OFICJALNY BLOG Zuzanny Boruckiej

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

tak typowo - agonistycznie

bardzo fajnie się czyta przy tej : muzyce
proszę włączyć
Jak opisać to, żeby nie było zbyt przekolorowane...
Jak napisać żeby zabrzmieć mądrze...
Jak ująć, żeby nie zniechęcić...
Jak nie pokazać bólu, kiedy jest tylko on?

Ja i ból znamy się od dziecka.
W dzieciństwie...
kiedy normalne dzieci dostawały lody to cieszyły się, że jedzą coś słodkiego.
Mi brakowało... posypki, czekolady, owoców... może trochę miłości i wsparcia?
Nie...
przecież mówimy tylko o lodach.


Każdy ma inne uczucia i emocje. Moje uczucie i emocje są tak z kosmosu.
"A NIE MYŚLAŁAŚ ŻEBY SIĘ ZMIENIĆ?"
"A NIE CHCESZ CZEGOŚ Z TYM ZROBIĆ?"
"A MOŻESZ TAK NIE MIEĆ?"


Jasne. Już idę po miłość, zaufanie, wsparcie, opiekę i szczęście... czyli to czego całe życie mi brakuje. To czego całe życie szukam...
Lecę kupić trochę cech, emocji i wartości.
Dziury w sercu zalepiam troską.
Dziury w ciele zalepiam odwagę i siłą.
Dziury w mózgu zalepiam opanowaniem.


Masz 18 zł i musisz przetrwać... Kupujesz wodę za 1,99, bułki za 3,54, latarkę za 10,50 zł i zapalniczkę za 1,97 zł.

Ja kupuję kawę ze Starbucksa za 18 zł,
bo nie lubię w życiu się z czymś pierdolić. CHCĘ - ROBIĘ. PRAGNĘ - BIORĘ. MAM.


Żyję marzeniami... wyobrażeniami... Jestem naiwna i nierealna.
Lubię rzeczy które nie istnieją. Marzę o...
w sumie to...

świat dał mi po ryju i już zrozumiałam, że
nie mogę marzyć
nie mogę być dzieckiem
nie mogę się śmiać
muszę się zachowywać.

Nie mogę żyć w swojej głowie.
Nie mogę wymagać od ludzi takich emocji jak ja.
Nie umiem patrzeć na świat w zwykły sposób...
w sumie to
nie umiem żyć.

ŻYCIE! DZIĘKUJĘ ZA PLASKACZ W RYJ KTÓRY MI DAJESZ! DZIĘKUJĘ ZA KILKA CENNYCH RAD CO ZMIENIĆ I JAKA BYĆ. DZIĘKUJĘ, ŻE CODZIENNIE KOPIESZ MNIE PO TWARZY I MÓWIĆ, ŻE NIGDY NIE BĘDZIE TAK JAK W MOICH MARZENIACH.

ROZUMIEM.

Naprawdę...

powoli rozumiem, że... życie to nie bajka...
że nie jestem królewną i że chmury nie są z waty cukrowej...
Ciężko mi to zrozumieć, bo
lubię odrealnione, głupie, pochopne i nieprzemyślane decyzje.
Biegać nago i krzyczeć 'penis'. Lubię śmieć się i krztusić jedzeniem.
Lubię płakać i tańczyć. I tęsknić i kochać. I umierać. I rodzić się na nowo...
Lubię żyć. Lubię te tryliony emocji, które dostarcza mi mój mózg.
Lubię to wszystko.




ale nie każdy mnie taką lubi...
i nie każdy mnie taką rozumie...





najbardziej pęka serce, że w gronie tych osób są wszyscy moi bliscy.
Nie jestem do końca sama... bo spotykam często osoby podobne.
I kocham ludzi którzy są dobrzy. W oczach widać, że są jak promyki słońca.
Śmieją się tak jak ja - po prostu.
Szczerzy, wyluzowani, prawdziwi. Normalni...

Tylko jest ich mało.

Nie lubię mieć znajomych, bo wymaga to ode mnie udawania, że kogoś lubię.
Nie lubię ludzi.
Są nudni, przeciętni, stereotypowi i poważni.
Są gburowaci, smutni i normalni...
Nudni...

Zuzanna Borucka 

wtorek, 8 sierpnia 2017

    



"

- weź szklankę.
- wziąłem i co ?
- upuść ją.
- rozbiła się, co dalej ?
- teraz ją przeproś i zobacz, czy się znowu pozbiera.

     "







Stracone zaufanie tak trudno odbudować.
Czasami myślę, że przyzwyczajanie się do czegoś dobrego jest złe, bo zaraz i tak będzie zjebanie.

Nie chce mi się już siebie zawodzić... I nie chcę zawodzić nikogo.

Pękło mi już serce i teraz...
Śmieję się, wygłupiam, chodzę na spacery, oglądam, czytam, wymyślam,
ale nic nie ma sensu.
po prostu


Z.

piątek, 4 sierpnia 2017

Konflikt międzypokoleniowy...

Oj tak.. wiem... Rodem z rozprawki z języka polskiego. "Konflikt międzypokoleniowy "
to brzmi zbyt poważnie, ale ten post w sumie będzie poważny.
Nie wiedziałam czy napisać o prywatności czy raczej o relacjach ze starszymi, ale trudno. BĘDZIE O WSZYSTKIM.
Mój mózg musi się oczyścić.

Ktoś wychowany i żyjący w innym wieku może nie rozumieć tych czasów.
Ja sama nie rozumiem właśnie tych starszych lat i szczerze... chyba mi z tym dobrze.
Coraz częściej się przekonuję, że w latach PRLu ludzie żyli tylko i wyłącznie w fałszu.
Niestety nadal w starszych osobach zostało to, aby grać, aby udawać... aby pokazać się przed innymi.

Uważam, że nasze czasy dają dużo możliwości i piękna.
Otwartości.

Zawsze nienawidziłam XXI wieku i gdzieś w moich marzeniach, aby być księżniczką na koniu z łukiem... Aby urodzić się w innej epoce. Aby po prostu ŻYĆ w innych czasach, bo tych teraz nienawidzę. Myliłam się.
Teraz jest zjebanie. trochę strasznie i conajmniej połowy rzeczy nie rozumiem, ale...

MOŻNA BYĆ SOBĄ.

Homoseksualiści szukający akceptacji.
Artyści chcący pokazać sztuką co czują.
WOLNOŚĆ która jest najważniejszą wartością.

Jesteśmy w czasach kiedy każdy MOŻE MIEĆ SWOJE 'JA'.
Żyjemy i możemy żyć po swojemu. Możemy ubierać się jak chcemy.
Nie patrzymy na swój wygląd i pochodzenie jak na wyrocznię.
Wkurwiają mnie starsze osoby, które patrzę pryzmatem pochodzenia i nazwiska.

Jeśli kiedyś było tak, że to "skąd pochodzisz" znaczy "kim jesteś"... TO CIESZĘ SIĘ, ŻE ŻYJĘ W XXI wieku.
TOLERANCJA, AKCEPTACJA, MIŁOŚĆ, WOLNOŚĆ

Dlaczego starsze osoby mają zazwyczaj tak inne spojrzenie na świat?
Dlaczego udają i wiecznie zakładają swoje perły, aby poczuć się LEPSZYM?
Czemu wyznaczają swoją wartość tym czy ktoś chodzi czy nie do kościoła?

PO CO?

Kiedy będę stara też pewnie nie zrozumiem tego co się dzieję. Już nie rozumiem niektórych rzeczy.
Ale po co tak bardzo emanować swoim niezrozumieniem do świata.

Obstawiam, że za 40 lat, gdy będę miała 61 lat...
i będzie rok 2057...
no może i będą ludzie chodzili nago po ulicy i będzie moda, aby mieć przebite metalem pół swojego mózgu, ale...

chuj mnie to

Nie interesuje mnie czy ktoś będzie miał przebity ten mózg. Jego sprawa. Nie chcę się wtrącać do czyjegoś życia. Szanuję sobie to, że ja to ja, a ty to ty.
Potrafię tolerować wszystko, bo jeśli nie nie narusza mojej strefy komfortu - PROSZĘ BARDZO.

Mam tatuaże i często słyszę od starszych, że powinnam nosić długie rękawy.
Na jakiś uroczystościach rodzina błaga, żebym założyła długi rękaw.
Serio?
Przecież to tylko TATUAŻE.
Czy moje tatuaże robią Wam krzywdę...? To, że jest to ŚREDNIO akceptowane przez SPOŁECZEŃSTWO. I mi jako kobiecie średnio wypada mieć DZIARY...\
Bo przecież kiedyś ślub, a Panna Młoda w białej sukni i tatuażach... CO JA SOBIE MYŚLĘ?

POZWÓLMY SOBIE WSZYSCY ŻYĆ.
PO PROSTU.


I tym ładnym sposobem przejdę do prywatności... bo widzę, że wielu osobom moje 'prawie' ryczenie na Snapchacie, że nie ma nikt przychodzić do mojego domku się nie spodobało.
Hmmm..
W sumie... mam świadomość jak bardzo było to żałosne.
Chwila słabości.
Zdarza się.
Jestem tylko człowiekiem, a nie marionetką Internetu jak niektórzy myślą.

Jako, że 'winny się tłumaczy'... to nie będę chyba tego rozwlekać. I tak wszyscy nie zrozumieją.
Powiem tylko tak:

W życiu waszą największą wartością jest spokój i prywatność.
Dziwnym trafem waszym zawodem jest pokazywanie trochę tej prywatności...
Pokazujecie tylko deserki, zwierzątka i tatuaże... Nikt nic o Was nie wie. (no chyba, że czyta tego bloga ;))
Żyjecie sobie z tego pokazywania słodkich rzeczy i mówienia co myślicie.
Niektóre osoby myślą, że pozwala to im (jako że znają mnie super z Internetu)
wchodzić mi na działkę i zaskakiwać w każdym momencie
siadać przede mną w restauracji jak jem i gadać
krzyczeć na mnie w sklepie, gdy kupuję masło, bo JESTEM OSOBĄ PUBLICZNĄ.
Czy będąc uwalonym, brudnym, bez makijażu...
Czy chcielibyście, aby ktoś obcy Was widział i pragnął zdjęcia z Wami....?
Czy....

Czy robiąc domek...
Domek w którym chcecie spokoju. Wydajecie całe pieniądze, aby ten jebany spokój uzyskać.
Czy gdyby ludzie robili z tego cyrk...
Jeździli co 20 minut obok domku zwalniając i gapiąc się na Was.
Pukali w szyby.
Siedzieli godzinami pod działką z karteczkami po autografy.
Łaknęli WIĘCEJ.
Podglądali.
Chcieli każdą cząstkę ciebie, prywatności... nagości... uczuć. TYCH MOCNYCH KĄSKÓW.
TYCH PLOTEK
czy chętnie przyjmowalibyście do siebie na podwórko dzieci po autograf i zdjęcie...
gdzie zaraz zrobi się zlot fanów i przyjdzie cała klasa i każdy z tego małego miasteczka będzie trąbił i buchał i przyjeżdżał...

czy...

Czy byłoby Wam z tym fajnie?



po prostu.
Byłoby?


Zuzanna Borucka


poniedziałek, 24 lipca 2017

Nie wiem gdzie jestem

TEN ROK...
TO JAKAŚ 
TOTALNA KATASTROFA.....

Styczeń wjechał tak traumatycznie i źle, że aż lepiej nie mówić...
Największy ból w moim życiu.

Luty...
przeprowadziłam się do Poznania
najgorsze urodziny w moim życiu...
najsmutniejszy miesiąc w moim życiu...

Marzec... Kłótnie! Krzyki! Gniew! Stres! Ból! Osamotnienie!

Kwiecień.
Koniec przyjaźni która trwała 8 lat. Szok. Wielkie rozłamy.
Sama. Nienawiść do siebie, mieszkania, ludzi.

Maj. ja i ty. 
Nasze problemy, kłótnie, ale i szczęście.

Czerwiec.
Rozchwiana, smutna, wiecznie zawiedziona... Szukam czegokolwiek...
gdziekolwiek.. Chcę cofnąć czas. Ból.

Lipiec.
Rozczarowania.. jedno po drugim... 
Problemy ze zdrowiem, rodzinom, życiem.
Codzienny ból... i nadzieja... na lepszy miesiąc...
...

No to minęło pół roku.
Gdyby nie moje koty, Iwona i seriale... czy ja wiem... To było najgorsze pół roku w moim życiu.
Strasznie się boję kolejnej polówki. Nie chcę jej.
Nie wiem gdzie teraz jestem.

Wchodząc do mieszkania w Poznania widzę te okropne gęby, które tutaj były.
Wchodząc do pokoju u mnie na wsi... widzę tylko wspomnienia i siebie sprzed 2 lat.
Czuję się taka pokonana przez świat.

DOBRA. Ten rok oficjalnie będzie najgorszym w moim życiu. No nie wiem czy nawet ten drewniany domek to wyrówna. 
To jest taka ilość smutku do pokonania... Masakra.

Płyta Marsów jeszcze wyjdzie... i zima!




Na szczęście jestem OPTYMISTKĄ. Ugh... 
Wiem, że to tylko nie moje miesiące i czekam kiedy minie ta zła passa. 
Przepowiadam dalszą część roku miło:


sierpień 
cudowny domek nad jeziorem. Pierwsze ogniska i urządzanie swojego kąta. 
Pierwszy roczek Lukrecji i Ryszarda. Oficjalny koniec z lekami. 
Sama ze sobą, ale dzielna i wytrwała. 
wrzesień
Spokój, cisza, koty.
październik
koniec baru - rodzice wracają <3 Liście, jesień, wieś.
listopad
Coraz zimniej. Piękne filmy i zdjęcia.
grudzień
MÓJ MIESIĄC!
styczeń
Szczęście.
W małym oszronionym, drewnianym domku z ogniem w kominku i kotami.
Czytam książkę i idę na łyżwy. Gotuję ciepły obiad i robię najlepszą herbatę w moim życiu.
Oglądam serial i w najgrubszych kocach idę na ganek. Lasy w śniegu, zamarznięte jezioro i ja.
Razem z moimi kotkami coraz starsza. Wzdycham, tęsknię i rozmyślam, ale nie cierpię. Już nie boli. Jestem spokojna i nie pamiętam tamtego roku, tamtego stycznia. 
Jestem silną kobietą i kocham swoje życie. Lubię żyć.


Zuzanna Borucka


piątek, 21 lipca 2017

Chester Bennington [*] 20.07.2017

moja ulubiona


tak mi przykro, bo
kocham od zawsze LP i miałam bardzo dużą więź emocjonalną z Chesterem.
i w sumie mieliśmy takie same problemy.

Serduszko mi pęka...

Tyle stresu, bólu... No nic. Już nic się nie cofnie. Nic nie zmienimy. Najgorsze, że każdy wiedział, a i tak nikt nic nie zrobił. Wszyscy wiedzieli... Pewnie był trudny w domu. Miał nastroje, totalne dołki.
Trzeba było z nim spać i patrzeć jak na zwierzątko. Trzymać go i nie pozwolić, żeby sobie coś zrobił.
Przecież zawsze mógł rzucić wszystko w pizdu i pojechać z kimś na wyspę i olać cały biznes.

Musiał być bardzo zdesperowany, albo bardzo spokojny na to samobójstwo.

Biedny. Zaplanował to. Chciał wydać płytę, ale nie dał rady wytrzymać presji.
Od lat był bardzo emocjonalny jeśli chodzi o jego muzykę. Zawsze był zły, gniewny i wrażliwy.

Wszystko musiało go tak boleć.


PRZYKRO MI.
Bardzo się z nim utożsamiam i współczuję ilości cierpienia...

Spoczywaj w pokoju Chester [*]

Zuzanna Borucka

wtorek, 18 lipca 2017

poniedziałek, 17 lipca 2017

Niemoc

Borderline z depresją i stanami lękowymi.
Bezsenność i problemy z sercem.
Wieczny stres, ból i myśli samobójcze.

Jestem Zuzia i...

Codziennie w nocy tracę wiarę co do życia.
Jest 2:00... śpię u Iwony. Pada deszcz.
Byłyśmy w jeziorze... w nogach jest kotek którego uratowałyśmy z kukurydzy...
Jutro buduje dom.
Dlaczego mi źle?
Leżę teraz i piszę to zamiast spać.
Bez nasennej będzie ciężko. Zero melatoniny, a za godzinę wschód.

Walczę... walczę... 
codziennie.

Może ten domek coś zmieni.
Ostatnia szansa...
Może uda się wygrać z chorobom.
Może... jest sens.

W zasadzie to powoli nie mam już siły. Te moje motywacyjne pierdoły to takie gówno. Serio nie wytrzymam tego. Wcale nie jest lepiej. Nic nie pomaga. Nie chce mi się już. Tak strasznie mnie to wszystko boli. Nic mnie nie cieszy. Koty, rodzina... przyjaciele? Co? 
Wszystkich męczę.

Jestem ciężarem i zawsze będę. Dla innych i dla siebie.
Terapia 8 lat? Naprawdę aż tak jestem skrzywdzona..... przecież.... tyle zrobiłam w życiu. Może za dużo.

Nie bójcie się.
Ten post to tylko tak dzisiaj...
Wiem, że chcecie jeszcze mnie nie długo czytać. To nawet trochę motywuje.

A gdyby juz nigdy nie było postów? 


Zuzanna Borucka