OFICJALNY BLOG Zuzanny Boruckiej

czwartek, 2 marca 2017

MOJA PRACA JEST DOBRA.



W końcu doceniam moją pracę! Dzisiejsze zdjęcia wyszły tak dobrze. Aż sama jestem w szoku.
Dałabym je na okładkę płyty czy inne szczególne miejsce.

DUMA



Nie jestem jak wszyscy, nie zakładam nigdy, że jutro jest pewne
Co nie znaczy, że myślę o śmierci, że krąży wokół codziennie
Choć wątpliwości każdej wiosny kwitną we mnie namiętnie
To rzadko schodzę na ziemie, jak kocham to każdą cząstką siebie
Lubię czuć, nawet ból, cały świat to grząski grunt
Każdy ruch, wydech/wdech, ściąga nas odrobinę w dół
Dlatego życie jest piękne, tak polotne permanentnie
I tak naprawdę ważne jest tylko z kim idziesz przez nie za rękę
Czyj uśmiech z rana sprawia, że ten świat jest tak zajebiście Twój
I nawet jak jutro Ci spadnie na głowę, wiesz, że warto to czuć
Małe rzeczy mają wartość, dużo większą niż te większe
Siedzę w oknie, patrzę w niebo, myślę o niej, pisze wiersze

Kuba Witek x Szatt - Nie mam dzwonka do drzwi




AŻ TYLE GŁUPICH MINEK WYBRAŁAM.
A teraz muszę wybrać jedno.
pierwsze pójdzie na tło na fanpage Facebooka, a kolejne... Muszę coś na Instargam dodać. MYŚLĘ.




Zuzanna Borucka

środa, 1 marca 2017

blog

Zanim zacznę terapię - bardzo pomaga mi wygadywanie się tutaj w postach.
I wiem, że ostatnio namieszałam z za dużą szczerością, ale teraz będę po prostu uważać.

Lubię mojego bloga.

Niesamowicie uspokaja mnie pisanie moich postów. Układa mi myśli.

Jeden z moich ulubionych motywów - człowiek przytulający dom.

Czy umiem pisać mniej emocjonalnie, szczerze, uczuciowo?

Nie wiem.

Zawsze tak pisałam. Od kiedy miałam 12 lat. Już wtedy prowadzenie bloga było dla mnie formą terapii i ochłonięcia. Czy obchodzi mnie, że ktoś to czyta?
Nie musi.
Naprawdę nikt nie musi tego czytać. Nawet nie chcę. Cieszę się, że jest tutaj tak mało osób. Niech będą tutaj tylko osoby którym pomagają moje wpisy. Niech czytają to zagubione dusze jak moja.
Smutne jak ja. Potrzebujące mnie.

W komentarzach robicie syf. Po co?
Będę usuwała głupoty, bo niektóre z waszych wywodów wprowadzają ZAMĘT. a tutaj nie ma być zamętu. Postarajmy się o harmonię, okej?
Odwalcie się od szczegółów mojego życie prywatnego.
  Poczytajcie teraz co czuję, bo daję Wam siebie, moje emocje na tacy, ale nie idźcie dalej z tym zainteresowaniem.
Ciekawość.
Rozumiem, że w niektórych z Was jest ciekawość, a w innych po prostu chęć głębokiej interpretacji mojego życia. Przestańcie.


Chcę tutaj pisać, aby
dzielić się inspiracjami,
sobą,
uczuciami,
życiem.


Nie chcę dram, kłótni i cyrku. 


***

Chcę po prostu układać siebie, a w tym momencie nie mam częstej terapii, tylko wizyty raz na miesiąc. Zanim będę wygadywać się Pani psycholog - pozwólcie iż wygadam się tutaj.


Zuzanna Borucka

poniedziałek, 27 lutego 2017

lubię elegancję

edit.
;)
Piszę tego posta, bo wydaje mi się, że kiedyś byłam BUNTOWNICZKĄ. Pozerem.
I przeżywałam coś takiego bardzo krótko, bo szybko zrozumiałam, że to nie ja.
Byłam w liceum i ubierałam się specjalnie brzydko i podkreślałam jakiej to ja sztuki nie robię.

Potem zaczęłam nagrywać filmy. Niech ludzie mówią jak bardzo infantylne... to mimo wszystko kiedy rozmawiałam z moimi równieśnikami - oni chcieli szlugi i piwko, a ja...

ja chciałam czegoś więcej.


I wiedziałam, że będę robić wszystko, aby osiągnąć cel. Kręciłam, pracowałam, pisałam. 
MARZENIE.
Zbudowałam studio. Robiłam moje programy. Było to dla mnie całym światem. Wyszłam z tego idiotycznego pozerstwa i mimo, że wpadłam w infantylizm to nie wspominam tego źle.
Nadal lubię te wszystkie słodkie rzeczy. Te kiczowate zabawki i słodycze. Babeczki i dziecinne stroje.
Nadal jestem dzieckiem. Lubię mieć pastelowe tło i kwiatka we włosach.

Teraz już odeszłam od tego lukrowego świata, ale czułam się w nim bezpiecznie. 
Robienie czegoś dziecinnego przychodziło mi z łatwością, bo sama jestem dzieckiem. I to dużym dzieckiem! A bycie dzieckiem oznacza wolność. Oznacza coś pięknego.
Dzieci nie palą i nie pozują na głupie, niegrzeczne nastolatki.  Dzieci robią film o swoich zwierzętach, bo kochają je nad życie. Nie są to filmy dla zgorzkniałych dorosłych.
to jest nasze
nasz świat
tworzymy
Jak mały książę. 
To jest ważne, aby nie stać w miejscu. Zamrozić tysiąc kostek lodu i zrobić lodowe intro.
Kupić kostium królika za 7 stów i nakręcić o nim film. 


Cieszę się, że mimo mojej wyobraźni i pasji - jestem dojrzała.
Nie robię już tamtego formatu, ale bardzo chcę pogłębiać ten nowy.
bo wiecie, że...


Jestem elegancka.

Kocham kwiaty.
Ostatnio wydałam ogrom pieniędzy na bukiety.
Okazuje się, że jest tyle fascynujących roślin.


Florystyka jest taka delikatna.
Te róże się tak pięknie zwijają.
Zachwyca mnie ten układ. 




W moim nowym filmie pokazuję siebie. 


taki osobisty.

Teraz będę więcej takich tworzyć. Uwielbiam tworzyć kadr. Kiedy to się obrabia i jest się zadowolonym, że samemu coś się stworzyło.

Zawsze uwielbiałam robić kolaże.

Pomagają mi one zrozumieć jaka jestem.

tyle osób teraz inspiruje się nagością. Emanuje papierosami i jednocześnie udaje retro, starość.

Stare czasy mają klimat. Mają duszę. I tu nie chodzi żeby ubrać melonik do swoich sportowych butów czy bluzy.
To wszystko jest po coś. Ma ten unikalny klimat.
Ja kocham tą epokę i nie lubię nastolatków, którzy inspirują się tym w złą stronę.


Zrobiłam sobie kolaż który jest dla mnie bardzo aktualny i uważam, że mnie opisuje.

Nawet gdy człowiek jest zagubiony - najważniejsze to odnaleźć siebie.
Ja lubię elegancję i koty.
Chcę podróżować.
Chcę rozpieszczać Lusię i Rysia.
Chcę mieć szczerych przyjaciół.
Chcę grać w gry i ograniczać się do lampki wina.
Chcę być bezpieczna i szczęśliwa.
Chcę być dzieckiem.
Chcę żyć marzeniami.
Chcę być sobą.

Zuzanna Borucka

poniedziałek, 20 lutego 2017

Załamanie?

edit.
zmieniam posta, bo uraziłam kilka osób.
Przepraszam, choć mój "atak" na tym blogu, którego nikt nie czyta - to nie atak.
Rozumiem - nazwanie ludzi "fałszywymi" po tym jak mnie zostawili - nie jest okej.
Mimo wszystko, zostawiam akapit z tym, że moje byłe przyjaźni były toksyczne.
Ludzie którzy wybierają to co jest dla nich łatwiejsze i zrywają kontakt mimo wcześniej budowanej relacji.
Czuję się oszukana - po prostu. Jakby 2 lata życia to był żart i to kogo się poznawało, ufało, czuło jakby teraz było gównem. tyle.



tumblr.

Załamanie?


Teraz mam dobry humor, ale jednocześnie aż głupie byłoby napisać, że nie.
Co ja mogę powiedzieć?
Może lepiej nic. 
Tyle się w tej głowie u mnie wali myśli.
Przewracają się i jedna o drugą się ociera.

Jutro zaczynam terapię i będzie dobrze.

Psychiatra, psycholog... oby pomogło. Obecnie pomagało.
Było już dobrze, ale to rozstanie i potem to wszystko. Ten cyrk. 
Zniszczył mnie.

Ja za to sobie radzę! Mam nowego przyjaciela. Jeśli widzieliście go na snapie - to nie srajcie, że nowy chłopak. Przyjaźnimy się i cieszę się, że mi bardzo pomaga. To dobra relacja w przeciwieństwie do tych toksycznych jakie miałam. 
 Symbioza. 


Ja oczywiście z tej całej przewrotki życia wychodzę ZMIANAMI.
Przeprowadziłam się, zmieniłam włosy, kupuję kota.
Jak dziewczynka, która myśli, że serce naprawi nowa lalka Barbie.
Ale jakoś muszę żyć.
Być może nigdy nie będę szczęśliwa. Zobaczę wady we wszystkim. Nikogo nie docenię.
I będę wieczną egoistką na tyle pięknych rzeczy jakie mam.

Tyle dobrych ludzi, a ja myślę o tych co mnie zranili. Razem z nim -  odeszli jak bojące się deszczu zwierzęta. Uciekli. Zostali tam gdzie im cieplej. Bliżej ogniska.
Tak ciężko zaufać komuś. Otwierałam serce i wpuszczałam ludzi, a potem oni polali tam benzynę i rzucili zapałkę. 
Będę próbować zaufać.
Zaufanie jest trudne. 


Teraz robię film. Zatapiam się w tym. Samemu jest trudno, ale chcę sobie udowodnić, że czuję to.
Od dziecka to kocham. Czuję kadr. Czuję film. To moja pasja.
Coś tam sobie grzebię. I jestem dumna z moich małych kroczków.



tylko aż chore jak bardzo widać cierpienie w moich pracach.
postaram się zmienić ten film na mimo wszystko pozytywny.


Ale paradoks.

Dziewczyna z depresją będzie uczyć szczęścia jakieś 900 000 osób.
Dzięki za tą liczbę. Wybiło tyle ostatnio. Chyba miłe.

Dziękuję.

Zuzanna Borucka


środa, 15 lutego 2017

jestem gównem

Jestem ciężarem dla moich przyjaciół. Potrafię przygnieść ich moimi problemami.
Nie wiem kiedy ja to ja - a kiedy mój wrodzony smutek…
Kiedy to coś pode mną, podskórnie, we mnie - to coś co siedzi i mówi, aby wszystkiego nienawidzić.

Czego ja chcę? Czego potrzebuję?

Nie plątam się w myślach. Jest ich za dużo, ale je ogarniam,  Plątam się w uczuciach.

Mój psychiatra mówi, że jest tylko jedna rzecz nad którą mam kontrolę.

Nie jest to ból - bo boli niewyobrażalnie. Boli tak, że traci to już wartość słowa „cierpienie”. 
To coś mocniejszego. I fizycznie i psychicznie. To stan w którym zamykam się ze sobą w głowie.
Jestem tam i siedzę. Widzę pustkę i tylko boli.

Nie jest to miłość - bo kocham niewyobrażalnie. Kocham tak, że traci to wartość słowa „miłość”.
To coś mocniejszego. I fizycznie i psychicznie. To stan w którym czuję, że ta osoba jest całym moim światem,
Jestem z nią i nie mam umiaru. Chcę tylko tego. Chcę, kocham, pragnę. Nie umiem przestać.

Nie jest to szczęście - bo jestem szczęśliwa niewyobrażalnie. Szczęście tak mocne, że traci to już wartość słowa „szczeście”. 
To coś mocniejszego. I fizycznie i psychicznie. To stan w którym śmieję się jak małe dziecko. Skaczę i śpiewam. 
Wkurzam wszystkich, ale nie widzą oni, że to właśnie oni wywołują to we mnie. Tą euforię.

Nie mam kontroli nad emocjami.
Ból, miłość, szczęście.


Rozczarowanie jest tak mocne. Strach jest tak silny. Jakby ktoś mi podkręcił wszystkie guziki.
To wszystko takie mocne. Wszystko takie silne. Tak mocno mnie zniewala z nóg.
Cała jestem w emocjach. Jestem emocją i słowem.
Czuję i mówię.
Jestem gównem moich problemów.

Ciężko mi ze sobą żyć i ciężko układać coś tak strawionego przez przestrzeń. 
Cały czas daję sobie szansę, a jednak cały czas się sobą rozczarowuję. 
Bo

jestem gównem.


Zuzanna Borucka

czwartek, 1 grudnia 2016

Związek polega na kompromisach, ale ile trzeba ich znieść?

Chcę, żeby był, ale
chcę też być szanowana,
nie chcę słyszeć tyle ostrych słów,
chcę być doceniana i chcę, żeby przepraszał.

Łzy jak wieczorna kąpiel. Normalne

Na każdym kroku rozczarowanie.

Czasami przestajemy się starać i nawet kupienie prezentu na Gwiazdkę jest obowiązkiem.
Czas wypala uczucia i kiedy jedna ze stron się nie stara nie ma już nic.

Nie można żyć z przyzwyczajenia.
Trzeba żyć całym sobą. Starać się i walczyć o kolejne dni.
Szczęście jest bardzo trudne, ale wystarczy po nie sięgnąć.

Mimo, że wszędzie są wspomnienia, wiem, że to dobry wybór. 
Być może kiedyś nasze drogi się zejdą albo wtedy będziemy już inni. 

wtorek, 1 listopada 2016

Chociaż tutaj...

Chociaż tutaj... poruszę ten temat. 
Nie lubię obnosić się ze swoimi problemami i temat na YouTube oraz innych moich popularnych serwisach wolę ominąć. Jednak mam tego bloga i z racji małych wyświetleń.. tutaj jest jeszcze trochę bezpiecznie. Pisanie zawsze było moją formą antydepresji. Chcę to chociaż tutaj z siebie wylać.

Przyznałam się publicznie do depresji.

Kosztowało mnie to ogromną ilość odwagi i nerwów. Dzisiaj przyszedł jakiś dziwny dzień kiedy zostałam sama w moim rodzinnym pokoju. Leżałam w tym łóżku, gdzie jeszcze kilka miesięcy temu potrafiłam leżeć i płakać całymi dniami. To przerażające, że poczułam taką bliskość z tamtymi dniami. Jakby łóżko było czymś w rodzaju wytwornika złych myśli. Spałam wtedy dzień w dzień po to, aby nie być. Sen był stanem niebycia i to podobało mi się najbardziej. Wymuszałam go, aby nie musieć czuć tego stresu, lęku i smutku. 

Cieszę się, że mam mieszkanie. Ono kojarzy mi się z lepszymi dniami. Z nadzieją. Chcę już tam wrócić i przestać czuć tutejszy powiew  nostalgii.

Z problemami depresyjnymi miałam już problemy wiele lat. W tym roku nasiliło się to z dużą liczbą zmian, smutków i problemów w moim życiu. Jednak zawsze miałam z tym problem. W maju nastąpiły duże stany lękowe. Na tyle problematyczne, że utrudniały normalne funkcjonowanie. Później niestety zaniechałam leczenie co skutkowało jeszcze większymi problemami i rozłamami w moim życiu. Straciłam przyjaciółkę i prawię przyjaciela. Każdego dnia zmagałam się ze swoją głową. 
Do tego wszystkiego musiałam tyle grać. Było przecież tyle podpisanych umów. Tyle musiałam robić i uśmiechać się. Nie chciałam Wam mówić. Przepraszam już teraz za ilość tych sztucznych, uśmiechniętych Snapów czy innych zdjęć. Nie chciałam emanować moimi problemami choć wiem, że chociażby to, że przestałam nagrywać mogło dać dużo do myślenia. Niektóre zdjęcia wrzucane przeze mnie, mogły Wam pokazywać jak się czuję. Nawet ostatni post na tym blogu dużo pokazywał. Cieszę się jednak,  że dzięki Igorowi nie zaniedbałam swoich Social mediów. 
Teraz jest tylko lepiej. Mimo, że są takie dni jak dzisiaj to uważam, że leczenie działa. I ostatnie dwa miesiące były naprawdę dobre. Nie wpadałam w moją samo destrukcję. Nagrałam kilka pozytywnych filmów i zaczęłam naprawdę odczuwać szczęście. Nawet kłótnie, problemy i gorsze dni nie były dla mnie tak toksyczne i niszczące. Przeżywałam to jak normalny człowiek. 
Jeszcze 1 września pamiętam jaka byłam zagubiona. Wszyscy odradzali mi kupno mieszkania i jak mała dziewczynka ze łzami w oczach je wynajęłam. Bałam się jak cholera. Szczerze to wcale go nie chciałam. Po 2 dniach mieszkania jeszcze bardziej płakałam i bałam się tej samotności i samodzielności. Teraz po tych kilku miesiącach stwierdzam, że było to jak kubek zimnej wody. Otrzeźwiło mnie. Dbanie o te 4 kąty i rutyna, którą wprowadziliśmy wspólnie z Igorem zadziałała. Zaczęliśmy oglądać seriale. Jeść razem obiadki. Ja zajęłam się urządzaniem, gotowaniem i roślinkami. Zaczęłam trochę wychodzić, żyć. Zapraszać do mieszkania znajomych Igora, którzy po czasie stali się również moimi znajomymi i spędziliśmy ostatnio super Halloween u mnie na wsi. Jest pięknie! Muszę w końcu poczuć tą wolność. Ostatnio kilka poważnych decyzji mnie załamało, ale wiem, że sobie poradzę. Nie chcę wracać już do tamtych dni. Było to dla mnie bardzo trudne jak i dla moich przyjaciół i rodziny. Leczenie działa i wszystko w moim planie się sprawdziło. Zbliżająca zima, mieszkanie, leki. Odzyskuję siebie.


Dzisiaj poprzeglądałam sobie kilka komentarzy, filmów, wpisów na mój temat. To okropne, że ludzie potrafią mi napisać przy wesołym filmie "ale depresjaaa XDDD" czy "Chora na depresję, hahah"
W sumie trochę mnie to zabolało, bo jak sama pisałam - przyznanie się do tego kosztowało mnie dużo sił, a zostałam wrzucona do jakiegoś worka "moda na depresję", "youtuberzy z depresją". W zasadzie to problemy psychiczne mogą dotykać każdego i skoro ludzie pracujący w Internecie są ludźmi to dlaczego nie mogliby mieć swoich problemów? 
Niestety mało jest myślących i wyrozumiałych osób. W Polsce możesz napisać "Lubię biały kolor." i ludzie z czegoś neutralnego będą się bić i przekrzykiwać jakie to oni kolory lubią.  
Zarzucanie mi kłamstwa, że jestem chora dla popularności - to jedna z głupszych rzeczy jakie ostatnio słyszałam. Po co miałabym to robić? W filmie w którym 'przerywam milczenie' tłumaczę zresztą jak bardzo mi nie zależy na popularności. 
Wydaje mi się, że wiecie jaka jestem. W ciągu 2 lat moje życie wywróciło się do góry nogami. Tyle sfer przez popularność się "upośledziło". Tyle nowych problemów. Przykre, że patrzy się na osoby z Internetu jak na jakiś bogatych dzieciaków, którzy mają problem na poziomie "jakie zdjęcie wrzucić?". Niestety nie znacie nas. Nie wiecie z czym zmagamy się na codzień. Ja nie lubię pokazywać słabości, ale byłam Wam winna wytłumaczenie tych zmian i nowej mnie. 
Mam świadomość ile uśmiechu przed Wami udawałam, ale jak się zastanowić robiłam już to bardzo długo. Pokazywanie wesołej wersji mnie w Internecie pomaga mi. Nagrywanie pozytywnych filmów pomaga mi potem patrzeć pozytywnie. Uważam, że Banshee -jako moje szczęśliwe alter ego było mi bardzo potrzebne. Jestem za tym, aby śmiać się ze światem i ze świata, a płakać samotnie w łóżku. 


Cieszę się, że w końcu napisałam tutaj ten post. Jest ulga.

Zuzanna Borucka