[potraktujcie ten dziwny, niezrozumiały, niepasujący, gówniaty post jak jakiś wierszyk dla dzieci czy bajkę]
[taka sobie artystyczno-poetycka Zuzia]
Jestem małą śnieżną kulką,
która nigdy nie chciała być śnieżkiem.
Leżę sobie na chodnikach i na płotach pod sklepem.
Upadam wolno
Lecę powoli
i czuję dno
tak blisko.
Kiedyś poznam inną białą śnieżynkę,
pokocham każde z sześciu ramion
upadniemy
razem na płot pod sklepem
i będziemy razem
leżeć.
Nie wiem czy świat mnie taką lubi.
Nie obronię
Nie przytulę
Nie pomogę
Nie umiem
Nie mogę, bo jestem śniegiem.
Nie mam szczęścia co do miejsca
Zawsze zlecę w gorszą stronę
tu mnie przejadą
tu mnie zgniotą
tu mnie stopią
Miło byłoby gdybym
miała więcej sił
Leżę sama
w ciemnościach
leci ze mnie woda
topię się
od...
słońca
Lubię lato, ciepło, upał
chciałabym
popłynąć statkiem
tak mi przykro,
że nie mogę
być normalna i
szczęśliwa
Szukam swojej drogi,
swego miejsca
Szukam szczęścia
P.S. Wszystkie brzydkie zdjęcia sama robiłam... Post jest dziwny.
Siedziałam sama w pokoju i naszło mnie jakieś emo-myślenie.
Zaraz idę na kolację do restauracji... Ferie są super... Suuuper SUPER! super
teraz czekam na wasze analizy i interpretacje wiersza








































