OFICJALNY BLOG Zuzanny Boruckiej

środa, 14 sierpnia 2019

no jak z tym borderem co....

Ostatni post miał być ostatni- taki happy end.
I w sumie jak tak sobie go czytam to wiadomo - faza zakochania wchodzi w miłość i jest wszystko skomplikowane, ale nadal piękne i nadal dodaje mi w sumie największej motywacji do życia.

Trochę plany i całość mi się w ostatnich tygodniach zawaliła.
Jakieś takie głównie... plany no. Kilka osób mnie zawiodło co zaprzepaściło marzenie ze sklepem i w sumie jedna klapa zapoczątkowała serię klap... ale spokojnie, spokojnie.

Dzisiaj miałam pomysł na ten post, ale jakoś tak chyba zbyt psychiczny byłby, chociaż.. cholera.. i tak zaraz będę wjeżdżać z buta w problemy psychiczne... DORBA. Walić.
Post miał być taki:


Siedziałam w mieszkaniu i czułam, że łzy napływają mi do oczu. Normalna osoba po prostu by płakała. Łzy są potrzebne, oczyszczają. No właśnie NORMALNA osoba. Zawsze bawi mnie to, że jestem inna i mówiąc tak jakby sama tą swoją odmienność kwestionuję, ale - ej, nie wiem czy normalne było moje zachowanie, słuchajcie. 

Siedziałam w mieszkaniu i czułam, że łzy napływają mi do oczu. Wiem, że mój mózg działa w sposób typowo border - GÓRA, DÓŁ. Poczułam dosłownie, że lecę w dół... Pomyślałam sobie "ZUZIA, jak chociaż jedna łza spadnie to się wkurwię." I nagle z etapu SMUTNA, ZAGUBIONA... doszłam do etapu MAM WYJEBANE.  I w ten oto sposób poszłam do hotelu. Tak mam mieszkanie i biorę hotel w tym samym mieście. No trudno. 

"MAM WYJEBANE"...
dosyć specyficzne, że JA dosłownie wkurwiłam się na to, że wiem, że bez mojej zgody zaraz zacznie się we mnie gotować tsunami smutku. Jestem często bezpośrednia i SERIO nie chciało mi się znosić drugi raz w miesiącu jakiegoś tsunami. Co ja jestem do cholery? Ile mogę znieść?
no ale znowu jestem dla siebie mega agresywna
ale no nic.
ZUZIA, jak chociaż jedna łza spadnie... SKOŃCZ JUŻ KU*WA SIĘ UŻALAĆ. PRZESTAŃ WYĆ. NIE MA OPCJI NA ŁZY. W tym momencie wypie*dalaj sobie gdzie chcesz, ale nie męcz mnie kolejną DRAMĄ. Przestań mnie męczyć. Nie mam siły na takie zachowania nie mam siły na mnie. Nie chce znowu tego bólu. Nie dzisiaj. NIGDY. Nie pozwalaj się rozje*ać. Nie rób tego. MOŻESZ TERAZ - zanim zaczęłaś - po prostu IŚĆ . przed siebie. 



Siedzę teraz na 6 piętrze, widzę nocną panoramę mojego miasta i piszę...
No szkoda, że to hotel, bo papierosa nie zapalę.
A papieros dodałby mi chyba już +100000 do bycia jak taka filmowa pisarka.
haha


Lecimy dalej...

JAK TO JEST ŻYĆ Z BORDERLINE?
Jak gówno.


NO.

to sobie wyjaśniliśmy...

Ogólnie nie jest to prosta sprawa. W momencie kiedy jakieś 2 lata temu dostałam taką diagnozę - pomyślałam, że GORZEJ być nie może... Ale potem miałam zapalenie skóry na całe życie, więc może :) HAHAHAH.
No nieważne.

"Zuzia masz osobowość BORDERLINE, nie bój się, nie panikuj - to nie choroba.. to jakby ukształtowanie twoich myśli.. pewien kod po którym się poruszasz... nie czytaj nawet co to jest, ale ogólnie masz Bordera"

Mogłam spytać czy to może jakiś ku*wa piesek? ale nie... to nie piesek.
Border... to nie piesek.


Jak z mojej dzisiejszej nocy widzicie - jak czuję dołek to umiem zaradzić. Gorzej jak czuję górę... Nad górą nie lubię panować. Lubię górę. Uwielbiam odfruwać.
No super... czy mogłabym wyjść bardziej psychiczna w tym poście?

tak serio.. każdy za nas ma psychikę i w zasadzie W PEŁNI ZDROWYCH psychicznie ludzi nie ma... ale dużo osób ma to w dupie lub nawet brak tej kontroli nie wpływa jakoś na innych i życie.

no ze mną wiadomo...

mój brak kontroli wpływa na moje życie MOCNO.
I na tyle jestem samotnikiem, że potrafię się aż tak "odpalić"... że no np.
uzbieram sobie 1000000 widzów i będę żyć z pasji. Spoko sprawa - chyba.
Widzę zatem DUŻO plusów bordera.

Bali się ostatnio, że przez moje wnioski o byciu OPANOWANĄ i mniej impulsywną.. stanę się taka... i w sumie stałam się, bo zaczęłam uważać na słowa.
HAHA - TAKA PROSTA ZASADA - UWAŻAJ NA SŁOWA.
Dla mnie naprawdę... trudna.

No i bali się, że przestanę być taka "zuziowa"  - usłyszałam określenie.

ja na to zaczęłam się śmiać.
Kontrola nad "zuziowością"... to nie jest prosta sprawa.



SKĄD TEN MÓJ BORDERLINE,

hmmm?
- za mało uwagi rodziców jak byłam mała

ale to nie koniec, bo gdyby to był jedyny problem w moim życiu to BAJABONGO jestem w domu.
tak się akurat stało.. że w tym momencie myślę, że taki problem jak  "za mało uwagi rodziców jak byłam mała" TO JEST NIC.

NIC.

NIC.

NIC.

TO CO SIĘ MOGŁO STAĆ GORSZEGO?

Na szczęście "uważam na słowa" i nie napiszę, ale NO kilka rzeczy mogło się stać.

kilka.

kilka..

kilka...

albo taki.......

ocen...

Ocean pie*dolonych spraw, które na samą myśl sprawiają, że mięknę. Tych wspomnień które robią mi te chore akcje. Boję się panicznie tych obrazów. Nagle zakradają się do mojej głowy... te osoby, te miejsca, te słowa, te czyny, ten czas, to życie.

I tak sobie myślę... co ja tutaj jeszcze do cholery robię?
No i wtedy znajduję odpowiedź na to cholerne psychologiczne pytanie

PO CO?

No i mam po co... chyba powinnam zbierać do takiego koszyczka rzeczy "PO CO"... tylko są oczywiście momenty kiedy nagle koszyczek jest jakby niewidzialny.
moje 'po co żyję' robi się takie kruche... ale potem w myślach mam ludzi którzy mnie kochają... czyli  tylko jedną osobę...

i mamy tyle rzeczy do zrobienia
i tyle wszystkiego..  i tęsknię, bo kocham...

A dosyć oschło... miłość drugiej osoby nigdy nie jest pewna, ale z drugiej strony dopóki JA kocham... staję się nieśmiertelna... a kocham i to bardzo... i kiedy ja w to wierzę .. i kiedy walczę.. to nie ma zła. jestem najsilniejszą osobą na świecie...

tylko potem znowu po moich przejściach włącza się "hej, hej, hej... Zuzia. Uważaj.. to się powtórzy" (typowy BORDER) strach przed odrzuceniem... i jakby w związku daję już czasami to takie... 100% aż nagle tak cholernie się boję tego mojego zatracenia. boję się znowu zaufać.. boję się... i to tak cholernie się boję, że myślę "nie będę żyć w takim strachu.. więc powinnam JA to skończyć"...
a potem znowu jak już ułożę myśli...
"hej.. ale czemu On ma Ci to zrobić....? to że wszystkie osoby w twoim życiu się Tobą bawiły to nie znaczy, że On też..."

yhym...


Jak sami słyszycie. logiczne to się nie wydaje... ale miłość nie jest logiczna... i muszę przestać układać w głowię BRAMĘ... bramę do mojego szczęścia.
Muszę w końcu znowu niewinnie zaufać... ale jak zaufam.. będę taka bezbronna.... boję się. nie chcę.
Tak to już chyba wyszło.
Wiem, że nie ma limitów na zaufanie.. i ufam mu w 100%.. ale żyjemy w jakiś czasach gdzie mówisz TAK... a w każdej chwili możesz stwierdzić sobie, że "A JEDNAK NIE"... więc po ch*j to wszystko.

zawsze byłam słowna.. dlatego tak długo żyłam z ludźmi którzy mnie wykorzystywali.. miałam jakąś wizję DAŁAM SŁOWO PRZYJAŹNI, WIĘC TAK MUSI BYĆ.... i co do cholery z tym?
oni mówili sobie NIE co roku...
nadal to robią.
ludzie mają w dupie TAK i NIE... ludzie są ludźmi.
a dla mnie tak... to... tak.... i to chyba mój błąd.

 przykro mi się zrobiło...

Piszę tego posta i coraz bardziej rozumiem jak działa mój borderline.

Czyli limit zaufania jest?

ach.

Chyba podoba mi się wizja traktowania wszystkiego biologicznie.
Kiedy wchodzę w sprawy mega oschło, na zimno.
Kiedy patrzę na ludzi jak na jednostki.
Powinnam całe moje poetyckie uczucia odstawić.


Jestem jednostką.
Jestem człowiekiem... jestem kobietą. Jestem na Ziemi i tutaj żyję.
Chcę być zdrowa, aby długo żyć i chcę czerpać z tego co mi oferuje życie na Ziemi.
Chcę dbać o swoje dobro, bo jestem jedyną osobą, która kieruje mną.
To co robię... sprawia co czuję... co mam i co się dzieję.
Powinnam dbać o siebie jako, że jestem JEDYNYM żyjącym domem dla swojej duszy na tej planecie.
Powinnam dbać o ten dom i powinnam patrzeć na rzeczy jeszcze zimniej.
Romantyczna miłość to potrzeba, a nie... niezbędnik.

nie można przecież żyć dla miłości...
jestem beznadziejną romantyczką
żyję miłością, a to ona sprawiła, że jestem tak bardzo zagubiona
żyję uczuciami, a to one doprowadziły mnie do chaosu...
żyję...
i powinnam w końcu żyć czymś innym niż
uczuciem i emocjami, a to, że nie widzę sensu w rzeczach, które nie wywołują we mnie emocji to już mój problem - WODA, DIETA, RUCH  - to są prawdziwe POTRZEBY.
BO WIECZNA potrzeba kochania.. to zachcianka.

Z.

2 komentarze :

  1. Spoko jeszcze 4lata do trzydziestki a sama czuję że nie radzę sobie że sobą. Depresja? Nie wiem bo nie wybrałam się jeszcze na "diagnozę".. choć może powinnam. To, że w koło ludzie Cię zawodzą też rozumiem...ludzie bywają fałszywi i okrutni. Moja najlepsza i jedyną przyjaciółka wbiła mi ostatnio nóż w plecy twierdząc, że to mi pomoże. Ehhh...myślami Cię wspieram, trochę chyba rozumiem no i na pewno życzę aby było lepiej. Musi być.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nadrabiam twoje posty...
    ahh... czuję twoją wściekłość, ale wiem, że za tym kryje się strach i ból... mnóstwo bólu.. a wszystkiego przez to, że ktoś kiedyś dał nam za mało miłości... nie wypełnił potrzeby... i pozwolił chodzić pustym. o wiele za długo... i wydarzenia... wstrząsnęły zostawiając ranę, o którą nikt się nie zatroszczył. Zuzia w tym pokręconym świecie, jesteś jak najbardziej normalna. tylko mało kto potrafi to zrozumieć.

    OdpowiedzUsuń