prostu znowu mieć CEL

Chcę mieć dla kogo kupić mleko do kawy...
i dla kogo wstać... zrobić obiad... żyć.

nadal nie umiem dla siebie tego robić,
długo żyłam "Z KIMŚ" i teraz
mi SAMEJ ciężko...


Uczę się żyć.


Nie wychodzi.



Wiem, że zrobię wszystko, aby osiągnąć szczęście SAMA ZE SOBĄ, ale nie mieszkam z rodzinką...
i nie mam w moim mieście przyjaciół.. Nie mam nikogo.

Ja naprawdę siedzę sama z 3 kotami.
Crazy.


Kiedy wyjadę sobie gdzieś czasami, aż szaleństwo ze mnie kipi, ale czy to źle?
Czasami lubię to.
Ludzie tylko wiecznie chcą mnie temperować.


Dopóki nie będę miała życia z kimś kto mnie w końcu
CHWYCI ZA RĘKĘ
powie : "ZUZIA...
SPOKOJNIE.
JESTEM TUTAJ . I BĘDĘ TUTAJ. NIE ZOSTAWIĘ CIĘ.

To pewnie będę znowu normalną, kochaną kobietą, która
kupuje mleko do kawy ...
piecze ciasto...
i kocha...

ale teraz...

nawet nie chce tej TEMPERÓWKI.


ach.

NAWET I SAMA.




IDĘ.



Szukam szczęścia.



Będzie ciężko, bo nawet teraz mam w głowie: "z kim mogę popisać o tym poście...
komu mogę podesłać linka do tego posta... komu pokazać co czuję... "

No i właśnie...
nikomu


nie mam teraz nikogo z kimś chciałabym mieć taką więź...
i komu mogłabym tego linka podesłać.

Samotność.
Sztuka.
Lecę.


Zuzia

niedziela, 19 maja 2019

sama

Uwielbiam być sama...
nawet będąc w ...związki
jestem ja

Nauczyłam się, że SKLEJENIE
to najgorsza rzecz na świecie.

JUŻ NIGDY.

Zawsze musi być podział
TY, JA, MY

Inaczej to nie ma sensu.







Uwielbiam...


o tak! Uwielbiam rano iść na śniadanie, zapalić papierosa przy kawie,
posprzątać, dbać o mieszkanie,
o siebie, o jedzenie, o organizm... o skórę... o pracę i pisanie... o włosy i dywan i koty
o życie o nas o szczęście...


o wszystko co mnie tworzy i sprawia, że żyje się cudnie

o czyste kubki i o miłość


Moja twórcza głowa jest pełna mrocznych wizji...
Napisałam scenariusz.
JARAM SIĘ.




Muzyka jest taka mocna.

Uwielbiam LUDZI, widzieć ich,
spotykać się, inspirować, poznawać,
rodzina, przyjaciele, On i On i On...
i Oni i my... razem
towarzyskość to ja... dla ludzi...
 różnych, wszystkich.



MOJE ŻYCIE MA SENS.

Od kiedy 23 pojawiło się na moim pyszczku zaczęłam dużo...
pisać...





a ten tekst to jest najlepszy rzut ostatnio
BOWNIK - RZUCAM ZAKLĘCIA


Pachnie kolendra, a ja rzucam zaklęcia
Wszystkie, które pamiętam
Wszystkie, które pamiętam 
Bez kontroli moja ręka 
Kreśli koła, sprawdza opór powietrzaMam na oku te miejsca, w których panuje cisza obojętnaWirują skurcze w moich mięśniachWiruje syntetyczny materiałI coraz mocniej się nakręcamI rzucam kolejna zaklęciaOdpalam skręta i rzucam zaklęciaPod stopami podłoga kamiennaA w moich słowach radykalna korektaW moich gestach radykalna korektaW moich gestach radykalna korekta
W moim telefonie juliański kalendarzNa niego zerkam jadąc na Plac ZwycięstwaI oglądam twoje zdjęcia z ogromnym spokojem Choć sytuacja jest napiętaPachnie kolendra, a ja rzucam zaklęciaWszystkie, które pamiętam

Trudno stać, gdy do tańca zaprasza wiatr
Nowy blask w moich oczachNowa moc w moich palcachDrobny krok w stronę światła prowadzi nasNa ustach śpiew, w sercu walkaKruszy sen, noc upalna

W moim sercu brakuje już miejsca

A w moich słowa słychać brak sercaZostała tylko radykalna korektaTylko radykalna korektaJestem już syty, chciałbym już przestaćZa chwile padnie ostatnia komendaZa chwile padnie ostatnia komendaZa chwilę pęknie szyba pancernaJesteś na tropie złym
A ja nie pomogę ciTo czterech nasA u steru jaMaszeruję równo w imię złaJesteś na tropie złymA ja nie pomogę ciTo czterech asA u steru jaOdpalam skręta i rzucam zaklęciaPod stopami podłoga kamiennaA w moich słowach radykalna korektaW moich gestach radykalna korektaW moich gestach radykalna korektaW moim telefonie juliański kalendarzNa niego zerkam jadąc na Plac ZwycięstwaI oglądam twoje zdjęcia z ogromnym spokojem Choć sytuacja jest napiętaJesteś na tropie złymA ja nie pomogę ciTo czterech nasA u steru ja

Maszeruję równo w imię zła 



 

o tak.





I CAŁY CZAS SIĘ UCZĘ PSYCHIKI
PSYCHOLOGI
EMOCJI
ODDZIAŁYWAĆ
UKŁADÓW
ZALEŻNOŚCI
REAKCJI
NAS



Zuzanna



sobota, 6 kwietnia 2019

Nadwrażliwość



Kiedy niezjedzone ciasto marchewkowe cię wzrusza...
to coś jest w Tobie nie tak.
Może to moja odwieczna myśl "kiedy karmię kogoś to daje komuś miłość."
I dla takiej miłośniczki poezji jak ja...
wszystko coś symbolizuje..
Niezjedzone ciasto.


Ciężko coś dawać i pogodzić się z odrzuceniem.
Ciężko pogodzić się ogólnie z brakiem w momencie kiedy chce się wszystko zapełnić.
Moja mania tworzenia.
Dla nas...
Dla Was...
Dla kogoś...

Ciężko myśleć "dla siebie", bo po co taki hektar, dwa domki i to wszystko...
jednej osobie?

po co?

Może zrozumiem to w swoim czasie.

Każdy miesiąc jest dla mnie zaskakujący.
Sama już nie wiem co przyniesie ta przyszłość.

ale czuję się teraz
taka bardzo
oszukana

przez głupie
kilka dni niezjedzonego ciasta


Z.

piątek, 5 kwietnia 2019

Brakuje mi

Jest 01:16, a ja zaczynam pisać posta.
Boję się, bo wiem, że mnie to rozbudzi...
i boję się, że już nie zasnę.
Nie śpię normalnie i mimo wszystko chcę to pisać, bo może mi to pomoże.

Boję się samotności.
Ze wzrostem mojej popularności i pieniędzy narodził się wielki problem.
Brak zaufania do ludzi.
Wolę zostać przy moich przyjaciołach, bo nie mogę dopuścić do siebie kogoś nowego.
To już nigdy nie będzie takie samo.

I mimo, że moi przyjaciele 'od zawsze' nie traktują mnie już tak jak powinno traktować się przyjaciela to ja przed strachem samotności; rozpieszczam i daję.
W sumie czy to nie jest już szantaż. W sumie czy ktokolwiek ze mną jest dla mnie?

Bardzo się boje zaufać. Nie umiem.

Osoby takie jak ja (z jakąś tam popularnością) niestety mają trudność w nowych relacjach.

Ktoś mnie wykorzystuje, kiedy i gdzie jest granica... czy daję się wykorzystywać?
Jest mi przykro, bo czytam ostatnio tyle tekstów... i jakoś tak...

Najbardziej boję się być sama.

Po co to wszystko?

Po co żyć sememu...

Cierpię teraz, bo chcę tyle rzezy, a chyba nie do końca mam z kim.
Chciałabym żeby ktoś spędzał ze mną czas i po prostu mnie lubił.
Chciałabym nie być sobą, bo przez to co mam...
nie mogę mieć szczerych relacji.


Brakuje mi ludzi.
Brakuje mi jeszcze więcej ludzi.
ale nie chcę się prosić... nie chcę walczyć o uwagę

chciałbym żeby ktoś po prostu mnie szanował... i chciał gdzieś wyjść
bo ja
bo chce być ze mną
i nawet TĘSKNI czy coś.
Chciałabym by ludzie mnie kochali, ale nie w Internecie.. tylko w życiu.

Chyba jestem egoistką co?
Jak płytkie to musi być... "Chciałabym by ludzie mnie kochali"
Sama kocham tak, że oddałabym wszystko...
za te relacje z innymi....
a ja
nienasycona
wiecznie odczuwam brak... tych ludzkich emocji
chcę mieć przyjaciół
chcę żyć dla innych...


Z.

poniedziałek, 18 marca 2019

ten dzień

ten dzień 
chyba nie mógł być lepszy
piękniejszy

obudziłeś mnie rano
niestety dzwoniąc
bo
wczoraj 
pożegnaliśmy się 
po pięknym czasie w górach

wstałam i zaczęłam rysować
pełna kreatywności
chciałam 
tworzyć

nagrałam film!
tak spontanicznie
ja i kamera
jak kiedyś

myślałam, że to uczucie spokoju i piękna
to jakaś złuda
ale 
poszłam na prawo jazdy
i zdałam

co się dzieję?
potem lekarz
wszystko okej

potem dobre jedzenie
i ty

ciągle ty

bo dajesz mi wszystko


na terapię grupową
poszłam jak na kawę ze znajomymi
tam powiedziałam o moich uczuciach
pomogli mi
poradzili
i

jutro znowu Cię zobaczę
mogłabym tak 
żyć

zawsze

jest aż za pięknie
ten spokój
ta miłość
i ten czas

to mój ulubiony czas w życiu!

cieszmy się z niego kochanie
bo zobaczyłam sens aby się do kogoś zbliżyć

Z.



wtorek, 15 stycznia 2019

słowa



Czasami myślę, że nie ma już sensu się do kogoś zbliżać. 
Znowu kładę na tacy serce.
Proszę, daję.
I znowu mam, ale
ćwiartowanie.

Pewnie cały czas coś robię źle.
Napewno.
Problem jest na pewno we mnie
Nie doszukuj się go w sobie
...

I ta mania okropnych ludzi źle życzących i siejących ferment.
I to tych najbliższych.
To oni kochają cię tylko w momentach pasujących,,,
w tych innych - jesteście tematem pogardy i kpin.
Chyba nie znam miejsca gdzie ktoś nie oceniałby po okładce.

Szczerze. 
Widzicie na moim story, że się dobrze bawię i myślicie:
"o tak - tak ona teraz super zabawowa,
jaka materialistka, 
jaka okropnie zakochana w sobie"

dziękuję

Naprawdę chciałabym żeby tak było.
Jak inaczej sprawić by było dobrze, niż po prostu 
starać się uśmiechać, bawić, żyć...
aż w końcu to nie będzie tylko nauką i udawaniem..
aż tak będzie.


Boli mnie, że takie zdanie mają osoby które kocham.
Boli mnie, że pomimo mojej pomocy,
moich starań i serca...
nie jestem wystarczająca




Nie mam już sił,
ale jutro je znajdę...
w małych rzeczach
w kawie rano
w uśmiechach ludzi
w zimnym powietrzu
w słuchaniu moich perełek
w wieczornym głaskaniu kotów
w moich marzeniach



i mimo łez teraz,
wiem,
że
dam z siebie wszystko



Z.


wtorek, 1 stycznia 2019

ja

Każdy zna Pana "Tylko Ja".
Centrum swojego świata, ja.
Celnie głuchy na inne głosy,
tylko ja decyduję.
Ja.
Dobrze tak pobyć samemu ze sobą.
Samemu posiedzieć. Samemu pożyć.
Och jak miło mi w moim towarzystwie.
Ale super mieć wpływ jedyny i ostateczny na siebie.
Ale dobrze tak żyć, ja.
Nie dzielę się ciszą, nie dzielę się światem.
Najchętniej samotnie zakopię się w ziemi.
Umrzeć samemu też całkiem dobrze.
Monolog to cel - po co ktoś inny ma mówić?
Przekazuję właśnie siebie - ja.
Może powiesz, ale czekaj - skończę najpierw o sobie.
Ja tak lubię samemu dla siebie.
Egocentryzm? Nie.
Po prostu jestem tutaj ja.



Z.