OFICJALNY BLOG Zuzanny Boruckiej

poniedziałek, 16 marca 2020

mózg i ciało migdałowate

"Ciało migdałowate jest pedałem gazu dla emocji, natomiast grzbietowo-boczna kora przedczołowa to hamulec. Najnowsze badanie sugeruje, że mózg osób z osobowością borderline wciąż naciska pedał gazu, ale nie potrafi skutecznie wcisnąć hamulca”.

Co ciekawe, różnice w aktywności tych części mózgu stwierdzono jedynie u pacjentów z osobowością borderline, którzy nie zażywali leków psychotropowych.

Zdaniem autorów pracy potwierdza ona teorię, że osobowość borderline jest efektem zaburzeń w procesie przetwarzania i regulowania emocji. Metody leczenia (farmakologiczne lub psychoterapeutyczne), które pozwolą zmniejszyć aktywność ciała migdałowatego, mogą pomóc dostroić reakcje emocjonalne u osób z borderline do realnych bodźców i złagodzić uciążliwe objawy, z którymi pacjenci ci zmagają się na co dzień."







...
so zapisać gdzieś chciałam.

PS potwierdzam

Z.

środa, 11 marca 2020

w nocy czuję się bezpieczniej

w nocy czuję się bezpieczniej 
myśl nad tym, że już powinnam spać usprawiedliwia wszystko
'nic nie muszę'
jestem w łóżku? - a no tak ! - bo jest noc
od tygodni czekam do 6 nad ranem aby nie wstawać wraz ze słońcem
i dziwiąc wasze poczucie dziwności; to nie pierwszy raz taki tryb
sobie obrałam
widząc właśnie 03:29 nie myślę "ale późno"
raczej w głowie mam - oby tylko słońce za sekundę nie wzeszło
czasami bywało, że taki tryb stawał się upiorny i wracałam do 'żywych'
miałam wtedy poczucie, że słońce jest mi potrzebne 
obecnie
nie zależy mi na przestawieniu,
tak szczerze.
 wstawać jak zachodzi słońce i budzić się gdy wschodzi
.
jak bardzo cudaczenie, niekonwencjonalnie, zaskakująco to brzmi?

lubię nie pisać dużych liter, bo żadna nie ma większego znaczenia



czy mogłabym się jakoś usprawiedliwić? czy mi się chcę? czy szukanie problemu w miejscu, czasie i porze roku ma sens? czy tak naprawdę z wiosną sobie rozkwitnę? zazwyczaj tak było... odrobina nadziei i nagle czułam sens.. czy nazwałabym to depresją? pewnie mocno depresyjnie to brzmi, ale czy faktycznie tak bym to opisała?... chyba z tak wieloma latami gór i dołów... jakoś tak nie chcę się tego nazywać poważnie "depresja". czy było gorzej? tak. myślę, że jest niepokojąco stabilnie źle


co mnie tak naprawdę trzyma w tym łóżku i co mnie zachęca do egzystowania w nocy?
brak sensu
z tych pozytywnych rzeczy jest to chęć zrozumienia co się dzieję
wewnętrzna walka
o to, aby w tej błogiej ciszy
kiedy wszyscy śpią
koty, ptaki, ludzie na osiedlu
znajomi i przyjaciele
więc siedzę i rozkminiam
/ co jest / co było / co będzie / czego chcę / co czuję / co potrzebuję / jak naprawić

z tych negatywnych
siedzę tak sobie i zagłuszam ból

i nie taki normalny ból... 
poczułam właśnie, że to słowo tak bardzo opisało coś i.. 
mogłabym napisać osobny wiersz o podskórnym cierpieniu chcącym rozerwać klatkę piersiową
ale
oszczędzę Wam.. bólu.

bo
Emocje 
to tylko forma
im ciszej je puścisz

tym mniej ich jest
niestety działa to w dwie strony
wyciszanie bólu wycisza też radość

i jestem taka wyliniała


chcąc zakończyć p o z y t y w n i e 
ten tekst
bo tak przecież
trzeba


w głowie nie ma wcale bajki
mojej głupiej rymowanki
ciągle szukam błędu tego
co narobił tyle złego



Z.






czwartek, 27 lutego 2020

życiowe drogi

Mieszkanie w mieście czy dom na wsi.
Próbuję przypasować swój charakter życia i swoje potrzeby.
Gdzie izolacja będzie lepsza? haha
Trochę mam wrażenie, że ludzie naprawdę zamykają się na niektóre miesiące w domach i po prostu nie wychodzą. Pociesza mnie to, bo moje zachowanie wydaje mi się normalniejsze.
Więc skoro zazwyczaj ta egzystencja będzie wyglądała na 90% w domu, a z pracą 60% w domu.
Straszne trochę, że świat jest podzielony, ale no nie ma opcji żeby nagle te granice zmienić.
Ludzie są dla siebie obcy i nigdy nie będzie inaczej.
Każdy dąży do swoich zamkniętych, hermetycznych kątów gdzie będzie oddychał.
Ostatnie miesiące długo myślałam jaka jestem i czy mogłabym żyć w mieście...
czy mogłabym podróżować kamperem...

I w sumie ostatnio podejmuję duże, życiowe kroki.

...
Przeczytałam kilka moich postów z czasów liceum i nie tylko...
Szczerze to... Jestem na tyle wyciszona, że ilość emocji, przekleństw i żalu była za duża.
Poczułam po moich postach... Co jest? Czy ktoś specjalnie mnie tak zaprojektował? Dlaczego zawsze to wszystko było jakby podkręcone?
Ciężko mi z tymi emocjami.
Od zawsze...
Nie będę opisywała jak to jest mimo, że jakaś głupkowata metafora ciśnie się na usta.

Chciałabym w tym poście po jakże wielkiej przerwie... Pomóc sobie w wyborze drogi życiowej.
Obecnie pomysł dom.
Ja na tak (ale sobie ufać nie mogę haha)
Rodzina bardzo tak.
Psycholog... Raczej nie. Jutro terapia i słyszałam na niej często, że ważna jest próba zrobienia granicy między mną a rodzicami.
4 lata próbowałam ułożyć swoje życie daleko...
Co roku tak samo tęsknię.
Czuję, że nie ma sensu budować czegokolwiek co nie jest do końca.
Interesują mnie ostatnio STAŁE RELACJE.
HAHA na grupowej terapii to zawsze słyszałam... Że jestem niezdolna do tego.
Być może ze związkami tak mam, ale nie z moimi miejscami, wspomnieniami, jeziorem, lasem, piwnicą.
Cenię sobie to, że tak długo mnie nie było.. 4 lata...a ja ciągle chcę tam wrócić.
Kupno drewnianego domku to była pierwsza próba. Jakaś nieudana, desperacja próba dobijania się do swoich korzeni. Niespodzianka. Ja i ta zadupiasta wioska mamy taką więź. Hej? Miałam się uczyć więzi.. i to jest kurwa więź.
Dobra... bo piszę jak nastolatka.

Tak szczerze to... Jaka ja głupia byłam, że w ogóle wyfrunęłam... Chyba tylko po to, żeby przekonać się, że miasta nie są dla mnie i, że potrzebuję domu, zieleni, spokoju.

Swoje korzenie... To pięknie brzmi...
Tam są moje korzenie...
Nie myślałam, że kiedykolwiek będzie mnie stać na taki lokalny patriotyzm.

Chcę żeby ta kuchnia, łazienka, sypialnia... Żeby to było takie już stałe... Takie żeby za 10 lat  nie tylko pomyśleć, że to mój dom... Ale i o to, żeby poczuć TO MÓJ DOM. 

Chyba jestem jednak przekonana. To się jakby wie... I nie obchodzi mnie, że niby miasto daje rozwój i możliwości. Mi ta natura daje rozwój i możliwości... A szczególnie daje mi coś czego właśnie nie każdy do końca potrafi zrozumieć. To uczucie bezpieczeństwa i poczucia ... "Jestem w domu."

W końcu nie będę bezdomnym duszkiem.

Jestem gotowa.

Zuzanna Borucka


czwartek, 5 września 2019

Ja też jestem winna.

Długo nie pisałam, bo dostałam pewnego rodzaju.. wyzwanie, aby nie pisać tylko smutnych postów.

Może piosenka do której piszę?

RY X - Only (Official Video)

https://open.spotify.com/track/1hrar0wbUsvgSUpUXR5Wq0?si=ckXSdXHhR-mT8RTFwr5r2g



dzisiaj mam...
chyba najgorszy dla mnie post...
ten taki...
szczery...
z przyznaniem się do winy

ale też taki...

trochę wyzwalający...
potrzebny...


moja playlista powiększa się o smutne piosenki,
ja sama...
coraz bardziej ...
jesienna,
ale dzisiaj totalnie nie o smutku.
dzisiaj...

o tym, że..

to nie tak, 
że
oskarżam wszystkich
widzę tylko winy...
rozliczam tylko krzywdy...
o tak...
bardzo często lubię sobie przypomnieć
jak ktoś wbił mi ten nóż w plecy
czasami nawet przesadnie rozpływam się w tym...
jak ktoś w ogóle mógł się tak zachować...
i jak nieczuły jest świat 
i ludzie...
ale



dzisiaj
chyba i pierwszy raz...
powiem, że...




Wiem, że czasami ludzi nie rozumiem,
czasami uczucia innych są dla mnie 
nieistotne
czasami egoistycznie 
przez grubą warstwę moich przeżyć...
nawet nie dopuszczam nowych smutków

czy jest mi przykro?

ostatnio
często 
widzę 
że 
różnego rodzaju smutki i tragedie
to dla mnie...
nic.


pustka


czy widzę winę w tym, że na moich 
20 urodzinach 
było 
7 osób
a teraz
jakby...
nie znam nikogo z nich...

co przez te 3 lata?


On dorósł
Ona się obraziła
On poszedł za nią
Ona została odrzucona
On mnie zostawił
On poszedł za nim
On odszedł


Wszyscy jakby...
zniknęli

Pamiętam jak z nimi
wszystkimi
się bawiłam...
Ceniłam sobie ich towarzystwo, ale
chyba już wtedy robiłam z tego jakąś taką
misje z dzieciństwa
"impreza z grupką znajomych"
a nie ja i moja przyjaciółka same...

chyba na siłę..
i pewnie trochę pod publikę...
zrobiłam jakaś
ekipę...
tak naprawdę...



Miałam 8 lat i pomyślałam, że życie jest monotonne. Już wtedy przeżyłam dużo traum. Miałam ogromne poczucie żalu, strachu, nienawiści do siebie, destrukcji.
W tym wszystkim była wyobraźnia, pasja, miłość.. i pozytywne emocje tak silne jak te negatywne...
ale dziewczyna w wieku 8 lat... poczuła patrząc na wodę, że Bóg w sumie może istnieć, ale może i nie... i postanawiając w wieku 8 lat być najlepszym człowiekiem, bo Bóg tak chcę... szukając jakiejś odpowiedzi.. Jakiś znaków świata, kodu..  czegoś co pozwoli mi żyć.. Instrukcji do życia.
Mając 8 lat... będąc sama. Zawsze sama. Były momenty krótkich przyjaźni, ale...
ilość momentów kiedy...

sama


sama bawię się lalkami
sama jeżdżę na rolkach
sama jeżdżę na lodzie
sama idę na sanki
sama idę pływać
sama gram w gry
sama chodzę po lesie
sama chodzę po polach
sama jem
sama jeżdżę
sama rysuję
sama układam puzzle
sama czytam
sama oglądam...


to 80% mojego rozwoju



bo wiadomo.. że ten rozwój w dzieciństwie
to wychowanie... to ważna sprawa


a teraz....

no jakbym była maszyną
i jakby ktoś mnie stworzył...

to...

jestem...
okropnie...

jak 8 letnia dziewczynka, 
która
i tak będzie
sama.










___________

już tak zakończyłam, ale czuję niedosyt.


No to jako, że byłam tą samotną dziewczynką to powiem jeszcze, że...
byłam też tą okropną dziewczynką,
która miała przyjaciółki na 2 miesiące..
nawet krócej
bo stwierdzała, że skoro nie chcą w wieku 8 lat rozmawiać o Bogu..
to są mega dziwne i nudne i nie chcę mieć z nimi kontaktu.
odrzucałam ludzi jak piosenki,
kiedy szukam tej idealnej

i tak naprawdę nie spędzałam długo z nikim czasu, a
samotność sobie wybierałam
i...

chyba jestem okropna
no nie widzę innego słowa

zawsze myślałam, że mam dużą empatię to sprawia,
że nie jestem zła,
ale jestem.
bycie miłym to nic...
ale moment dopuszczania do siebie kogoś i nagłe urywanie znajomości
to jest już zadawanie komuś bólu
ale znowu..
czy dobrze jest trwać w czymś
co nie ma sensu?
skoro 8 letnie dziecko już wie, że dziewczynka, która
mówi o różowym kolorze nie da jej nic,
bo ty chcesz porozmawiać o
rzeczach istotnych dla świata...
to po co z tą dziewczynką w ogóle się zadawać?

czy teraz też...
mam tak...
że ....
nikt...
nie jest...
w stanie mnie zaskoczyć jak oni...


jak osoby, które mimo, że zawsze z przerwami,
z wielkimi rozłąkami...
z wielkimi bólami...
ale jednak...
te osoby z którymi
ta rozmowa
i ta łączność
nie jest taka
bezsensowna


najsmutniejsze, że interesowały mnie tylko dwie osoby, a one
odeszły, bo były pewne, że się nimi nie interesuję..
wiadomo, że do swojego rozgrzanego garnka już nie chciałam
dolewać oliwy...
więc mogłam wydawać się... nieobecna

jednak etapy się kończą..
nawet te wieczne
relacje się urywają
a ludzie zmieniają
tak?


Okej. No to JESTEM. ja i 3 koty.
Ich napewno nie odrzucę,
bo one nagle nie mogą pomyśleć...
że ich irytuję..
bo czym jest irytacja..
w momencie kiedy
daję im dom
karmię
i kocham.




Z.


środa, 28 sierpnia 2019

FINNEAS - I Lost A Friend

Jak się płacze na piosenkach...
to warto je sobie zapisać bardziej... no...
dodam tekst po polsku ... tak jak mi się podoba.
włączajcie piosenkę i czytajcie...






I lost a friend
Tak jak traci się klucze gdy giną w sofie
Czy tak jak traci się portfel gdy zostaje na tylnym siedzeniu
Czy tak jak traci się lód gdy topnieje podczas ciepłego lata

Straciłem przyjaciela

Jak traci się szansę na sen podczas nocnych podróży 
Jak traci się pieniądze po niefortunnym zakładzie 
Jak traci się czas martwiąc się o każdą złą rzecz która się jeszcze nie wydarzyła 
Wiem że będzie ze mną dobrze
Ale nie dzisiejszej nocy
Będę leżeć rozbudzony
Licząc wszystkie błędy jakie popełniłem i odtwarzając ponownie wszystkie kłótnie 
Wiem że będzie ze mną dobrze
Ale nie dzisiejszej nocy


Straciłem przyjaciela
Straciłem przyjaciela
Postradałem zmysły
I nikt mi nie wierzy
Mówią: „wiem że on mnie nie potrzebuje
Bo zarobił trochę za dużo aby być smutnym dwudziestolatkiem”


I będzie mi dobrze bez nich
Ale wszystkim co robię jest pisanie piosenek o nich
Jakim cudem straciłem przyjaciela, którego nigdy nie miałem?Nigdy nie miałem


Staję na nogi
Noszę kołnierz ortopedyczny
Śpię w swoim domu
Wyciągam szwy z twarzy
Staję na nogi
Kładę lód na zwichnięcia 
Chodzę o lasce
Minęło kilka dni od kiedy się poślizgnąłem i powiedziałem coś co brzmiało jak twoje imię 
Wiem że będzie ze mną dobrze

Postradałem zmysły
I nikt mi nie wierzy 
Mówią: „wiem że on mnie nie potrzebuje
Bo zarobił trochę za dużo aby być smutnym dwudziestolatkiem”I
 będzie mi dobrze bez nich
Ale wszystkim co robię jest pisanie piosenek o nich
jakim cudem straciłem przyjaciela, 
którego nigdy nie miałem?
Nigdy nie miałem

Przeprosiłbym
Jeśli to mogłoby
Coś zmienić
Lub sprawić, 
że posłuchasz
Przeprosiłbym
Jeśli wszystko byłoby czarne i białe
Ale życie jest inne


Po prostu spróbuj mnie wysłuchać 
Wiem że będzie ze mną dobrze
Ale nie dzisiejszej nocy 
Straciłem przyjaciela
Straciłem przyjaciela
Postradałem zmysły
I nikt mi nie wierzy
Mówią: „wiem że on mnie nie potrzebuje
Bo zarobił trochę za dużo aby być smutnym dwudziestolatkiem”
I będzie mi dobrze bez nich
Ale wszystkim co robię jest pisanie piosenek o nich
Jakim cudem straciłem przyjaciela, 
którego nigdy nie miałem?
Nigdy nie miałem


z.

środa, 14 sierpnia 2019

no jak z tym borderem co....

Ostatni post miał być ostatni- taki happy end.
I w sumie jak tak sobie go czytam to wiadomo - faza zakochania wchodzi w miłość i jest wszystko skomplikowane, ale nadal piękne i nadal dodaje mi w sumie największej motywacji do życia.

Trochę plany i całość mi się w ostatnich tygodniach zawaliła.
Jakieś takie głównie... plany no. Kilka osób mnie zawiodło co zaprzepaściło marzenie ze sklepem i w sumie jedna klapa zapoczątkowała serię klap... ale spokojnie, spokojnie.

Dzisiaj miałam pomysł na ten post, ale jakoś tak chyba zbyt psychiczny byłby, chociaż.. cholera.. i tak zaraz będę wjeżdżać z buta w problemy psychiczne... DORBA. Walić.
Post miał być taki:


Siedziałam w mieszkaniu i czułam, że łzy napływają mi do oczu. Normalna osoba po prostu by płakała. Łzy są potrzebne, oczyszczają. No właśnie NORMALNA osoba. Zawsze bawi mnie to, że jestem inna i mówiąc tak jakby sama tą swoją odmienność kwestionuję, ale - ej, nie wiem czy normalne było moje zachowanie, słuchajcie. 

Siedziałam w mieszkaniu i czułam, że łzy napływają mi do oczu. Wiem, że mój mózg działa w sposób typowo border - GÓRA, DÓŁ. Poczułam dosłownie, że lecę w dół... Pomyślałam sobie "ZUZIA, jak chociaż jedna łza spadnie to się wkurwię." I nagle z etapu SMUTNA, ZAGUBIONA... doszłam do etapu MAM WYJEBANE.  I w ten oto sposób poszłam do hotelu. Tak mam mieszkanie i biorę hotel w tym samym mieście. No trudno. 

"MAM WYJEBANE"...
dosyć specyficzne, że JA dosłownie wkurwiłam się na to, że wiem, że bez mojej zgody zaraz zacznie się we mnie gotować tsunami smutku. Jestem często bezpośrednia i SERIO nie chciało mi się znosić drugi raz w miesiącu jakiegoś tsunami. Co ja jestem do cholery? Ile mogę znieść?
no ale znowu jestem dla siebie mega agresywna
ale no nic.
ZUZIA, jak chociaż jedna łza spadnie... SKOŃCZ JUŻ KU*WA SIĘ UŻALAĆ. PRZESTAŃ WYĆ. NIE MA OPCJI NA ŁZY. W tym momencie wypie*dalaj sobie gdzie chcesz, ale nie męcz mnie kolejną DRAMĄ. Przestań mnie męczyć. Nie mam siły na takie zachowania nie mam siły na mnie. Nie chce znowu tego bólu. Nie dzisiaj. NIGDY. Nie pozwalaj się rozje*ać. Nie rób tego. MOŻESZ TERAZ - zanim zaczęłaś - po prostu IŚĆ . przed siebie. 



Siedzę teraz na 6 piętrze, widzę nocną panoramę mojego miasta i piszę...
No szkoda, że to hotel, bo papierosa nie zapalę.
A papieros dodałby mi chyba już +100000 do bycia jak taka filmowa pisarka.
haha


Lecimy dalej...

JAK TO JEST ŻYĆ Z BORDERLINE?
Jak gówno.


NO.

to sobie wyjaśniliśmy...

Ogólnie nie jest to prosta sprawa. W momencie kiedy jakieś 2 lata temu dostałam taką diagnozę - pomyślałam, że GORZEJ być nie może... Ale potem miałam zapalenie skóry na całe życie, więc może :) HAHAHAH.
No nieważne.

"Zuzia masz osobowość BORDERLINE, nie bój się, nie panikuj - to nie choroba.. to jakby ukształtowanie twoich myśli.. pewien kod po którym się poruszasz... nie czytaj nawet co to jest, ale ogólnie masz Bordera"

Mogłam spytać czy to może jakiś ku*wa piesek? ale nie... to nie piesek.
Border... to nie piesek.


Jak z mojej dzisiejszej nocy widzicie - jak czuję dołek to umiem zaradzić. Gorzej jak czuję górę... Nad górą nie lubię panować. Lubię górę. Uwielbiam odfruwać.
No super... czy mogłabym wyjść bardziej psychiczna w tym poście?

tak serio.. każdy za nas ma psychikę i w zasadzie W PEŁNI ZDROWYCH psychicznie ludzi nie ma... ale dużo osób ma to w dupie lub nawet brak tej kontroli nie wpływa jakoś na innych i życie.

no ze mną wiadomo...

mój brak kontroli wpływa na moje życie MOCNO.
I na tyle jestem samotnikiem, że potrafię się aż tak "odpalić"... że no np.
uzbieram sobie 1000000 widzów i będę żyć z pasji. Spoko sprawa - chyba.
Widzę zatem DUŻO plusów bordera.

Bali się ostatnio, że przez moje wnioski o byciu OPANOWANĄ i mniej impulsywną.. stanę się taka... i w sumie stałam się, bo zaczęłam uważać na słowa.
HAHA - TAKA PROSTA ZASADA - UWAŻAJ NA SŁOWA.
Dla mnie naprawdę... trudna.

No i bali się, że przestanę być taka "zuziowa"  - usłyszałam określenie.

ja na to zaczęłam się śmiać.
Kontrola nad "zuziowością"... to nie jest prosta sprawa.



SKĄD TEN MÓJ BORDERLINE,

hmmm?
- za mało uwagi rodziców jak byłam mała

ale to nie koniec, bo gdyby to był jedyny problem w moim życiu to BAJABONGO jestem w domu.
tak się akurat stało.. że w tym momencie myślę, że taki problem jak  "za mało uwagi rodziców jak byłam mała" TO JEST NIC.

NIC.

NIC.

NIC.

TO CO SIĘ MOGŁO STAĆ GORSZEGO?

Na szczęście "uważam na słowa" i nie napiszę, ale NO kilka rzeczy mogło się stać.

kilka.

kilka..

kilka...

albo taki.......

ocen...

Ocean pie*dolonych spraw, które na samą myśl sprawiają, że mięknę. Tych wspomnień które robią mi te chore akcje. Boję się panicznie tych obrazów. Nagle zakradają się do mojej głowy... te osoby, te miejsca, te słowa, te czyny, ten czas, to życie.

I tak sobie myślę... co ja tutaj jeszcze do cholery robię?
No i wtedy znajduję odpowiedź na to cholerne psychologiczne pytanie

PO CO?

No i mam po co... chyba powinnam zbierać do takiego koszyczka rzeczy "PO CO"... tylko są oczywiście momenty kiedy nagle koszyczek jest jakby niewidzialny.
moje 'po co żyję' robi się takie kruche... ale potem w myślach mam ludzi którzy mnie kochają... czyli  tylko jedną osobę...

i mamy tyle rzeczy do zrobienia
i tyle wszystkiego..  i tęsknię, bo kocham...

A dosyć oschło... miłość drugiej osoby nigdy nie jest pewna, ale z drugiej strony dopóki JA kocham... staję się nieśmiertelna... a kocham i to bardzo... i kiedy ja w to wierzę .. i kiedy walczę.. to nie ma zła. jestem najsilniejszą osobą na świecie...

tylko potem znowu po moich przejściach włącza się "hej, hej, hej... Zuzia. Uważaj.. to się powtórzy" (typowy BORDER) strach przed odrzuceniem... i jakby w związku daję już czasami to takie... 100% aż nagle tak cholernie się boję tego mojego zatracenia. boję się znowu zaufać.. boję się... i to tak cholernie się boję, że myślę "nie będę żyć w takim strachu.. więc powinnam JA to skończyć"...
a potem znowu jak już ułożę myśli...
"hej.. ale czemu On ma Ci to zrobić....? to że wszystkie osoby w twoim życiu się Tobą bawiły to nie znaczy, że On też..."

yhym...


Jak sami słyszycie. logiczne to się nie wydaje... ale miłość nie jest logiczna... i muszę przestać układać w głowię BRAMĘ... bramę do mojego szczęścia.
Muszę w końcu znowu niewinnie zaufać... ale jak zaufam.. będę taka bezbronna.... boję się. nie chcę.
Tak to już chyba wyszło.
Wiem, że nie ma limitów na zaufanie.. i ufam mu w 100%.. ale żyjemy w jakiś czasach gdzie mówisz TAK... a w każdej chwili możesz stwierdzić sobie, że "A JEDNAK NIE"... więc po ch*j to wszystko.

zawsze byłam słowna.. dlatego tak długo żyłam z ludźmi którzy mnie wykorzystywali.. miałam jakąś wizję DAŁAM SŁOWO PRZYJAŹNI, WIĘC TAK MUSI BYĆ.... i co do cholery z tym?
oni mówili sobie NIE co roku...
nadal to robią.
ludzie mają w dupie TAK i NIE... ludzie są ludźmi.
a dla mnie tak... to... tak.... i to chyba mój błąd.

 przykro mi się zrobiło...

Piszę tego posta i coraz bardziej rozumiem jak działa mój borderline.

Czyli limit zaufania jest?

ach.

Chyba podoba mi się wizja traktowania wszystkiego biologicznie.
Kiedy wchodzę w sprawy mega oschło, na zimno.
Kiedy patrzę na ludzi jak na jednostki.
Powinnam całe moje poetyckie uczucia odstawić.


Jestem jednostką.
Jestem człowiekiem... jestem kobietą. Jestem na Ziemi i tutaj żyję.
Chcę być zdrowa, aby długo żyć i chcę czerpać z tego co mi oferuje życie na Ziemi.
Chcę dbać o swoje dobro, bo jestem jedyną osobą, która kieruje mną.
To co robię... sprawia co czuję... co mam i co się dzieję.
Powinnam dbać o siebie jako, że jestem JEDYNYM żyjącym domem dla swojej duszy na tej planecie.
Powinnam dbać o ten dom i powinnam patrzeć na rzeczy jeszcze zimniej.
Romantyczna miłość to potrzeba, a nie... niezbędnik.

nie można przecież żyć dla miłości...
jestem beznadziejną romantyczką
żyję miłością, a to ona sprawiła, że jestem tak bardzo zagubiona
żyję uczuciami, a to one doprowadziły mnie do chaosu...
żyję...
i powinnam w końcu żyć czymś innym niż
uczuciem i emocjami, a to, że nie widzę sensu w rzeczach, które nie wywołują we mnie emocji to już mój problem - WODA, DIETA, RUCH  - to są prawdziwe POTRZEBY.
BO WIECZNA potrzeba kochania.. to zachcianka.

Z.

sobota, 15 czerwca 2019

Zakochana i szczęśliwa - wesoły post- nowość

Co u mnie?



Wszystko co się stało.
musiało się stać
całość
PRZESZŁOŚĆ
była idealna
Wszystko doprowadziło mnie do Ciebie kochanie.

Na studniówkę zaprosiłam dwie osoby...
jedna miała egzamin,
przyjechała ta druga.

Byłam z nim bardzo długo i cieszę się,
bo boję się, że mogłabym zepsuć ten start z Nim...
A On... jest teraz...
taki cudowny...

Dorósł....

Nie mogę się napatrzeć, nacieszyć i zrozumieć, 
że ideały istnieją.

Jest taki dobry.

Nie umiem w związkach być tą o którą trzeba się martwić.
Ostatnie pół roku robiłam za matkę Teresę....
a teraz...
ktoś chce się mną zająć
opiekować się
troszczyć....

ach dobra.
TO NIE MIAŁ BYĆ ROMANTYCZNY POST
ale co ja tam....
muszę się pochwalić, 
że ten jedyny istnieje i że nigdy
nie czułam czegoś takiego

Nigdy nie zrobiłby mi krzywdy...
Nigdy nie doprowadziłby mnie do łez...
Sama myśl, że jesteśmy razem mnie
pociesza... dodaje siły,
motywacji do życia
i chęci do działania.




OKEJ.


Co u mnie? U mnie nowość! Dbam o moje paliwo... o to co wkładam do pyszczka. Czuję jak odzwyczajam się od cukru. Cieszę się. Byłam blisko cukrzycy - jestem taka słodka, wiem wiem.

Ogólnie lubię nowy styl życia. Czuję, że poznaję nowe smaki i te wszystkie witaminki już działają
na moją główkę i pokrowiec na duszę.

JEST PIĘKNIE

Teraz tylko muszę to utrzymać.

a nie mam zamiaru puszczać wolno czegoś co sprawia, że żyję
Jestem silna i zdeterminowana.
Chcę walczyć o moją przyszłość.
Pracuję nad dwoma ogromnymi rzeczami.

JESTEM ENERGIĄ <3


Z.