OFICJALNY BLOG Zuzanny Boruckiej

wtorek, 12 września 2017

Cokolwiek

Mam bałagan w komputerze. Zawsze gdy montuję film - jestem tak przejęta, że wszystko co pobieram - rozwalam na pulpicie i mijają tygodnie, a ja tego nie sprzątam.
Mam bałagan w szafie. Zawsze gdy się ubieram - tak szybko szukam coś czego chcę, że nie patrzę na resztę rzeczy.
Mam bałagan w telefonie. Robiąc zdjęcie na Social Media podejmuję nawet 30 prób. Potem praktycznie jedno zdjęcie jest pomnożone. 
Mam bałagan w papierach. Tak szybko wszystko leci, że nie umiem ogarnąć kiedy jest początek i koniec miesiąca. Spóźniam się z fakturami i zapominam robić koszty. 
Mam bałagan w życiu…

Jestem tak przejęta, że nie patrzę na istotne sprawy. 
I tylko to uczucie, kiedy szukasz czegoś ważnego, a nie widzisz tego przez nadmiar plików.
Nie widzisz kogoś ważnego przez nadmiar plików.
Nie zauważasz szansy, która przechodzi obok.
Nie masz czasu na szczęście.

Jedna stresująca sprawa jest dla mnie jak domino.
Jedna sprawa i sypie się do końca.

Dziś mam taki dzień.

Nagle idziesz dworcem i zastanawiasz się czy ktoś patrzy się na tą dziurkę w rajstopach na łydce.
Czy ktoś widzi jak bardzo zmęczona jesteś. 
W sumie; jak ty się dzisiaj ubrałaś? Rano o 6 chyba to było mało przemyślane. 
Kupujesz sukienkę od jakiejś podejrzanej cyganki. Droga, ale fajny materiał.
Byle poczuć się kobieco.
Idziesz jeść cokolwiek, zamawiasz coś czego nie lubisz, cokolwiek, ściśnięte gardło, bo przy ludziach nie jesz. Cokolwiek.
Po 4 próbach nabierania ryżu z trzęsącymi rękami - wywalasz całość do kosza. Cholera! 20 zł kosztował ten jebany wegański obiad.
Kręcisz się po sklepach i myślisz co cie pocieszy. Cokolwiek.
Nawet te batoniki nie są dzisiaj smaczne.
Siedzisz godzinę w toalecie na dworcu, gdzie bezdomna myje włosy w kranie.

Można dostać okres przez stres?

Pisk w głowie. 
Wszędzie bodźce i presja.

CZEGO? Czegokolwiek.
Kumulacja
gówna.

Wszystko, nagle.. bo w kilka sukienek się nie mieściłam w sieciówkach? Bo kilka dzieci krzyczało „Banshee” i zwróciło na Ciebie uwagę 20 osób na schodach ruchomych? Bo jestem przemęczona? Bo nie jestem zadowolona ze swojego dnia w pracy? 
Bo żałuję, że żyję?

Nie wiem co to jest, ale nienawidzę tego. 
 Codziennie próbuję usunąć zbędne pliki z komputera, poukładać ubrania w szafie, usunąć serie zdjęć w telefonie, napisać maila do księgowej.
  Ale codziennie też rozważam ucieczkę w kosmos, żeby nie dusić się ludźmi.

Cokolwiek mnie niszczy, ale i cokolwiek mnie ratuje. 
Cokolwiek myślę i cokolwiek wiem… Wszystko to tylko moja zła chemia w mózgu i ciele.
Wystarczy tylko zadbać, żeby nie było „cokolwiek”, a to co chcę. 

Właśnie siedzę w pociągu, piję kawę i piszę. Wyglądam ładnie, mam piękny makijaż, pachnę.
Opieram głowę o szybę i patrzę na widoki zza okna.
Pola, lasy, jeziora.
Polska,
ładna.

Mam słuchawki i słucham playlisty „moje pocieszające smutne piosenki”
Zdejmuję soczewki brudnymi rękami, aby w końcu zamknąć oczy.
Poduszka z wizerunkiem Mercy, przykrywam się marynarką.

Słucham muzyki i śpię.

Jest już dobrze.
Przecież jutro mogę postarać się bardziej.


Zuzanna Borucka


poniedziałek, 11 września 2017

Autoreklama

autoreklama, czyli reklamowanie samego siebie

Dzisiaj spotkałam ciekawe osoby w Warsie. Tak w ogóle myślę sobie, że powinnam napisać książkę
o "Ludziach, których spotkałam w Warsie"...
Zrozumiałam jak bardzo nie potrafię mówić o sobie.
Oni byli tak bardzo nadmuchani swoimi osiągnięciami życiowymi.
Nie umiałam mówić o sobie.. mimo, że moje życie pewnie jest dla wielu mega ciekawe
Wydobyli ze mnie kim jestem, co zrobiłam, co myślę i w sumie z każdą jedną rzeczą się wstydziłam. Wręcz obrażałam przy nich siebie, aby nie wyjść na kogoś z rozdętym ego.
Tak bardzo cenię sobie skromność, ciszę i nieśmiałość w ludziach, że coraz częściej zamykam się w sobie, gdy sama mam być na "scenie".

Czuję, że ten post będzie dla mnie WYZWANIEM, ale okej... zacznijmy.
Napiszę o sobie zajebiste rzeczy... Same super superlatywy. Będę sobie słodzić jak ich mało.

Dobra.
No to zaczynamy...



Zuzanna Borucka



Żartowałam. hehe
Naprawdę chcę napisać jakieś FAJNE FAKTY O SOBIE.. Może to mi pomoże polubić siebie CZY COŚ. 
Autoreklama Zuzanny Boruckiej pisana przez Zuzannę Borucką.
TYLKO FAKTY - bez słodzenia i lukierkowych pierdów 

  • W wieku 11 lat znalazłam swoją prawdziwą pasję na całe swoje życie (filmy)
  • W 2008 roku zaczęłam wklejać filmiki do sieci i robię to do teraz.
  • W wieku 12 lat pracowałam na myjce u moich rodziców co nauczyło mnie pracowitości.
  • W wieku 15 lat byłam barmanką w restauracji moich rodziców, aby zarobić na lepszy sprzęt do kręcenia.
  • Całe liceum prowadziłam swoje programiki na YT - 3 lata chodziłam do szkoły na 8h, aby potem kręcić odcinek, montować go 8h i iść znowu do szkoły. Byłam pracoholiczką. W tygodniu wypuszczałam 4 filmy na YT. Robiłam wszystko, aby osiągnąć cel.
  • Pierwsze 100 000 widzów miałam mając 18 lat, 500 000 widzów mając 19 lat, a 1 000 000 widzów mając 21 lat.
  • W trakcie matur pojechałam na koncert mojego ulubionego zespołu, a mimo to wszystko zdałam. Nawet matmę!
  • Skończyłam Liceum Ogólnokształcące o profilu humanistyczno-historycznym.
  • W wieku 18, 19, 20 lat byłam zapraszana do telewizji, aby opowiedzieć o sobie i o tym co robię.
  • W 2015 roku (miałam 19 lat) założyłam swoją własną działalność. Firmę reklamowo- filmową.
  • Współpracuje z największymi firmami w Polsce. Robiłam reklamy ogromnym marką.
  • W wieku 20 lat wystąpiłam w swojej własnej reklamie telewizyjnej. Były to dwie reklamy Plusha. 
  • Zagrałam małą rolę w filmie Szkoła uwodzenia Czesława M., który był wyświetlany w kinach w całej Polsce.
  • Miałam bardzo dotkliwą depresję, trwającą rok w trakcie której mimo wszystko: pracowałam, walczyłam, chodziłam na eventy i występowałam w odcinkach. Nazywam ten czas Łzami okruszonymi w uśmiech.
  • We wrześniu 2016 roku pierwszy raz wynajęłam mieszkanie we Wrocławiu. Mimo, że miałam 20 lat to bardzo bałam się odpowiedzialności. Po pół roku uciekłam z Wrocławia.
  • W lutym 2017 roku KUPIŁAM swoje pierwsze, własne mieszkanie w Poznaniu.
  • W lipcu 2017 roku kupiłam działkę nad jeziorem i wybudowałam na niej mały, norweski domek.
  • Wyszłam z depresji i mimo, że rok brałam antydepresanty i nasenne już nie potrzebuję tego. Sama śpię i żyję - bez leków.
  • Od 18 roku życia pracuję w Warszawie mimo, że w niej nie mieszkam.
  • Mam 3 koty na całe życie, które bardzo kocham: Lukrecja, Ryszard i Amelia- każdy inny.
  • Zwiedziłam większość krajów w Europie. Przepłynęłam statkiem Morze Śródziemne i Morze Tyrreńskie. 


    To było ciężkie 5 intensywnych lat. Dużo osiągnęłam w czymś o czym naprawdę marzyłam.
    Tak sobie myślę... Przecież mogłabym na tym stanąć... Mogłabym stwierdzić - sukces osiągnięty i koniec. 
    Tylko.. to jest dopiero pierwszy krok, który pozwoli mi do końca osiągnąć to co chcę.
    A marzę już być w kolejnym etapie mojego życia.
    Mam tyle dróg. tyle rzeczy chcę! 

    A przecież... mogę zrobić wszystko. Jak mnie Jared uczy:

    "Jeśli masz dosyć odwagi, żeby marzyć, wszystko jest możliwe!" 

    Usłyszałam to w odpowiednim wieku mojego życia i stało się moim ulubionym cytatem.
    10 lat później zrobiłam wszystko co wtedy zaplanowałam. 
    Jestem ambitna, pracowita, silna i wiem czego chcę.
    Chyba powinnam częściej sobie to przypominać. 



    Zuzanna Borucka


    niedziela, 20 sierpnia 2017

    koc od mamy


    Ten post sprawi, że będziecie czuć się trochę nadzy, bo chcę napisać szczery tekst.
    Przepraszam jeśli Was zawstydzę. Idealna piosenka do czytania:
    LINK



    Chcę do mamy.
    Najbardziej lamusiarski tekst, co nie?

    Wzięłam jej koc na podróż, bo chcę żeby ktoś mnie przytulał.
    I kiedy pływam sama w basenie chcę żeby ktoś trzymał mnie za rękę.
    Tak bardzo tęsknię za domem.

    Wiem... to tylko 2 dni. Minęły 2 dni.

    Ale tak bardzo było przerażająco.
    Tak dużo rzeczy i nowych sytuacji... Tyle stresu, napięcia i rozczarowania.
    Tyle rozczarowania...

    Kiedy pływam sama w basenie...
    Kiedy nie ma nikogo.
    Chce już spać. W ciepłej kołdrze obok mamy.
    Nie lubię tego świata.
    Boję się go.

    Nie jestem dorosła.

    Udaję odważną i dzielną, bo tak mnie mama nauczyła.
    Zaciskam pięści i idę do przodu.
    Kiedy jest źle nawet już nie płaczę.

    Nie jestem kimś kto zasługuje na kwiatka.
    nie jestem kimś kto zasługuje na cokolwiek
    Nie jestem wyjątkowa.

    Chcę już tylko leżeć i płakać przy mamie...
    Mówić, że nie chce iść jutro do szkoły, bo nikt mnie nie lubi.
    Chcę jeść razem obiad i mówić o swoim życiu. Nawet kiedy mnie nie słuchasz i gotujesz.
    Kocham Cię

    Te miasta są takie duże... I takie trudne mają tutaj drogi.
    Jest tyle strasznych ludzi, których się boję.
    Tyle problemów i dorosłości.
    Tyle razy muszę być dzielna.

    Jutro poniedziałek.
    Bardzo stresujący dla mnie dzień. Zawsze na nagraniach muszę dawać z siebie wszystko.
    Muszę tak bardzo udawać... szczęście.

    bo nie jestem szczęśliwa

    Ale wierzę, że w życiu czeka mnie coś dobrego.
    I teraz to takie żarty.

    Że to minie... Że przyjdzie zima i zamrozi mi serce.
    Widzę w sobie dużą poprawę. Kiedyś bym chciała się zabić...
    Dzisiaj nawet nie płaczę. Ból i rozczarowanie stały się tak oklepane.

    Znowu ktoś mnie nie lubi? Znowu jestem żenująca w towarzystwie?
    Znowu nie dostałam kwiatka? Znowu jestem sama...

    Nie macie w zanadrzu czegoś mocniejszego?
    Jakiś porządny kataklizm, żeby mnie rozjebało...

    Teraz już nie płaczę... i teraz już nie umieram. Teraz idę do przodu jak mnie mama uczyła.
    Idę do góry. Silna, odważna i uśmiechnięta.
    Urządzę sama ten domek!
    Sama wezmę ten jebany młotek.
    Sama też potrafię.

    Ja, koty, poranek, kawa,
    zima...
    Mój drewniany domek, wschód słońca...
    Ja, sama...
    Patrzę na jezioro i jest mi już dobrze.
    Już jestem bezpieczna.
    Mam własny koc - nie ten od mamy.
    Swój własny koc.
    Sama go uszyłam. Bo umiem szyć. Umiem też budować i rzeźbić w drewnie.

    Tylko ja i koty.

    Nostalgia i pustka minęły..
    Żyję zdjęciami, filmami, muzyką, sztuką, miłością.


    Jestem sobie... Po prostu jestem.




    Powoli.


    Zuzanna Borucka






    poniedziałek, 14 sierpnia 2017

    tak typowo - agonistycznie

    bardzo fajnie się czyta przy tej : muzyce
    proszę włączyć
    Jak opisać to, żeby nie było zbyt przekolorowane...
    Jak napisać żeby zabrzmieć mądrze...
    Jak ująć, żeby nie zniechęcić...
    Jak nie pokazać bólu, kiedy jest tylko on?

    Ja i ból znamy się od dziecka.
    W dzieciństwie...
    kiedy normalne dzieci dostawały lody to cieszyły się, że jedzą coś słodkiego.
    Mi brakowało... posypki, czekolady, owoców... może trochę miłości i wsparcia?
    Nie...
    przecież mówimy tylko o lodach.


    Każdy ma inne uczucia i emocje. Moje uczucie i emocje są tak z kosmosu.
    "A NIE MYŚLAŁAŚ ŻEBY SIĘ ZMIENIĆ?"
    "A NIE CHCESZ CZEGOŚ Z TYM ZROBIĆ?"
    "A MOŻESZ TAK NIE MIEĆ?"


    Jasne. Już idę po miłość, zaufanie, wsparcie, opiekę i szczęście... czyli to czego całe życie mi brakuje. To czego całe życie szukam...
    Lecę kupić trochę cech, emocji i wartości.
    Dziury w sercu zalepiam troską.
    Dziury w ciele zalepiam odwagę i siłą.
    Dziury w mózgu zalepiam opanowaniem.


    Masz 18 zł i musisz przetrwać... Kupujesz wodę za 1,99, bułki za 3,54, latarkę za 10,50 zł i zapalniczkę za 1,97 zł.

    Ja kupuję kawę ze Starbucksa za 18 zł,
    bo nie lubię w życiu się z czymś pierdolić. CHCĘ - ROBIĘ. PRAGNĘ - BIORĘ. MAM.


    Żyję marzeniami... wyobrażeniami... Jestem naiwna i nierealna.
    Lubię rzeczy które nie istnieją. Marzę o...
    w sumie to...

    świat dał mi po ryju i już zrozumiałam, że
    nie mogę marzyć
    nie mogę być dzieckiem
    nie mogę się śmiać
    muszę się zachowywać.

    Nie mogę żyć w swojej głowie.
    Nie mogę wymagać od ludzi takich emocji jak ja.
    Nie umiem patrzeć na świat w zwykły sposób...
    w sumie to
    nie umiem żyć.

    ŻYCIE! DZIĘKUJĘ ZA PLASKACZ W RYJ KTÓRY MI DAJESZ! DZIĘKUJĘ ZA KILKA CENNYCH RAD CO ZMIENIĆ I JAKA BYĆ. DZIĘKUJĘ, ŻE CODZIENNIE KOPIESZ MNIE PO TWARZY I MÓWIĆ, ŻE NIGDY NIE BĘDZIE TAK JAK W MOICH MARZENIACH.

    ROZUMIEM.

    Naprawdę...

    powoli rozumiem, że... życie to nie bajka...
    że nie jestem królewną i że chmury nie są z waty cukrowej...
    Ciężko mi to zrozumieć, bo
    lubię odrealnione, głupie, pochopne i nieprzemyślane decyzje.
    Biegać nago i krzyczeć 'penis'. Lubię śmieć się i krztusić jedzeniem.
    Lubię płakać i tańczyć. I tęsknić i kochać. I umierać. I rodzić się na nowo...
    Lubię żyć. Lubię te tryliony emocji, które dostarcza mi mój mózg.
    Lubię to wszystko.




    ale nie każdy mnie taką lubi...
    i nie każdy mnie taką rozumie...





    najbardziej pęka serce, że w gronie tych osób są wszyscy moi bliscy.
    Nie jestem do końca sama... bo spotykam często osoby podobne.
    I kocham ludzi którzy są dobrzy. W oczach widać, że są jak promyki słońca.
    Śmieją się tak jak ja - po prostu.
    Szczerzy, wyluzowani, prawdziwi. Normalni...

    Tylko jest ich mało.

    Nie lubię mieć znajomych, bo wymaga to ode mnie udawania, że kogoś lubię.
    Nie lubię ludzi.
    Są nudni, przeciętni, stereotypowi i poważni.
    Są gburowaci, smutni i normalni...
    Nudni...

    Zuzanna Borucka 

    wtorek, 8 sierpnia 2017

        



    "

    - weź szklankę.
    - wziąłem i co ?
    - upuść ją.
    - rozbiła się, co dalej ?
    - teraz ją przeproś i zobacz, czy się znowu pozbiera.

         "







    Stracone zaufanie tak trudno odbudować.
    Czasami myślę, że przyzwyczajanie się do czegoś dobrego jest złe, bo zaraz i tak będzie zjebanie.

    Nie chce mi się już siebie zawodzić... I nie chcę zawodzić nikogo.

    Pękło mi już serce i teraz...
    Śmieję się, wygłupiam, chodzę na spacery, oglądam, czytam, wymyślam,
    ale nic nie ma sensu.
    po prostu


    Z.

    piątek, 4 sierpnia 2017

    Konflikt międzypokoleniowy...

    Oj tak.. wiem... Rodem z rozprawki z języka polskiego. "Konflikt międzypokoleniowy "
    to brzmi zbyt poważnie, ale ten post w sumie będzie poważny.
    Nie wiedziałam czy napisać o prywatności czy raczej o relacjach ze starszymi, ale trudno. BĘDZIE O WSZYSTKIM.
    Mój mózg musi się oczyścić.

    Ktoś wychowany i żyjący w innym wieku może nie rozumieć tych czasów.
    Ja sama nie rozumiem właśnie tych starszych lat i szczerze... chyba mi z tym dobrze.
    Coraz częściej się przekonuję, że w latach PRLu ludzie żyli tylko i wyłącznie w fałszu.
    Niestety nadal w starszych osobach zostało to, aby grać, aby udawać... aby pokazać się przed innymi.

    Uważam, że nasze czasy dają dużo możliwości i piękna.
    Otwartości.

    Zawsze nienawidziłam XXI wieku i gdzieś w moich marzeniach, aby być księżniczką na koniu z łukiem... Aby urodzić się w innej epoce. Aby po prostu ŻYĆ w innych czasach, bo tych teraz nienawidzę. Myliłam się.
    Teraz jest zjebanie. trochę strasznie i conajmniej połowy rzeczy nie rozumiem, ale...

    MOŻNA BYĆ SOBĄ.

    Homoseksualiści szukający akceptacji.
    Artyści chcący pokazać sztuką co czują.
    WOLNOŚĆ która jest najważniejszą wartością.

    Jesteśmy w czasach kiedy każdy MOŻE MIEĆ SWOJE 'JA'.
    Żyjemy i możemy żyć po swojemu. Możemy ubierać się jak chcemy.
    Nie patrzymy na swój wygląd i pochodzenie jak na wyrocznię.
    Wkurwiają mnie starsze osoby, które patrzę pryzmatem pochodzenia i nazwiska.

    Jeśli kiedyś było tak, że to "skąd pochodzisz" znaczy "kim jesteś"... TO CIESZĘ SIĘ, ŻE ŻYJĘ W XXI wieku.
    TOLERANCJA, AKCEPTACJA, MIŁOŚĆ, WOLNOŚĆ

    Dlaczego starsze osoby mają zazwyczaj tak inne spojrzenie na świat?
    Dlaczego udają i wiecznie zakładają swoje perły, aby poczuć się LEPSZYM?
    Czemu wyznaczają swoją wartość tym czy ktoś chodzi czy nie do kościoła?

    PO CO?

    Kiedy będę stara też pewnie nie zrozumiem tego co się dzieję. Już nie rozumiem niektórych rzeczy.
    Ale po co tak bardzo emanować swoim niezrozumieniem do świata.

    Obstawiam, że za 40 lat, gdy będę miała 61 lat...
    i będzie rok 2057...
    no może i będą ludzie chodzili nago po ulicy i będzie moda, aby mieć przebite metalem pół swojego mózgu, ale...

    chuj mnie to

    Nie interesuje mnie czy ktoś będzie miał przebity ten mózg. Jego sprawa. Nie chcę się wtrącać do czyjegoś życia. Szanuję sobie to, że ja to ja, a ty to ty.
    Potrafię tolerować wszystko, bo jeśli nie nie narusza mojej strefy komfortu - PROSZĘ BARDZO.

    Mam tatuaże i często słyszę od starszych, że powinnam nosić długie rękawy.
    Na jakiś uroczystościach rodzina błaga, żebym założyła długi rękaw.
    Serio?
    Przecież to tylko TATUAŻE.
    Czy moje tatuaże robią Wam krzywdę...? To, że jest to ŚREDNIO akceptowane przez SPOŁECZEŃSTWO. I mi jako kobiecie średnio wypada mieć DZIARY...\
    Bo przecież kiedyś ślub, a Panna Młoda w białej sukni i tatuażach... CO JA SOBIE MYŚLĘ?

    POZWÓLMY SOBIE WSZYSCY ŻYĆ.
    PO PROSTU.


    I tym ładnym sposobem przejdę do prywatności... bo widzę, że wielu osobom moje 'prawie' ryczenie na Snapchacie, że nie ma nikt przychodzić do mojego domku się nie spodobało.
    Hmmm..
    W sumie... mam świadomość jak bardzo było to żałosne.
    Chwila słabości.
    Zdarza się.
    Jestem tylko człowiekiem, a nie marionetką Internetu jak niektórzy myślą.

    Jako, że 'winny się tłumaczy'... to nie będę chyba tego rozwlekać. I tak wszyscy nie zrozumieją.
    Powiem tylko tak:

    W życiu waszą największą wartością jest spokój i prywatność.
    Dziwnym trafem waszym zawodem jest pokazywanie trochę tej prywatności...
    Pokazujecie tylko deserki, zwierzątka i tatuaże... Nikt nic o Was nie wie. (no chyba, że czyta tego bloga ;))
    Żyjecie sobie z tego pokazywania słodkich rzeczy i mówienia co myślicie.
    Niektóre osoby myślą, że pozwala to im (jako że znają mnie super z Internetu)
    wchodzić mi na działkę i zaskakiwać w każdym momencie
    siadać przede mną w restauracji jak jem i gadać
    krzyczeć na mnie w sklepie, gdy kupuję masło, bo JESTEM OSOBĄ PUBLICZNĄ.
    Czy będąc uwalonym, brudnym, bez makijażu...
    Czy chcielibyście, aby ktoś obcy Was widział i pragnął zdjęcia z Wami....?
    Czy....

    Czy robiąc domek...
    Domek w którym chcecie spokoju. Wydajecie całe pieniądze, aby ten jebany spokój uzyskać.
    Czy gdyby ludzie robili z tego cyrk...
    Jeździli co 20 minut obok domku zwalniając i gapiąc się na Was.
    Pukali w szyby.
    Siedzieli godzinami pod działką z karteczkami po autografy.
    Łaknęli WIĘCEJ.
    Podglądali.
    Chcieli każdą cząstkę ciebie, prywatności... nagości... uczuć. TYCH MOCNYCH KĄSKÓW.
    TYCH PLOTEK
    czy chętnie przyjmowalibyście do siebie na podwórko dzieci po autograf i zdjęcie...
    gdzie zaraz zrobi się zlot fanów i przyjdzie cała klasa i każdy z tego małego miasteczka będzie trąbił i buchał i przyjeżdżał...

    czy...

    Czy byłoby Wam z tym fajnie?



    po prostu.
    Byłoby?


    Zuzanna Borucka


    poniedziałek, 24 lipca 2017

    Nie wiem gdzie jestem

    TEN ROK...
    TO JAKAŚ 
    TOTALNA KATASTROFA.....

    Styczeń wjechał tak traumatycznie i źle, że aż lepiej nie mówić...
    Największy ból w moim życiu.

    Luty...
    przeprowadziłam się do Poznania
    najgorsze urodziny w moim życiu...
    najsmutniejszy miesiąc w moim życiu...

    Marzec... Kłótnie! Krzyki! Gniew! Stres! Ból! Osamotnienie!

    Kwiecień.
    Koniec przyjaźni która trwała 8 lat. Szok. Wielkie rozłamy.
    Sama. Nienawiść do siebie, mieszkania, ludzi.

    Maj. ja i ty. 
    Nasze problemy, kłótnie, ale i szczęście.

    Czerwiec.
    Rozchwiana, smutna, wiecznie zawiedziona... Szukam czegokolwiek...
    gdziekolwiek.. Chcę cofnąć czas. Ból.

    Lipiec.
    Rozczarowania.. jedno po drugim... 
    Problemy ze zdrowiem, rodzinom, życiem.
    Codzienny ból... i nadzieja... na lepszy miesiąc...
    ...

    No to minęło pół roku.
    Gdyby nie moje koty, Iwona i seriale... czy ja wiem... To było najgorsze pół roku w moim życiu.
    Strasznie się boję kolejnej polówki. Nie chcę jej.
    Nie wiem gdzie teraz jestem.

    Wchodząc do mieszkania w Poznania widzę te okropne gęby, które tutaj były.
    Wchodząc do pokoju u mnie na wsi... widzę tylko wspomnienia i siebie sprzed 2 lat.
    Czuję się taka pokonana przez świat.

    DOBRA. Ten rok oficjalnie będzie najgorszym w moim życiu. No nie wiem czy nawet ten drewniany domek to wyrówna. 
    To jest taka ilość smutku do pokonania... Masakra.

    Płyta Marsów jeszcze wyjdzie... i zima!




    Na szczęście jestem OPTYMISTKĄ. Ugh... 
    Wiem, że to tylko nie moje miesiące i czekam kiedy minie ta zła passa. 
    Przepowiadam dalszą część roku miło:


    sierpień 
    cudowny domek nad jeziorem. Pierwsze ogniska i urządzanie swojego kąta. 
    Pierwszy roczek Lukrecji i Ryszarda. Oficjalny koniec z lekami. 
    Sama ze sobą, ale dzielna i wytrwała. 
    wrzesień
    Spokój, cisza, koty.
    październik
    koniec baru - rodzice wracają <3 Liście, jesień, wieś.
    listopad
    Coraz zimniej. Piękne filmy i zdjęcia.
    grudzień
    MÓJ MIESIĄC!
    styczeń
    Szczęście.
    W małym oszronionym, drewnianym domku z ogniem w kominku i kotami.
    Czytam książkę i idę na łyżwy. Gotuję ciepły obiad i robię najlepszą herbatę w moim życiu.
    Oglądam serial i w najgrubszych kocach idę na ganek. Lasy w śniegu, zamarznięte jezioro i ja.
    Razem z moimi kotkami coraz starsza. Wzdycham, tęsknię i rozmyślam, ale nie cierpię. Już nie boli. Jestem spokojna i nie pamiętam tamtego roku, tamtego stycznia. 
    Jestem silną kobietą i kocham swoje życie. Lubię żyć.


    Zuzanna Borucka