OFICJALNY BLOG Zuzanny Boruckiej

czwartek, 1 grudnia 2016

Związek polega na kompromisach, ale ile trzeba ich znieść?

Chcę, żeby był, ale
chcę też być szanowana,
nie chcę słyszeć tyle ostrych słów,
chcę być doceniana i chcę, żeby przepraszał.

Łzy jak wieczorna kąpiel. Normalne

Na każdym kroku rozczarowanie.

Czasami przestajemy się starać i nawet kupienie prezentu na Gwiazdkę jest obowiązkiem.
Czas wypala uczucia i kiedy jedna ze stron się nie stara nie ma już nic.

Nie można żyć z przyzwyczajenia.
Trzeba żyć całym sobą. Starać się i walczyć o kolejne dni.
Szczęście jest bardzo trudne, ale wystarczy po nie sięgnąć.

Mimo, że wszędzie są wspomnienia, wiem, że to dobry wybór. 
Być może kiedyś nasze drogi się zejdą albo wtedy będziemy już inni. 

wtorek, 1 listopada 2016

Chociaż tutaj...

Chociaż tutaj... poruszę ten temat. 
Nie lubię obnosić się ze swoimi problemami i temat na YouTube oraz innych moich popularnych serwisach wolę ominąć. Jednak mam tego bloga i z racji małych wyświetleń.. tutaj jest jeszcze trochę bezpiecznie. Pisanie zawsze było moją formą antydepresji. Chcę to chociaż tutaj z siebie wylać.

Przyznałam się publicznie do depresji.

Kosztowało mnie to ogromną ilość odwagi i nerwów. Dzisiaj przyszedł jakiś dziwny dzień kiedy zostałam sama w moim rodzinnym pokoju. Leżałam w tym łóżku, gdzie jeszcze kilka miesięcy temu potrafiłam leżeć i płakać całymi dniami. To przerażające, że poczułam taką bliskość z tamtymi dniami. Jakby łóżko było czymś w rodzaju wytwornika złych myśli. Spałam wtedy dzień w dzień po to, aby nie być. Sen był stanem niebycia i to podobało mi się najbardziej. Wymuszałam go, aby nie musieć czuć tego stresu, lęku i smutku. 

Cieszę się, że mam mieszkanie. Ono kojarzy mi się z lepszymi dniami. Z nadzieją. Chcę już tam wrócić i przestać czuć tutejszy powiew  nostalgii.

Z problemami depresyjnymi miałam już problemy wiele lat. W tym roku nasiliło się to z dużą liczbą zmian, smutków i problemów w moim życiu. Jednak zawsze miałam z tym problem. W maju nastąpiły duże stany lękowe. Na tyle problematyczne, że utrudniały normalne funkcjonowanie. Później niestety zaniechałam leczenie co skutkowało jeszcze większymi problemami i rozłamami w moim życiu. Straciłam przyjaciółkę i prawię przyjaciela. Każdego dnia zmagałam się ze swoją głową. 
Do tego wszystkiego musiałam tyle grać. Było przecież tyle podpisanych umów. Tyle musiałam robić i uśmiechać się. Nie chciałam Wam mówić. Przepraszam już teraz za ilość tych sztucznych, uśmiechniętych Snapów czy innych zdjęć. Nie chciałam emanować moimi problemami choć wiem, że chociażby to, że przestałam nagrywać mogło dać dużo do myślenia. Niektóre zdjęcia wrzucane przeze mnie, mogły Wam pokazywać jak się czuję. Nawet ostatni post na tym blogu dużo pokazywał. Cieszę się jednak,  że dzięki Igorowi nie zaniedbałam swoich Social mediów. 
Teraz jest tylko lepiej. Mimo, że są takie dni jak dzisiaj to uważam, że leczenie działa. I ostatnie dwa miesiące były naprawdę dobre. Nie wpadałam w moją samo destrukcję. Nagrałam kilka pozytywnych filmów i zaczęłam naprawdę odczuwać szczęście. Nawet kłótnie, problemy i gorsze dni nie były dla mnie tak toksyczne i niszczące. Przeżywałam to jak normalny człowiek. 
Jeszcze 1 września pamiętam jaka byłam zagubiona. Wszyscy odradzali mi kupno mieszkania i jak mała dziewczynka ze łzami w oczach je wynajęłam. Bałam się jak cholera. Szczerze to wcale go nie chciałam. Po 2 dniach mieszkania jeszcze bardziej płakałam i bałam się tej samotności i samodzielności. Teraz po tych kilku miesiącach stwierdzam, że było to jak kubek zimnej wody. Otrzeźwiło mnie. Dbanie o te 4 kąty i rutyna, którą wprowadziliśmy wspólnie z Igorem zadziałała. Zaczęliśmy oglądać seriale. Jeść razem obiadki. Ja zajęłam się urządzaniem, gotowaniem i roślinkami. Zaczęłam trochę wychodzić, żyć. Zapraszać do mieszkania znajomych Igora, którzy po czasie stali się również moimi znajomymi i spędziliśmy ostatnio super Halloween u mnie na wsi. Jest pięknie! Muszę w końcu poczuć tą wolność. Ostatnio kilka poważnych decyzji mnie załamało, ale wiem, że sobie poradzę. Nie chcę wracać już do tamtych dni. Było to dla mnie bardzo trudne jak i dla moich przyjaciół i rodziny. Leczenie działa i wszystko w moim planie się sprawdziło. Zbliżająca zima, mieszkanie, leki. Odzyskuję siebie.


Dzisiaj poprzeglądałam sobie kilka komentarzy, filmów, wpisów na mój temat. To okropne, że ludzie potrafią mi napisać przy wesołym filmie "ale depresjaaa XDDD" czy "Chora na depresję, hahah"
W sumie trochę mnie to zabolało, bo jak sama pisałam - przyznanie się do tego kosztowało mnie dużo sił, a zostałam wrzucona do jakiegoś worka "moda na depresję", "youtuberzy z depresją". W zasadzie to problemy psychiczne mogą dotykać każdego i skoro ludzie pracujący w Internecie są ludźmi to dlaczego nie mogliby mieć swoich problemów? 
Niestety mało jest myślących i wyrozumiałych osób. W Polsce możesz napisać "Lubię biały kolor." i ludzie z czegoś neutralnego będą się bić i przekrzykiwać jakie to oni kolory lubią.  
Zarzucanie mi kłamstwa, że jestem chora dla popularności - to jedna z głupszych rzeczy jakie ostatnio słyszałam. Po co miałabym to robić? W filmie w którym 'przerywam milczenie' tłumaczę zresztą jak bardzo mi nie zależy na popularności. 
Wydaje mi się, że wiecie jaka jestem. W ciągu 2 lat moje życie wywróciło się do góry nogami. Tyle sfer przez popularność się "upośledziło". Tyle nowych problemów. Przykre, że patrzy się na osoby z Internetu jak na jakiś bogatych dzieciaków, którzy mają problem na poziomie "jakie zdjęcie wrzucić?". Niestety nie znacie nas. Nie wiecie z czym zmagamy się na codzień. Ja nie lubię pokazywać słabości, ale byłam Wam winna wytłumaczenie tych zmian i nowej mnie. 
Mam świadomość ile uśmiechu przed Wami udawałam, ale jak się zastanowić robiłam już to bardzo długo. Pokazywanie wesołej wersji mnie w Internecie pomaga mi. Nagrywanie pozytywnych filmów pomaga mi potem patrzeć pozytywnie. Uważam, że Banshee -jako moje szczęśliwe alter ego było mi bardzo potrzebne. Jestem za tym, aby śmiać się ze światem i ze świata, a płakać samotnie w łóżku. 


Cieszę się, że w końcu napisałam tutaj ten post. Jest ulga.

Zuzanna Borucka

piątek, 20 maja 2016

Dorosła...

Z wiekiem człowiek staje się coraz silniejszy, zaradniejszy i odważniejszy. 
Minął rok od ostatniego posta. Tyle się zmieniło... Równy rok. Tyle się nauczyłam. Poznałam nowe bóle, cierpienia, zawody. Mówią, że dobrze się uczyć na błędach... Czy ja się uczę? 



Jestem nadwrażliwym psychopatą, który czuje każdą rzeczy sto razy mocniej niż powinien. Małe rzeczy potrafię mnie zmiażdżyć. Chciałabym być silna. 
Wydaje mi się, że dużo osób nie czyta tego bloga i mogę tutaj aż tak otwarcie mówić o swoich uczuciach. Choć już teraz moje życie nauczyło mnie nie ufać nikomu. (szczególnie Internetowi) 
Powinnam stawiać na siebie. Wierzyć, że mi się uda. Ale jak mogę pokładać nadzieję w powietrze. Jestem powietrzem. Tak się właśnie czuję - jak pustka. Moje życie tak pędzi, że już dawno wypadłam z tego pociągu. I momenty szczęśliwe i te smutne - nie ma mnie w nich. Tylko moje ciało uczestniczy w moim życiu. Przez ostatni miesiąc dotarło do mnie co tak naprawdę o sobie myślę i wydaje mi się, że jestem nieodpowiednią osobą w nieodpowiednim miejscu. 
Kiedy przypomnę sobie mnie z przed kilku lat. Byłam marzycielką, wizjonerką, skrytą duszą uwielbiającą swoją samotność... Teraz jestem: osobą publiczną.
Czy przeszkadza mi to, że jestem popularna? 
Z wiekiem coraz bardziej się przejmuję, uwrażliwiam i smucę.

Moje życie byłoby dla wielu idealne. Sama powinnam być bardzo zadowolona, szczęśliwa.
nie wiem jednak dlaczego tak nie jest
Zawsze byłam depresyjną osobą i może całe życie czeka mnie właśnie takie. Tak często nie potrafię niczego docenić.

Nie wiem czego chcę.

Na drugie imię mam Nadzieja... I gdzieś we mnie ona jest. Zrobię wszystko, aby być szczęśliwa i mam nadzieję, że dowiem się więcej o sobie. Z każdym dniem coraz bardziej poznaje siebie. Czasami totalnie nie rozumiem, ale chciałabym w przyszłości wszystko ułożyć.

Pewnie mam teraz gorszy czas.. taki właśnie samodestrukcyjny umysł sobie wyhodowałam.. Muszę znaleźć trochę wiary. Wychodzi nowa płyta Marsów. Powinnam czerpać z tej wieści energię.
Mam nadzieję, że kolejny post będzie wesoły... oraz nie będzie za rok.

Zuzanna Borucka
Kocham cię Zuziu






środa, 20 maja 2015

Dzieciak...

Dzieciak ze mnie... Niby 19 lat, a umiejętności życiowe (bo tak to nazwę) stoją w miejscu! Cud, że umiem wsiąść i wysiąść z pociągu. Niedługo jadę do Warszawy i znowu wieczne poplątanie: jaki hotel, jak dojechać, jak przeżyć?!?! Leżę teraz w pokoju i czuję wielki strach.. Nic nowego. Mój strach jest chyba tematem numer jeden tutaj! Boję się... całego tego życia w sumie. Jutro mam ostatnią maturę - ustny angielski. BOJĘ SIĘ! Nie czuję się na siłach. W sumie to oficjalnie koniec szkoły. Dziwne uczucie.. Jestem już dorosła. Teraz rodzice nie zrobią wszystkiego. Muszę sama działać. Muszę uczyć się samodzielności.. Niedługo być może mieszkania sama. Teraz odpowiadam za siebie. Moje życie w moich rękach.. Jaka presja.. Co robić? Co dalej? Studia, praca, mieszkanie? Już nikt mi nie pomoże.
Dzisiaj wróciłam z Wrocławia. Chcę już Igora z powrotem.. Z nim mój humor jest lepszy. W domu, kiedy jestem sama popadam w smutki. Boję się... Najbliższe 4 dni będą takie odpowiedzialne. 23 maja mijają dokładnie 4 miesiące z Igorem ;) Ciesze się!
Ta przyszłość jest taka niepewna, straszna, trudna! Jestem dzieckiem. Muszę się ogarnąć trochę. Najbliższe dwa filmy na kanale będą.. inne.. Tak bym chciała już ruszyć z nowym sezonem, bo wiem, że wtedy wpadnę w wir pracy.. Będę kręcić i będę systematyczna.. Będę coś robić - będę czuć się ważna.. coś znacząca. Teraz mam jakiś taki zastój.. blokadę. Mam doła. Nie umiem. Już sama nie wiem co chcę tworzyć. Nowy sezon potrzebuje tylu rzeczy. Musiałabym ogarnąć pokój, naprawić komputer, kupić kamerę i rekwizyty, zająć się grafiką.. Cholera.. tyle pracy. Nie wiem. : ( 
Niech w końcu spanie na mnie jakaś dziwna siła, odwaga i moc! 
Pierwszy raz nie dam P.S. :) hyhy dziwne uczucie

P.S. Żartowałam :)

Zuzanna Borucka



czwartek, 14 maja 2015

Ostatnia chwila... lęki.

Czy wy też macie często zwyczaj działania na ostatnią chwilę? Ja ostatnio zauważam u siebie ten okropny nawyk. Nadmiar czasu, ale i tak zacznę działać godzinę przed... Dlaczego? Tylko te ostatnie minuty wywołują taką adrenalinę, że chce się robić wszystko... Teraz leżę i wiem, że mam czas, ale zrobię to potem.. i potem.. To wieczne odkładanie.. Nie mam pojęcia o co w tym chodzi.
Teraz mam tyle wolnego czasu, że nie umiem sobie z nim poradzić. Wstaję jak to zawsze mam zwyczaj w wolne dni - po 14:00. Leżę całymi godzinami... W pokoju bałagan... Jutro w końcu jadę zrobić sobie nowy tatuaż. Może to mnie trochę ruszy? Mam ogólnie problem z emocjami w moim życiu.. Nic mnie nie rusza. Zawsze tak miałam... A z drugiej strony jestem baaardzo emocjonalna. Nic mnie nie rusza w tym pozytywnym sensie. Ciężko mi się cieszyć, a jak już nadejdzie taka chwila, kiedy beztrosko się śmieję, nagle przechodzi mnie dziwne uczucie "co ja robię?" Taka jestem okropnie zapobiegawcza, przewrażliwiona, panikująca, dołująca, strachliwa i "wyluzowanie" to w moim słowniku ostatni wyraz. Jasne, że są chwile kiedy myślę "olać wszystko, nic się nie liczy, jebać"... ale potem nachodzi strach! Mój przyjaciel strach to chyba od roku wieczne uczucie w moim sercu - razem z Panią Paniką. Teraz mogłabym wymienić co najmniej 15 powodów przez które się boję: 
jestem niespakowana na podróż. Jutro jadę do Torunia na tatuaż i nocuję tam. Nie mam jeszcze nic! Cud, że jestem wykąpana i nie będę jutro marnować czasu na kąpiel. Wszystko zostawiłam na ostatnią chwilę.. W pokoju mam taki bałagan, że nie wiem czy znajdę czyste majtki na drogę i czy w moim plecaku w który będę się pakować, nie będzie cuchnącej, starej kanapki ze szkoły! Jest już po 01:00... Muszę na 11:30 być totalnie gotowa co znaczy, że nie będzie dane mi się wyspać. Brak snu u mnie równa się - Zuzia zombie.. hmm. tyle, że ja spałam w dzień jakieś 5h... Chryste.. nie chcę przypominać sobie o zmarnowaniu aż tyle czasu. Zawsze idę spać w dzień.. Zarywam noce.. Rano jestem nie do życia i znowu to robię.. i nie umiem tego naprawić! Boję się czy tatuaż wyjdzie. Nie wiem nawet czy poprawnie przetłumaczyłam na nim zwrot. Hmm.. Szok, że piszę tylko moje lęki na jutro.. gdybym miała wejść na całe moje życie to musiałabym zacząć nowego posta!
Nowy sezon... oooo... aż poczułam ścisk w sercu.. Nadal nie mam tak wielu rzeczy... W sumie prawie nic! Nadal komputer świruje! Nie mogę znaleźć odpowiednich materiałów! Nie umiem rysować i oprawa graficzna to koszmar! Nie potrafię szukać i zdobywać rekwizytów. Nie wiem co z nową kamerą.. czy kupić czy nie... nie mam tylu rzeczy i boję się boję się boję się.... Kiedy ja to zrobię? Nie wiem. Byłam pewna, że po maturach tyle czasu sprawi, że zacznę działać! A ja śpię i depresuję się całodobowo! Zuzia żyj! Nie umiem poradzić sobie ze sobą. Cholera...



P.S. Zrobiłam to coś w przypływie psycho-chwili -.- 

wtorek, 12 maja 2015

I've got something!

No to zakochałam się w piosence... Totalnie mnie poraziła. Choć może bardziej teledysk do niej -koniecznie do obejrzenia - szczególnie scena w 2:36...  rozwala. Tekst dosyć prosty, ale fajny. Wszystko rozwala.. To taka piosenka, która po pierwszych 20 sekundach staje się ulubioną. Wstawiam.. Rzadko mam taką miłość od pierwszego.. usłyszenia, więc koniecznie trzeba się dzielić takim zakochaniem ^^ To proszę:

Będę zbierał serca, które łamiesz i wkładał je do słoikaKiedy będziesz miała sześćdziesiątkę, będziesz stara i beztroskaPowiedzą ci kim jesteś
Bo masz coś, czego wszyscy pragnąMam problem z tym co należy i nie należy zrobićWszystkie moje tajemnice,
 dlaczego wszyscy je znają, znają, znają
Masz coś, masz coś
Zatem masz coś, masz cośMasz coś, masz cośYeah, yeahMasz coś, masz cośMasz coś, masz coś
P.S. Kiedy będę wklejała teksty piosenek (bo mam ochotę wstawić od czasu do czasu) to pogrubione słowa to teksty, które są najcudowniejsze według mnie :)

poniedziałek, 11 maja 2015

takie takie takie

Nie pisałam równe 20 dni. Chyba dosyć słabo zaczynać coś informacją ile to się nie pisało. Nie przepraszam, bo ten blog jest mój i tylko mój! Będę tutaj pisała wtedy, kiedy uznam, że mój mózg krzyczy: "pisz! pisz! pisz!". Nie chcę postów na siłę. Nie chcę zapychania zdjęciami z wybąkanym tekstem. Chcę pisać dla siebie... Uznajmy, że to taka moja 'pomoc'. Takie upuszczenie z mózgu myśli. Czekałam, aż oglądalność bloga trochę zmaleje. Super! Im mniej tym szczerzej. Z mojej strony... z waszej odwrotnie. Nie zależy mi, aby ten blog był czymkolwiek ^^ Definitywnie chodzi też o czas, bo miałam go ostatnio mało... Teraz chyba będzie lepiej: POWINNO BYĆ!
Coraz czyściej w tym moim bałaganie Zuzi. Największe śmieci zostały posprzątane. Zamiotłam szkołę pod dywan! Maturę zdałam... no prawie... Dzisiaj mam ustną... Co trochę mnie przeraża. Wszystko zależy od wylosowanego pytania, czyli od szczęścia. 
Niestety nadal czasami odzywają się koszmary przeszłości. Dają o sobie znak.. tak, aby było ciekawiej! Często mam ochotę wyżalić się youtubowi. Zakończyć wszystkie pytania, wytłumaczyć... ale to narodzi tylko więcej pytań. Nieee.. to bardzo zły pomysł. Brak jakiejkolwiek klasy.. Poczucia, że trzeba powiedzieć "stop". Nieważne. Przygnębia mnie ta sytuacja. 
Moje plany... to zmiany... Jako numerologiczna Piątka... tak już chyba mam! W głowie pełno skrajnych decyzji. Pełno dziwnych zamysłów. Szukanie pomocy wszędzie... A może to.. może to.. Kto mnie zrozumie? tu czy tu.. To odwołać, a to nie? Boję się.. tego tak, tego nie.. STRACH! Duuuży strach. Z tych wszystkich najdziwniejszy jest ten przed powrotem do szkoły. Myśl o samych czasach, gdy musiałam siedzieć w ławce... I to uczucie. Ten lęk... Przypominam sobie.. Okropne 4 miesiące... Taka wystawiona. Gdyby nie Łukasz.. no nie wiedzę tego jakoś. Przepadłabym. No, ale grunt, że się bawili.
Chyba jedną z moich najgorszych wad jest rozpamiętywanie.



P.S. To klik tekstowo.pl/piosenka,bring_me_the_horizon,sleepwalking.html
My skin's smothering me

Zuzanna Borucka